Gamedile.pl

Pyrkon 2018 - nasza relacja

Zobacz polecaną grę
Początkowo nic nie zwiastowało tego, co miało nastąpić. W pociągu do Poznania usiedliśmy bez problemu, w wagonie było może parę osób z charakterystycznymi geekowymi koszulkami. Wszystko zmieniło się, kiedy znaleźliśmy się na Dworcu Głównym.

Od tego momentu nie byliśmy już tylko dwoma gościami wybierającymi się na Pyrkon. Mimochodem zostaliśmy wcieleni do hordy, która najpierw przeszła z impetem przez galerię, by następnie totalnie zamknąć przejście prowadzące na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich.

Odkleiliśmy się przy bramkach. Dopiero za nimi się zaczęło...

Miejsce spotkań, czyli gdzie Trump i Korwin chodzą piechotą



Atrakcji na tegorocznym Pyrkonie było tak wiele, że żadną miarą nie dało się skorzystać z nich wszystkich. Ba! Problematyczne jest nawet zrelacjonowanie tego, co udało nam się zobaczyć.

Zwiedzanie zaczęliśmy od hali wystawców. W tym miejscu fani fantastyki zostawić mogli nawet kilka wypłat. Można tu było dostać wszelkiego rodzaju Funko POPy, książki, gry planszowe, komiksy czy figurki. Zapewniam Was, że każdy znalazłby tam jakąś pamiątkę dla siebie.




Chwilę później powędrowaliśmy również do hali z rozgrywką elektroniczną. Na jakiś czas przykuło nas do siebie dość spore stoisko z grami Nintendo. Szczególnie, że pograć można było nie tylko na Switchu, lecz również automatach. Sporym zainteresowaniem cieszyła się wystawa Hearthstone. W grze na telefonach w karciankę można było oddać się na stoisku stylizowanym na wnętrze karczmy. Czas umilały przechadzające się obok postacie z uniwersum Blizzarda Obojętnie nie przeszliśmy także obok działu retro, bo na widok Pegasusa znowu zaświeciły nam się oczka.




Nieco z boku natrafiliśmy na reprezentantów polskiego studia BeeFlame. Na skromnym stoisku mieliśmy okazję obejrzeć w akcji ich tytuł - Grey Skies. Produkcja pozostaje na razie na dość wczesnym etapie produkcji i skupia się na postaci cierpiącej na amnezję.



Wraz z głównym bohaterem spróbujemy w niej wyrwać się z mrocznego świata pełnego zjaw i przypomnieć sobie, jak właściwie do niego trafiliśmy. Ważnym elementem gry będą eksploracja, crafting, rozwiązywanie zagadek oraz rozsądne dysponowanie bateriami potrzebnymi do uruchomienia latarki czy aparatu.

W następnej kolejności przekroczyliśmy próg hali z grami planszowymi, w której cały czas toczyły się zażarte pojedynki. Tutaj jednak ograniczyliśmy się wyłącznie do roli obserwatorów. Dobrze wspominamy za to wizytę w klimatycznych wioskach. Znalazły się tam zarówno elementy uwielbiane przez fanów postapo rodem z Fallout czy Metro, jak i rycerze rodem z powieści Tolkiena. Z elfami nie tylko można było sobie zrobić zdjęcie, ale też poznać zasady ich kaligrafii czy postrzelać z łuku.




Na wystawach największą popularnością cieszyły się figurki z Transformersami i bohaterami Dragon Ball (uczestnicy bezskutecznie próbowali je odkupić) oraz pełnowymiarowe manekiny przedstawiające roboty czy szturmowców z Gwiezdnych Wojen. Ciężko było też przez obojętnie wobec makiety rozbitego myśliwca imperialnego TIE Fighter.

Ważnym elementem były autografy oraz zdjęcia, które także cieszyły się ogromnym „braniem”. Nic zresztą dziwnego - wystarczy powiedzieć, że można było zdobyć podpisy takich person, jak Andrzej Pilipiuk, Jarosław Grzędowicz, Maja Lidia Kossakowska, Orson Scott Card, Robin Hobb, Felicia Day... długo by wymieniać.

Osobiście postanowiliśmy ustawić się do (chyba najbardziej obleganego w sobotę) Grzędowicza. Byliśmy ciekawi, jakim człowiekiem jest autor „Pana Lodowego Ogrodu”. Jakiś czas temu mieliśmy okazję po raz pierwszy zaznajomić się z tą wielokrotnie nagradzaną powieścią i byliśmy pod jej wielkim wrażeniem. Sam Grzędowicz jawił się jednak w naszych wyobrażeniach jako człowiek ponury i niezmiernie poważny. Zresztą, zerknijcie tylko na zdjęcie, jakie organizatorzy wybrali dla pisarza.



Wygląda groźnie, co? A jednak okazał się niezwykłe miłym człowiekiem. Nie tylko przedłużył on swoją sesję, by nikt nie odszedł z kwitkiem. Znalazł nawet czas na parę słów rozmowy czy selfie. Nie inaczej było z Felicią Day, gwiazdą między innymi internetowego serialu The Guild. Amerykanka zachowywała swój uśmiech i wesołe nastawienie nawet w obliczu bagatela 60-osobowej kolejki do zdjęć.

Felicia Day i jej pierwszy zakup na Pyrkonie


Godny zapamiętania był występ zespołu Percival oraz teatru Avatar. Odbył się on w ramach Wild Hunt Live i pozwalał jeszcze raz usłyszeć utwory z gry Wiedźmin 3. Aranżacja wypadła bardzo ciekawie i stała się jednym z częściej wspominanych show przez uczestników.

