Frostpunk - recenzja gry - gry, minigry, opisy gier, darmowe gry, solucje do gier, poradniki do gier
Gamedile.pl

#

Frostpunk

PC | Producent: 11 bit studios | Wydawca: 11 bit studios, Cenega

Ja jestem Senatem!

Recenzja gry Frostpunk
napisał # Krzysiek „Bebop” Kałuziński, 21 lipca 2018
Nie mogę pozbyć się wrażenia, że ekipa 11 bit Studios chętnie wylądowałaby znowu w szkole. Tym razem jednak nie w roli ucznia, lecz wykładowcy. Zespół wyobrażam sobie jako grupkę profesorów, którzy pod pozorem zabawiania, przemycają do naszych głów jak najwięcej wiedzy. Szarpią przy tym mocno za struny moralności, skłaniają do refleksji, wzbudzają wątpliwości i po wszystkim porzucają ostro skacowanych. Wcale przy tym nie moralizują, niczego nawet nie mówią wprost. Pozwalają do wszystkiego dojść samemu.

Namiastkę tego mieliśmy już przy okazji This War of Mine, nie inaczej jest też we Frostpunku. Tym razem nie mamy jednak do czynienia ze skalą micro. Nie dowodzimy garstką ludzi, lecz całą społecznością i to w najgorszym dla niej czasie. Gra przedstawia nam alternatywną wersję historii, w której ludzkość mierzy się z epoką lodowcową. Nie dysponuje przy tym nowoczesną technologią, a raczej parowymi maszynami rodem z XVII lub XIX wieku. Mamy tu więc mieszankę steampunku z postapo. Jak dla mnie bomba!

Bear Grylls potrzebny od zaraz



Frostpunk jest city builderem podobnym (w pewnych aspektach) do takich serii, jak SimCity czy City Skylines. Duże znaczenie odgrywa więc w grze rozsądne zarządzanie zasobami, zwracanie uwagi na potrzeby poddanych oraz reagowanie na nagłe problemy społeczeństwa. Mapa jest jednak znacznie bardziej skompresowana, a w każdym z trzech scenariuszy (wkrótce ma ich być więcej) jej wygląd jest podobny.



Centralnym punktem naszej osady jest generator. Pochłania on tony węgla, lecz dba także o zapewnienie ciepła budynkom. W jego pobliżu z reguły znajdują się jakieś porzucone zasoby, jak również lasy czy kopalnie. Całość jest natomiast otoczona wzgórzami.

Początki mamy dość standardowe. Zaczynamy od wysłania ludzi do zbierania wszystkiego, co można chwycić w gołe ręce. Dzięki opałowi szybko uruchamiamy generator, następnie budujemy wokół niego namioty. Potem dokładamy warsztat, by zajmował się nowymi technologiami, ustanawiamy prawa... ale o nich później. Mechanika jest prosta, wręcz banalna. Szybko się jednak okazuje, że opanować ją, a w pełni sobie ze wszystkim poradzić, to zupełnie inna bajka.

Wszystko bowiem wymaga wyrzeczeń. Inwestycja w kopalnie węgla zapewni nam stały dostęp do tego minerału, ale odwlecze budowę lepszych domów czy szpitali. Wypadałoby również zwiększyć moc generatora, by obejmował swoim ciepłem większy obszar, a jednocześnie popracować nad jego wydajnością. W innym przypadku błyskawicznie pożre całe zapasy węgla... Teraz wyobraźcie sobie, że do tych zagwozdek dochodzą problemy społeczności.



Brak domów spowodował choroby, odmrożenia i niezadowolenie. Nie wybudowałem szpitali, więc stan ludzi pogorszył się na tyle, że część nie była w stanie pracować. Inżynierów z warsztatu oddelegowałem awaryjnie do kopalni lub kuchni. Wszystko zaczęło się walić... Gra wykorzystała każdy mój mały błąd, by mi dokopać. Momentami nie pozostaje człowiekowi nic więcej, niż włączyć maksymalny upływ czasu i patrzeć. Czekać na najgorsze mrozy, kolejne klęski.

We Frostpunk nigdy nie można być pewnym. Myślałem, że dzięki wielkim maszynom obsługującym najważniejsze miejsca w osadzie, zdołam sobie poradzić ze wszystkim. Nie imał się ich mróz, pracowały prawie całą dobę. Może nie były tak efektywne, jak ludzie, za to na nic nie narzekały. Wystarczyło jednak kilka awarii, jakiś omyłkowo zabity człowiek i znów wszystko runęło jak domek z kart. Za to krótka chwila, w której całe miasto było zautomatyzowane, wyglądała pięknie.

W ogarnięciu tematu zdecydowanie pomaga nam jednak zbiór własnych reguł rządzących społeczeństwem.

Więc tak oto ginie demokracja. Podczas aplauzu tłumów



Księga Praw to jeden z najciekawszych elementów gry. W znakomity sposób pozwala szybko reagować na problemy w społeczeństwie, a gwarantuje przy tym sporo możliwości. Możemy np. wprowadzić awaryjne zmiany w pracy, mechaniczne protezy dla niepełnosprawnych czy pozwolić na korzystanie z pubów. To zasady ogólne, ale mamy także prawa związane z ideami. Możemy spróbować stworzyć państwo totalitarne albo religijne.



