Gamedile.pl

Zapowiedź gry The Banner Saga

Zobacz polecaną grę
The Banner Saga ma być produkcją stawiającą na interesującą, osadzoną w krajach skandynawskich fabułę oraz masę dialogów. Jak tak naprawdę się zapowiada? My ją widzieliśmy i z chęcią o tym opowiemy!

Słysząc o „mitologii” najczęściej przychodzi nam na myśl ta wywodząca się z Grecji – ja też tak mam i nic w tym dziwnego. W końcu to właśnie z Helladą w swoim życiu miałem najwięcej do czynienia. Chociażby w szkole, kiedy to przyszło mi omawiać homeryckie utwory oraz przeżywać dramaty Sofoklesa czy Ajschylosa. Do pewnego momentu w moim życiu nie miałem nawet pojęcia o istnieniu innych mitologii i choć od tego czasu zdarzyło mi się już usłyszeć o nordyckiej, niczego za wyjątkiem wikingów nie byłbym w stanie z nią powiązać. Widząc The Banner Saga od razu pomyślałem, że da mi ono szansę dowiedzenia się czegoś więcej zarówno na temat owych postaci, jak i legend związanych z krajami skandynawskimi. Dowiedzenia się nie w nudny szkolny sposób, ale w pasjonujący i wartki – taką przynajmniej miałem nadzieję. Jak gra sprawdza się w akcji? Miałem okazję przetestować jej wczesną, jeszcze podglądową wersję.

Koncept stojący za stworzeniem The Banner Saga powstał w głowie trzech mężczyzn z Teksasu. Zupełnie niezależni od innych firm, postanowili założyć własne studio i zrealizować swój pierwszy większy projekt – choć sami w sobie byli bardzo utalentowani, do stworzenia gry potrzeba czegoś więcej. Pieniędzy. Po te mężczyźni sięgnęli do fanów – z wielkim powodzeniem, należy powiedzieć. Uzbierawszy przeszło siedmiokrotność oczekiwanej kwoty (przeszło 720 tysiaków), zabrali się do pracy, której efekty właśnie miałem szansę przetestować.

Od razu po rozpoczęciu swojej przygody pozyskałem okazję zaobserwowania składającego się z kilkunastu wikingów karawanu, zmierzającego ku bliżej nieokreślonej nordyckiej osadzie. Jako człowiekowi niemającemu pojęcia o kulturze, historii i legendach skandynawskich ciężko było mi się tutaj odnaleźć. Fabuła, przynajmniej w początkowych jej fazach, została opowiedziana w bardzo niezrozumiały sposób – nie byłem w stanie ani utożsamić się z bohaterami, ani chociażby wyłapać ich imion i celu, w jakim zmierzają.

Gra od razu rzuca nam wyzwanie przebrnięcia przez masę dialogów.


Niemal od razu w oczy rzuciła mi się powolność rozgrywki. Większość czasu spędzałem tutaj na dialogach, które co prawda pozwalają zaczerpnąć nieco intelektualnych wartości, niemniej jednak same w sobie wymagają trudu związanego z czytaniem (nie, nie są mówione – choć być może w ostatecznej wersji autorzy zdecydują się na podłożenie głosów pod każdą z kwestii). Cieszy fakt, iż każdy z wyborów ma swoje konsekwencje i wyraźnie wpływa na to, co stanie się tuż po jego dokonaniu, jednak smuci to, że na początku nie mamy pojęcia, jakiego wyboru dokonać – jesteśmy w końcu rzuceni na głęboką wodę, bez żadnego wprowadzenia i niczego, co mogłoby nam dać chociażby najmniejsze pojęcie na temat tego, z czym mogłaby się wiązać któraś z naszych decyzji. Sytuacja zmienia się z czasem, gdy już zaczynamy się orientować w całej strukturze produkcji. Wtedy nasze wybory stają się bardziej świadome, a ich konsekwencje niejednokrotnie bardzo odczuwalne. Nie ma tutaj żadnej liniowości, a wszystko zależy od naszych akcji i decyzji. Podróżując karawaną często mamy do czynienia z sytuacjami spornymi, w których jakąś decyzję musimy podjąć - czy będzie ona mniej czy bardziej przemyślana, to już zależy od nas.

