Gamedile.pl

Najlepsze gry 2013 - okiem Bolda

Zobacz polecaną grę
Nadszedł czas, w którym rok 2013 można już nazwać „zeszłym” – mając go już za sobą można śmiało zastanowić się nad tym, które z gier okazały się w nim najlepsze, a które nie do końca spełniły nasze oczekiwania. Ja osobiście, jako fan zarówno przygodówek, jak i wielu innych gatunków narzekać nie mogłem - na brak wyboru, na małą ilość tytułów i na jakość niektórych z nich. Te najlepsze opublikuję w swoim zestawieniu. Zapraszam!

5. Memoria





W ubiegłym roku na mojej liście tytułów “do przejścia” znalazło się wiele przygodówek. Jedną z tych jak najbardziej zasługujących na pojawienie się w tym notowaniu jest Memoria, która – jak nazwa mówi – zapada w pamięć. Opowieść o księżniczce Sadji i jej zmaganiach ku zdobyciu poetyckiej nieśmiertelności była urzekająca. Daedalic Entertainment zaserwowało mi przygodę nie tylko dłuższą od wielu innych tytułów, ale też o wiele bardziej wciągającą i – co cieszy – dojrzalszą. Plusem tutaj okazały się przemyślane i głębokie dialogi, oprawa graficzna niczym z baśni (a nie z bajki, jak w wielu innych tytułach niemieckiego dewelopera). Co najważniejsze, jest to gra, na którą poświęciłem wiele godzin, których nie żałuje (co często zdarza się w przypadku gier akcji, kiedy zadaje się pytanie, „po co ja w to tyle gram!?”)!

4. Goodbye Deponia





Jako że z uwagą przechodziłem każdą kolejną część Deponii, również i do tej podszedłem z optymizmem, wiedząc, że nudził się nie będę. Jak myślałem, tak było – trzecia odsłona trylogii dostarczyła mi wielu emocji, a najwięcej tych wywołujących uśmiech na twarzy. Barwne postaci, zwariowana i pełna zwrotów akcji fabuła, a przede wszystkim wszechobecny humor - zarówno w animacjach, jak i przedstawionych sytuacjach oraz dialogach. Tutaj rozmów się nie przeklikuje, tu słucha się je z uwagą! Rufus i spółka okazali się tak sympatyczni, że aż szkoda się z nimi rozstawać. Może jakiś spin-off, Daedalicu? Może prequel? Lekki niedosyt pozostaje!

3. Mortal Kombat





Cały mój „growy” rok nie upłynął jedynie pod znakiem głębokich, wymagających myślenia tytułów – również w mojej domowej bibliotece gier znalazł się tak zwany „odmóżdżacz” i to w najlepszym wydaniu. Mowa oczywiście o Mortal Kombat, z którego ostatnie soki wysysałem wraz z Krzyśkiem (jego notowanie najlepszych gier ubiegłego roku znajdziecie tutaj), ale i w pojedynkę. Tytuł może nie zachwyca fabułą, ale czy wszędzie trzeba się jej doszukiwać? Tu chodzi o to, by sprać przeciwnika, by najszybciej ruszać palcami po gamepadzie – ważna jest wartość rozrywkowa, a broń Boże nie dydaktyczna. Choć może pewna nauka z tego płynie – na przykład żeby nie dawać się łapać w jedno i to samo combo cały czas (kto był tego ofiarą, ten podziela mój ból =)).

Mortal Kombat to gra przede wszystkim bardzo wciągająca – szczególnie w przypadku rozgrywki wieloosobowej. Zdecydowanie należy do najbardziej udanych zeszłego roku, a na pewno moich ulubionych.

2. The Night of the Rabbit





Jak widać powyżej, w notowaniu nie zabrakło gier firmy Deadalic – nic dziwnego, bowiem to one były najbardziej zachęcające na pierwszy rzut oka, a okazały się lepsze od konkurencji po głębszym zapoznaniu się z nimi. Zdecydowanie najlepszym zeszłorocznym tytułem producenta okazała się „Królicza Noc”. Choć wciąż nie mogę przeboleć zmiany nazwy gry (wcześniej było to „The Rabbit’s Apprentice”), dziś pozostaje ona z boku, przyćmiona blaskiem samego tytułu.

Produkcja opowiedziała mi historię Jeżyka (z angielskiego Jeremy’ego) – chłopca z marzeniami, który wyruszył w niezapomnianą podróż do świata, w którym zwierzęta mówią ludzkim głosem, a okrutny czarnoksiężnik Zaroff sieje terror i strach. Towarzysząc mu wziąłem udział w niezapomnianej przygodzie, w której magia, barwne postaci i nietuzinkowe zagadki pojawiały się niemal co krok. Być może dlatego to wszystko tak mnie urzekło? Ciężko opisać, z jakimi dokładnie emocjami spotyka się w tej grze – to trzeba zobaczyć, to trzeba poczuć. W to trzeba zagrać!

1. Rayman Legends





Kolejna odsłona przygód jednego z moich ulubionych bohaterów gier wideo – i następna, którą można uznać za udaną. Udaną? Co ja mówię – toż to majstersztyk! Rayman Legends oferuje wszystko, czego można oczekiwać od gry komputerowej. Wciągająca rozgrywka? Jest. Świetna oprawa audiowizualna? No ba! A dodajmy do tego ogromną różnorodność i kilka ciekawych rozwiązań, a także wspaniały kooperacyjny tryb rozgrywki wieloosobowej (a także ten oparty na rywalizacji). Czy trzeba coś dodawać? Rayman Legends to absolutnie mój numer jeden.

W Raymana zacząłem grać od razu po jego wydaniu – zachwyciła mnie oprawa muzyczna, a także fakt, że autorzy nie zrezygnowali z pomysłu na grę zaprezentowanego w poprzedniej jej odsłonie (który notabene był bardzo dobry), a „jedynie” go rozwinęli. Wyszło im coś nieziemskiego – sam nie wiem, czy czekać na kolejną część. Jeżeliby powstała, co jest prawdopodobne, mogłaby się okazać gorsza od tej. Jeżeli nie, wywołałoby to jęk zawodu, ale Rayman Legends byłoby znakomitym zakończeniem serii. Rzucając w kąt te rozważania powiem, że gra jest pozycją obowiązkową. Nie tylko dla fanów Raymana i cukierkowej grafiki, ale dla wielbicieli pomysłowości i nietuzinkowości.

Przeczytaj także...