Moją pierwszą decyzją było jednak wysłanie dzieci do pracy. Nie mogłem sobie pozwolić ani na pozostawienie latorośli bez nadzoru, ani na wybudowanie świetlicy. Okazało się jednak, że znakomicie odciążają zwykłych pracowników oraz inżynierów w prostych pracach. Nie wpłynęło to pozytywnie na morale mieszkańców, ale szybko odwróciłem ich uwagę, stawiając arenę walk. „Chleba i igrzysk” zdawał się skandować tłum. Pożywienia oraz atrakcji miałem dla nich mnóstwo. Z problemem przeludnienia poradziłem sobie błyskawicznie - wystarczyło pozwolić na wymierzanie sprawiedliwości przez pojedynki. Moi podopieczni sami przetrzebili swoje szeregi, więc nie musiałem przejmować się bezdomnymi.

Brzmi strasznie pragmatycznie i bezlitośnie, prawda? To czytajcie dalej. W mojej wiosce pojawiła się grupa wichrzycieli - próbowali przekonać resztę mieszkańców do odejścia. Coraz ciężej było mi jednak utrzymywać nisko poziom niezadowolenia i dawać nadzieję ludzkości. Odpuściłem religię, by podążyć drogą posłuszeństwa.

W osadzie powstały posterunki oraz biura propagandowe rodem z powieści „Rok 1964”. Buntowników wyłapywałem natychmiast. Wydawało się, że nic nie może pójść źle. Nadeszły jednak mrozy tak silne, że osada nie mogła sobie z nimi radzić. Zamarzały kopalnie, brakowało jedzenia. Obserwowałem z niepokojem kolejne komunikaty o zgonach oraz wzroście wpływów buntowników. Moje społeczeństwo umierało, a ja nie byłem w stanie mu pomóc. To był ten moment, w którym przekroczyłem granicę.

Wichrzycieli zacząłem skazywać na śmierć, sam dokładałem kolejnych zmarłych do ogromnej puli. Wszystko by nie dopuścić do niezadowolenia oraz ucieczek. Musiałem wzbudzać strach. Stałem się najgorszym tyranem, choć od początku moje intencje były przecież dobre. Robiłem wszystko, by społeczeństwo przetrwało. Daliśmy radę, choć zwycięstwem bym tego nie nazwał.

Pomyślcie tylko, że to tylko jedna historia - moja. Ile różnych wariantów zaoferuje więc Frostpunk? Jak potoczą się Wasze losy? Należą się brawa twórcom - znów wydali na świat dziecko, w którym fabuła pisze się sama. Może być zupełnie innym doświadczeniem dla każdego z nas.

Surowość może być dobra



W kwestii spraw bardziej przyziemnych, kilka bolączek grze się trafiło. Irytujący był przede wszystkim niewystarczający tutorial. Wiele razy zdarzało się, że nie wypełniłem jakiegoś zadania, bo nie mogłem znaleźć na nie sposobu. Cele często opisane są lakonicznie, co zmusza nas do przeklikiwania kolejnych zakładek i szukania po omacku.



Grafika jest dość prosta, nieszczególnie drobiazgowa, ale raczej tego nie zauważałem. Wszystko przez to, że większość czasu spędzałem w prawie maksymalnym oddaleniu lub w ekranach statystyk, praw czy technologii. Na wyróżnienie zasługują jednak plansze z postaciami, które urozmaicają początki każdego ze scenariuszy. Są bardzo klimatyczne, choć rzadkie.

Gorzej wypadają za to cutscenki generowane na silniku gry. Co tu dużo mówić, one już uwagę zwracają i swoją topornością rażą w oczy. Ogólna surowość wychodzi jednak grze bardzo na dobrze, dzięki niej większą uwagę zwracamy na inne aspekty.

Nie każdy może być władcą



Frostpunk jest idealnym przykładem strategii ekonomicznej, gatunku już nieco wymarłego. To także unikatowe połączenie gry fabularnej (polecam wczytywać się w raporty zwiadowców), city buildera oraz survivalu. Nie zajmujemy się tutaj tworzeniem wojska, nie mamy wrogów czyhających na naszą osadę. Właściwie to sami jesteśmy tu tymi złymi, przeciwnikami własnego społeczeństwa. Albo może rodzicami? Początkowo rozpieszczamy je, by z czasem rządzić nim twardą ręką. Przecież wiemy najlepiej, prawda?

11bit Studios pokazuje nam tutaj, jak ulotna jest władza oraz jak trudno jest być wodzem. Możemy mieć dobre intencje, ale podejmowane przez nasz decyzje w końcu będą musiały kogoś zranić. Nie da się być idealnym, bo to sprowadzi na nas zgubę bardzo szybko. Konia z rzędem temu, kto nie straci w końcu zainteresowania jednostkami, by w pełni oddać się zarządzaniu miastem. Bezlitosne, lecz prawdziwe.

Frostpunk zdecydowanie zasługuje na uwagę. Widać, że autorzy znaleźli własną niszę. Podoba im się stawianie nas przed trudnymi decyzjami, prowokowanie do altruizmu lub egoizmu i dawanie nam cięgów za obie postawy. Z czystym sercem polecam wszystkim fanom postapo oraz gier strategicznych. Zastanawiam się tylko, czy produkcja zyska tak duży rozgłos, jak This War of Mine.
Gra

Frostpunk

Wydania gry

już wydane
# 24 kwietnia 2018 PC
# 24 kwietnia 2018 PC

Plusy

  • system podpowiedzi
  • custenki
  • scenariusze mogłyby być dłuższe

Minusy

  • prostota połączona z wysokim poziomem trudności
  • klimat
  • wystawia moralność na próbę
8 Dobra gra