Rzeczą kluczową w The Banner Saga są walki – jako że wikingowie należą do jednych z najbardziej brutalnych i agresywnych plemion, tych jest cała masa. Pojedynki odbywają się w systemie turowym na specjalnie do tego przygotowanych arenach podzielonych na kwadraty. Choć na pierwszy rzut oka wygląda to wszystko klasycznie i typowo, znajduje się tutaj kilka innowacji. Jedną z nich jest sam fakt dokonywania ataku – naturalnym jest, że jednostki walczące wręcz (one dominują wśród wikingów) muszą podejść do przeciwników. Gdy już tak się stanie, mają dwie opcje – albo zaatakować ich, albo osłabić ich obronę. O ile ta pierwsza akcja zadaje obrażenia, ta druga czyni przeciwników bardziej podatnymi na ataki. W związku z tym zawsze mamy pewien dylemat i musimy podjąć własny wybór, planując niedaleką przyszłość każdej walki. Wbrew pozorom wybór ten ma ogromne znaczenie i niejednokrotnie może przyczynić się do rezultatu bitwy. Po rozegraniu kilkudziesięciu pojedynków można śmiało powiedzieć, że walka to najlepszy z elementów produkcji - wymaga myślenia, a każde nasze pojedyncze posunięcie jest w stanie zaważyć o jej losach. Nie można polegać jedynie na prostych atakach, a trzeba dokładnie planować każdy ruch i rodzaj ataków, jak również dysponować punktami woli.

Walki w grze są pasjonujące i zmuszają do myślenia.


Każda z kierowanych przez nas jednostek dysponuje swoimi podstawowymi atakami i może przejść jedynie kilka określonych kratek, zanim jej wytrzymałość się wyczerpie. Limit ten można ominąć siłą woli, w której punkty jest wyposażony każdy z wojaków. Jej zastosowanie nie ogranicza się do zwiększenia możliwości przechodzenia między polami w czasie jednej tury, ale także pozwala na wykonywanie jeszcze potężniejszych ataków – nawet takich, które są w stanie zadać obrażenia wszystkim dookoła. Siła woli nie odnawia się samoczynnie – by tak się stało musimy pozostawić jednostkę bezczynną na okres jednej tury lub też zabić jednostkę wroga. Umiejętne wykorzystanie siły woli okazuje się jednym z czynników mogących decydować o przebiegu całej rozgrywki.

Jedną z najlepszych stron produkcji firmy Stoic okazuje się być oprawa audiowizualna. W czasie zabawy jesteśmy w stanie słyszeć charakterystyczną muzykę (z dominacją rogów), która w znakomity sposób tworzy specyficzny klimat. Grafika natomiast to istny majstersztyk – jest kreskówkowa, ale jednocześnie poważna. Nie można od niej odciągnąć wzroku!

Po kilku godzinach spędzonych na grze mam dość mieszane uczucia. Z jednej strony nie ma tu się do czego przyczepić, jeżeli chodzi o samo technologiczne dopracowanie, a z drugiej dość to wszystko chaotyczne i przegadane. Jeżeli piękne intro to wszystko, co wprowadza graczy w produkcję, okaże się to po prostu niewystarczalne i zniechęcające. Perspektywa nagłego wcielenia się w grupkę wikingów i natychmiastowa konieczność przebrnięcia przez masę dialogów może przytłoczyć, zwłaszcza nowych, niezorientowanych jeszcze w gatunku graczy. Pewne jest, iż przed styczniową premierą autorzy mają jeszcze sporo do dopracowania, w szczególności jeżeli chodzi o początkowe etapy gry. Parę elementów walki mogłoby być lepiej wyjaśnione (jak na przykład ataki dystansowe i specjalne umiejętności), a postaci, którymi kierujemy znacznie bardziej nam przybliżone, najlepiej w pierwszych fazach gry. Trudno bowiem grać kimś, kogo losy nas nie obchodzą i kogo zupełnie nie znamy.

W sumie The Banner Saga to gra obiecująca, która już w obecnej formie jest w stanie przyciągnąć na długie godziny (o ile wcześniej nie zniechęci). Tak naprawdę jednak obecna wersja okazała się czymś skierowanym do wąskiego grona odbiorców i obawiam się, że nie do każdego trafi. W swej prostocie jest bowiem dość trudna do zrozumienia i wymaga sporo myślenia. Nie można liczyć na „przeklikanie” dialogów, gdyż to one stanowią jej większą część. Jaka okaże się jej finalna forma? Przekonamy się wkrótce. Premiera już 14 stycznia

Przeczytaj także...