#

Tekken 7

PC, PlayStation 4, Xbox One | Producent: Namco | Wydawca: Bandai Namco

Get Ready For The Next Battle!

Recenzja gry Tekken 7
napisał # Krzysiek „Bebop” Kałuziński, 09 czerwca 2017

Powrót Króla?



Konsole Sona Playstation 4 i Xbox One aż 4 lata musiały czekać na swojego Tekkena - od premiery tych dwóch platform nie pojawiła się na nich wcześniej żadna odsłona legendarnego Turnieju Żelaznej Pięści. Co jednak mają powiedzieć biedni pecetowcy, którzy w życiu nie mogli nawet marzyć o zagraniu w ten kultowy tytuł na swoim sprzęcie? Bo, umówmy się, babranie się w emulatorach albo karcianceto żaden rarytas. Rok 2017 jest jednak przełomowy. Wreszcie pokrzywdzeni nie zostali posiadacze blaszaków, a i ósma generacja ma swojego Tekkena.



Przyznam się Wam, że nie należę do fanów serii, podchodzę do niej całkowicie neutralnie, bo w przeciwieństwie do Pawła (red. naszego redaktora) czy mojej dziewczyny. Z Tekkenem zaliczyłem tylko krótki epizod na PSP. Bardzo krótki. Mimo to wypatrywałem go, jak oni, bo grzechem byłoby nie ograć takiej produkcji.

Tekkena nie kupuje się dla fabuły



W kwestiach trybów Tekken nie zaskakuje - mamy tutaj kilka standardów, w tym Story Mode, wyraźnie podpatrzony u ekipy NetherRealm. Od niego też zaczniemy. Skupia się on ponownie na losach rodziny Mishima, która stoi na czele potężnej militarnej firmy oraz przez lata była organizatorem Turnieju Żelaznej Pięści. Tryb ukazuje losy Heihachiego oraz jego syna Kazuyi, których więzi rodzinne nie można uznać za idealne, szczególnie, że obaj swego czasu mieli okazję zrzucić się z klifu (i skorzystali z niej!). Podczas gdy pierwszy z nich ponownie przejmuje dowodzenie nam Mishima Zaibatsu, drugi czyha na niego ze swoją organizacją G Corporation. Tym razem wszystko zmierza do finału - teoretycznie ostatecznej konfrontacji tych sił. Teoretycznie, bo tego nigdy w przypadku Bandai Namco i serii Tekken nie wiadomo. Story Mode to jakby spowiedź Heihachiego, która rzuca sporo światła na wydarzenia z poprzednich odsłon, nadaje im zupełnie nowy charakter. Łatwo dostrzec w nim dobrą stronę. Nie zmienia to jednak faktu, że obaj panowie to kreatury, jakich mało.



Story Mode zdołał mnie wciągnąć. Wątki w nim są całkiem ciekawe, a sceny pomiędzy pojedynkami ukazane są poprzez ładne komiksowe obrazy. Samej fabule jednak daleko do Mortal Kombat czy Injustice - wydaje się ona być momentami przegadana, zalewa nas informacjami, by nagle się skończyć. Nie udało się tutaj dobrze zbalansować scen z rozmowami oraz walkami. Szkoda też, że główne role odegrali praktycznie jedynie dwaj główni herosi - reszta ma znaczenie mocno marginalne. Co prawda możemy zagrać oddzielny epizod przygotowany dla każdego z wojowników, ale jest tak krótki, że aż niewart wspomnienia (jedna walka).

Kończąc temat Story Mode - tym, co jeszcze mnie zaskoczyło jest bardzo wysoki poziom trudności. Nauczyłem się już, że w bijatykach kampania fabularna pozwala raczej poznać wojowników, przygotować się do walki z żywymi przeciwnikami. Tutaj jednak wrogowie nie wybaczali błędów, a system gry dodatkowo ich jeszcze wzmacniał. W bijatyki gram nie od dzisiaj, ale tutaj na normalnym poziomie trudności pojedynki musiałem regularnie powtarzać. Z drugiej strony twórcy umieścili tam system, dzięki któremu możemy skorzystać w łatwy sposób z charakterystycznych akcji danej postaci. Czyżby nie mogli się zdecydować?