Wracając do tytułu nagłówka - tak, spotkaliśmy Janusza Korwina-Mikke i Donalda Trumpa. Niestety, tylko jeden był prawdziwy.

Maskarada



Jedną z największych atrakcji był oczywiście konkurs dla najlepszych cosplayerów. Prowadzony był on przez pisarza Jakuba Ćwieka, autora takich powieści, jak „Kłamca” czy „Zawisza czarny”. Spodziewaliśmy się oczywiście, że na naszych oczach ożyją bohaterowie znani ze świata literatury, komiksów, filmów oraz gier, lecz poziom odwzorowania detali przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania.

Zerknijcie tylko na kilka kostiumów, które dotarły do finału.

Olgierd von Everec z dodatku Wiedźmin 3: Serce z Kamienia - Lagnar Cosplay


Rita Odraza z Mighty Morphin Power Rangers w wykonaniu Lola's Cosplay Hell (Żeby zdobyć prywatną fotkę musieliśmy... uklęknąć przed jej majestatem! Prawdziwa Rita!)


Nasi faworyci, Diego oraz... Świerwojazd (baaaakaaaa!) z gry Gothic. Wykonanie: DiegoTan oraz Significant Otters Cosplay


Yennefer z Vengerbergu w wykonaniu Sandersky Hybrid Art - niestety, zapomnieliśmy sprawdzić czy pachniała bzem i agrestem ;)




Nerv jako Night King z Gry o Tron.


Jak wspomnieliśmy, poziom był naprawdę wysoki. Przejdźmy jednak do laureatów Maskarady.

Wyróżnienie jurorskie od od Norge (Asgardian Fraud Workshop) dla Bartłomieja „Glorfa” Jurczyka za postać orka





Wyróżnienie jurorskie od Ewy Bryniarskiej z Mi-Parti dla Grupy Bumcyfikszyn, za postacie Winterlean i Sheramine.





Nagroda za najlepszą prezentacją solową - Katarzyna „Wilkoak” Kamińska jako Sombra Los Muertos z Overwatch





Nagroda za najlepszą prezentację grupową - Shina Lironi (LinaSakura, Shironi Cosplay) za Złą Królową i Królewnę Śnieżkę z Dawno, dawno temu





Nagroda za najlepszy projekt własny - Monika „Ailish” Filipiak za Projekt DRC - Ran Bioengineered Dragon





Nagroda za najlepszy cosplay - Małgorzata „Margaret” Janikowska jako Senua z Hellblade Senua's Sacrifice





Nagroda Grand Prix - Magda „Kurumi” Orzechowska jako Cosplay Alexstrasza z serii World of Warcraft





Wyróżnienie jurorskie od Fenix Fatalist - Bartosz „Barkal” Kalista jako Boss Rider



Te cosplaye uznane zostały za najciekawsze, jednak to i tak jedynie ułamek tego, co można było zobaczyć podczas Pyrkonu. Samo show trwało aż 3 godziny, podczas których uczestnicy mieli okazję zaprezentować nie tylko kostiumy, lecz i własną charyzmę.

Krewni Pyrkonu



Podobnie jak w poprzednich latach, także i tym razem chętni uczestnicy mogli oddać krew oraz zarejestrować się jako potencjalny dawca szpiku. Specjalny autobus był dostępny dla wszystkich osób skorych do pomocy. Aż 493 osoby zgłosiły się do oddania drogocenne krwi, z czego 304 po wywiadzie oraz badaniu mogły przystąpić do działania. Dzięki ich zaangażowaniu udało się zebrać 130 litrów, co jest znakomitym wynikiem. Dodatkowo bazę potencjalnych dawców szpiku zasiliły kolejne 34 osoby.



Zgodnie z danymi udostępnionymi przez organizatorów Pyrkonu, od początku prowadzenia akcji swoją krew oddało już 1092 uczestników, a 246 zapisało się do dawców szpiku. Warto wspomnieć, że w tym szlachetnym celu dużą rolę odegrały Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Poznaniu, organizacja non profit Drużyna Szpiku oraz Międzynarodowe Stowarzyszenie Studentów Medycyny.

Jako redakcja bardzo doceniamy tego typu akcje - gratulujemy osiągniętych wyników oraz dołączamy się do podziękowań dla wszystkich zaangażowanych osób.

Słów kilka na zakończenie



Pyrkon, Pyrkon i po Pyrkonie.

Czas spędzony na poznańskim festiwalu wspominamy bardzo miło. Morze atrakcji porwało nas w swoich falach i długo nie pozwoliło się z nich uwolnić. Ckliwie powiemy jednak, że najważniejsi na Pyrkonie byli ludzie.

Niesamowicie było spotkać tych wszystkich zapaleńców, którzy na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich pchali się drzwiami i oknami. Poznaliśmy wiele ciekawych osób, zarówno po stronie uczestników, jak i wystawców czy prelegentów. Wszystkich uśmiechniętych i niezwykle pozytywnie nastawionych.



Współczujemy tylko nieco biednym cosplayerom, którzy niekiedy bardzo poświęcali się, by ich kostium wyróżniał się w tłumie. A przecież cały czas musieli wyglądać dobrze i pozować (wybacz Lorien, że też ciągnęliśmy Cię do zdjęcia :)).

Jedno jest pewne, uderzenie emocji towarzyszące wizycie na Pyrkonie sprawia, że człowiek zdecydowanie pragnie więcej. Jeśli nie macie jeszcze przed sobą tego „pierwszego razu”, warto się na niego zdecydować. Nieważne przy tym ile macie lat, na pewno znajdziecie coś dla siebie.

Polecamy!

Przeczytaj także...