Przygotuj się na następną walkę!



Do pozostałych trybów należy klasyczne, lecz krótkie Arcade (5 walk) oraz przyjemne, niekończące się Treasure Battle. Podczas tego ostatniego mamy możliwość podnieść rangę wybranej postaci, natomiast za każdy wygrany pojedynek nagradzani jesteśmy elementami do personalizacji bohaterów. Tych jest ogrom, dlatego nasz Jim Kazama czy King mogą wyglądać zupełnie inaczej, niż u reszty świata. Dobieramy ubrania, fryzury, akcesoria i bronie, by z czasem taki np. Kazuya Mishima wyglądał bardziej cool, albo nawet komicznie. Dlaczego nie miałby mieć baloników? I znaku drogowego na plecach? Nie mogą obok niego skakać żabki? To fajny, wciągający element, dający sporo frajdy. Brakuje mi tu jednak klasycznego trybu Survival czy innych nowości.



Pozostały nam już tylko bitwy z żywymi graczami. W tych udział możemy brać w typowo kanapowej atmosferze albo przez sieć. Ta druga opcja jednak nie przeżywa na razie najlepszych chwil w swoim życiu. Od premiery najczęstszym widokiem na ekranie jest niestety The Connection to the opponent has been lost. Nawet jednak wcześniej, kiedy wszystko działało, można było trafić na graczy z tak szalonymi lagami, że gra zamieniała w cudaczny spektakl.

Dla mnie jednak siłą w bijatykach zawsze są starcia w gronie znajomych. Tutaj już nie można się mylić, Tekken nie zawodzi. Pojedynki są soczyste, brutalne i widowiskowe. Do naszej dyspozycji oddanych zostało 37 wojowników, a większość z nich to znani weterani, jak Paul Phoenix, Hwoarang, Marshall Law, Sergei Dragunov, Kuma czy Devil Kazuya. Z kolei jako nowi występują pochodzący z Arabii Saudyjskiej Shaheen o łatwym do przyswojenia stylu, włoski egzorcysta Claudio Serafino, robot Gigas albo żona Heihachiego, matka Kazuyi oraz babka Jina - Kazumi Mishima. Pojawia się też Akuma ze Street Fightera, który za sprawą Story Mode nieźle został do gry wkomponowany. Fani mogą narzekać na brak kilku klasycznych bohaterów - nawet mojej uwadze nie umknęła nieobecność agenta Ravena oraz sumity Ganryu.

Każda z postaci cechuje się nieco innym stylem walki. Mnie szybko do gustu przypadł Hwoarang, którym wywijałem kombosy kopniakami, zaskakując samego siebie swoją skutecznością. Bardzo dobrze wspominam także czas spędzony z Dragunovem czy Yoshimitsu, ale muszę przyznać, że opanowanie podstawowych ruchów którejkolwiek z postaci przychodziło mi raczej bezproblemowo. Nie można narzekać na powtarzalność. Wprowadzony do serii Akuma to wojownik, do którego trzeba się przystosować, zupełnie zapominając o nawykach nabytych podczas gry pozostałymi postaciami. Interesująca jest również Lucky Chloe, otaku, której styl przypomina taniec i wymaga dobrego wyczucia rytmu do stworzenia efektownej serii kombosów. Tekken 7 jest pod tym względem grą całkiem przystępną dla nowych graczy i nawet entuzjaści mashowania randomowych przycisków powinni się odnaleźć. Walka zrobiła na mnie znacznie lepsze wrażenie, niż ta z Street Fighter V. Czy także od tej z Mortal Kombat XL? Miałbym wątpliwości. To jednak dwie zupełnie różne gry i nie chciałbym ich ze sobą w tym aspekcie porównywać.



Elementem każdego starcia jest Rage, czyli status, który uruchamia się, gdy życie postaci spada do niebezpiecznego poziomu. Dzięki niemu możemy wyprowadzić w prosty sposób bardzo silny atak Rage Art. Nie można przerwać go innym ciosem, ale zablokować już tak, o ile zaczniemy jeszcze przed odpalaniem animacji. Jeśli jednak nam lub naszemu oponentowi ta sztuka się powiedzie, to od razu stanie przez odsłoniętym rywalem w dogodnej sytuacji. Alternatywą również wymagającą tego statusu jest Rage Drive, czyli nieco bardziej skomplikowana wersja, która jest jednak furtką nie tylko do potężnego ataku, lecz i rozpoczęcia dalszego kombosa.

Żelazna Pięść nie rdzewieje



Graficznie Tekken 7 mnie nie powalił - pierwsze odczucie było wręcz negatywne, ale to szybko zelżało. Dzieło Bandai Namco może nie wytycza ścieżek ultrarealistycznego odwzorowania postaci i lokacji, jednak i tak wyglądają one nieźle. Lepiej zresztą wszystko przedstawia się w ruchu, niż podczas cut-scenek. Gra ma jednak inną zaletę - bardzo dobrą optymalizację. W 60 klatkach na sekundę nowy Tekken śmiga, aż miło, a jedyne, bardzo drastyczne spadki trafiają mu się… na ekranie ładowania!



O soundtracku nie mogę powiedzieć zupełnie nic - nie kłuł mnie w uszy, ale też w nich nie pozostał. Autorzy zdecydowali się jednak na ukłon wobec długoletnich fanów serii i pozwolili na komponowanie własnych ścieżek z tych, które można było usłyszeć także w poprzednich częściach. Nadaje to oldschoolowy charakter i na pewno niejednemu graczowi zakręci się dzięki temu łezka w oku. Na tym zresztą prezenty dla fanów się nie kończą -za gotówkę zdobywaną w grze można wykupić całą masę filmików oraz grafik z poprzednich odsłon. Super!

Dodatkiem do edycji przeznaczonej na Playstation 4 jest obsługa gogli VR. Nie dajcie się jednak zwieść temu komunikatowi na pudełku, bo NIC on do zabawy nie wnosi. Zapomnijcie o zwiększonej immersji i wcieleniu się w prawdziwego fightera. Dzięki nim możemy tylko obejrzeć z każdej strony dostępnych wojowników i „popodziwiać” jedną ze specjalnych aren do walki oraz iskry sypiące się po ciosach. Pecetowcy i posiadacze Xbox One absolutnie niczego nie tracą.

Ostatni cios



Ponieważ mój wcześniejszy kontakt z serią był minimalny, nie miałem żadnych wyobrażeń co do niej. Za to mogłem ją porównać z innymi bijatykami, które trafiły na moje PS4, czyli Dead or Alive 4, Mortal Kombat XL i serią Injustice. Pewnie wiele osób się ze mną nie zgodzi, ale moim zdaniem Tekkenowi najbliżej do tego pierwszego tytułu. Może to przez ten typowo azjatycki charakter?

Siódma odsłona Tekkena to bardzo dobra gra, wciągająca i jak nic przykuwająca do ekranu i kanapy. Nie mogę się jednak pozbyć wrażenia, że na razie to jedynie złapanie kontaktu z NetherRealm, a nie wyprzedzenie tej ekipy. Tamten zespół zdołał się już rozgościć na konsolach, Injustice 2 zbiera znakomite recenzje, m.in. dzięki ciekawym, role-playowym nowościom. Tekken od Bandai Namco idzie na razie w zupełnie inną stronę. Stawia na to, co znane i lubiane, nie eksperymentuje. Daje fanom to, czego chcą. Bardzo ciekawi mnie pojedynek sprzedażowy, jaki będzie się toczyć między Injustice 2 i Tekken 7. W tym momencie na prowadzeniu (np. w UK Top) jest ten drugi. Sam obstawiam, że tak już zostanie. Być może przez długo wypracowywaną renomę i markę niż sam gameplay.

Metryka gry

  • Gatunek: Zręcznościowa
  • Producent: Namco
  • Wydawca: Bandai Namco
  • Dystrybutor PL: Cenega Poland
  • 02 czerwca 2017 premiera w Polsce
  • 02 czerwca 2017 premiera w Stanach

Plusy

  • mechanika walki
  • Rage Art
  • optymalizacja
  • ogromna regrywalność
  • personalizacja i materiały dla fanów

Minusy

  • płytki tryb fabularny
  • zbędny VR
  • problemy z grą sieciową na starcie
  • mało trybów
8 Dobra gra