Tom Clancy's Ghost Recon: Wildlands - recenzja gry - gry, minigry, opisy gier, darmowe gry, solucje do gier, poradniki do gier
Gamedile.pl

#

Grom w raju

Recenzja gry Tom Clancy's Ghost Recon: Wildlands
napisał # Krzysiek „Bebop” Kałuziński, 21 kwietnia 2017
Kraj w Ameryce Południowej na literę „B”. Siedem liter. Stolica to La Paz, ludność: ponad 11 milionów. Narkotykowy raj dla turystów, choć tamtejszy minister spraw wewnętrznych twierdzi inaczej. To także teren zabawy w Tom Clancy's Ghost Recon: Wildlands. Tak, chodzi o Boliwię.

Najnowszy Ghost Recon pokazuje to państwo w dwojaki sposób. Z jednej strony Boliwia od Ubisoftu to malownicze lokacje, strome urwiska, piękne góry, zielone lasy i klimatyczne latynoskie miasteczka. Z drugiej jednak to narkotykowy eden, w którym rozgościł się gang Santa Blanca dowodzony przez El Sueno. To właśnie on pragnie stworzyć własne królestwo. Taką wizję dla Boliwii przygotował Ubisoft na rok 2019.



Na szczęście ktoś jednak ma zamiar to ukrócić. Dla amerykańskiego rządu miarka się przebrała, gdy w powietrze wyleciał ich kluczowy agent wraz z całą ambasadą w La Paz. Do Boliwii zostali wysłani najlepsi z najlepszych. Panowanie El Sueno ukrócić musi czterech specjalistów, a pomoże im w tym agentka Bowman oraz lokalna bojówka.

Faktycznie, nie jest to poziom pisarski mistrza Toma Clancy'ego ani nawet niektórych Splinterów Cellów. Ta cała awantura sprawdza się jednak całkiem nieźle jako pretekst do zabawy.

GTA w Ameryce Południowej



Nowy Ghost Recon ma mapę zrobioną z prawdziwym rozmachem. To obszar znacznie większy niż ten z GTA V, choć tutaj zdecydowanie ciężej powiedzieć, że za każdym rogiem coś się dzieje. Nie jest to jednak pusta przestrzeń. Urzekają przede wszystkim lokacje. Wjechanie podczas deszczu w wielkie błoto jeepem, latanie awionetką nad wodą czy śmiganie rozklekotanym motorem po lesie daje mnóstwo frajdy. Można sobie pojeździć i wcale się nie nudzić.



Można też poszaleć, szczególnie, że Ghost Recon jest grą bardzo przyjazną dla gracza. Chcesz wejść jak Rambo? Wjechać na pełnym gazie do bazy wroga, wysadzić parę ładunków wybuchowych, rozwalić generała i uciec helikopterem? Proszę bardzo! Nic nie stoi na przeszkodzie. Ja wolałem bardziej strategiczne podejście do każdego zadania. Na początek najlepiej znaleźć jakieś wysoko położone miejsce, może to być wzniesienie albo wieża. Potem sprawdzamy teren, wyłapujemy wrogów, obserwując przez lornetkę lub wypuszczając drona. Wyciszonym karabinem eliminujemy wartowników na wieżach oraz maruderów, którzy zbyt oddalili się od bazy. W końcu wchodzimy do bazy, znajdujemy cel i jakimś zdobycznym pojazdem szybko się ulatniamy. A teraz wyobraźcie sobie zgraną ekipę czterech graczy, którzy potrafią współpracować. Miód.

Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego



Tryb kooperacyjny to zdecydowanie największa siła gry. Własny skład z ogarniętymi ludźmi z mikrofonami to gwarancja sukcesu i świetnej zabawy. Płynność akcji jest znakomita, naprawdę można się poczuć jak elitarny członek oddziałów specjalnych. Gorzej, kiedy ekipy nie mamy. Z losowymi towarzyszami bywa różnie - żołnierze z przypadku często się nie sprawdzają. Nie ma zresztą nic gorszego od rozdzielenia się oddziału. Każdy idzie w swoją stronę i tyle zostaje z podbijania Boliwii. Tak się niestety zdarza.



Oczywiście grać można też samemu, całkowicie olewając kooperację. Nawet wtedy Ghost Recon się broni, choć znacznie szybciej wkrada się monotonia. Brak „żywej” ekipy sprawia, że gra z czasem męczy, bo fabuła na długo przecież nie wystarczy. Osobiście dobijało mnie słabe SI moich żołnierzy. Bez wydania rozkazów potrafili się rozpierzchnąć po polu bitwy i zniknąć gdzieś daleko ode mnie. Nie pomagało nawet wydawanie rozkazów - zawodzili zresztą zbyt często, bym traktował ich przydatność poważniej i nie uważał ich za ruchome tarcze strzelnicze.

W Ghost Recon trzeba mieć oczy dookoła głowy, a to nie jest łatwe zadanie. Jeśli więc nikt cię nie osłania, łatwo zarobisz kulkę. Co prawda od razu nasz heros nie wyzionie ducha - ma jeszcze czas, aż ktoś z ekipy przyjdzie mu na ratunek. Cóż, to akurat SI zwykle robi, ale w tempie ślimaka. Co innego wrogowie. Ci chętnie korzystają z przewagi ogniowej czy zachodzenia od flanki. Nie wahają się wzywać posiłków.

Dla maniaków broni palnej



Nie jestem znawcą broni, ale swego czasu się nią interesowałem i potrafię odróżnić Colta 1911 od Beretty 92F czy FN FALa od M-16. Dlatego duży wybór żelastwa przypadł mi do gustu. Szczególnie, że po Boliwii rozrzucone są nie tylko spluwy, ale i elementy, którymi można je modyfikować.



Nasz ekwipunek to wyłącznie nasza sprawa. Musimy jednak zwracać uwagę na niuanse. Zamontowanie dłuższej lufy poprawi zasięg karabinu szturmowego, lecz jego obsługa stanie się trudniejsza. Ten aspekt można jednak poprawić instalując uchwyt, ale czy nie lepiej zamiast niego zdecydować się na granatnik? Jest w Ghost Recon prawdziwe zatrzęsienie sprzętu, więc prawie każdą broń - od pistoletów po strzelby - można dostosować do swoich potrzeb. Różne muszki, lunety czy kolby mają plusy i minusy. Grunt to znaleźć swój styl gry.

Realizm został zachowany w strzelaninach i to naprawdę widać. Może nie jest to hiperrealizm, ale taki przykładowy karabin snajperski ma bardzo duży zasięg, ale nadal pewne ograniczenia. Wystrzelony z niego pocisk z czasem traci prędkość i zaczyna „spadać”. To jednak wcale nie znaczy, że nie dosięgnie wroga. Wystarczy wycelować nieco wyżej, a kula i tak go dopadnie. Szczytem satysfakcji było dla mnie zastrzelenie wrogiego snajpera, który w dodatku zdradził się jedynie odbiciem światła w lunecie. Super!



Wildlands zawiera też elementy rozwoju postaci. Gracz zbiera doświadczenie oraz surowce dla rebeliantów (np. broń czy żywność), by następnie wykupić za nie lepszą skuteczność swoją lub całego oddziału. Możemy też ulepszyć obsługę broni, drona czy zagwarantować sobie dostęp do termowizji czy spadochronu. Proste i przyjemne. Warto czasem pochylić się nad dodatkowymi zadaniami, bo dobre relacje z partyzantką są opłacalne. Szczególnie że w razie czego chętnie załatwią nam pojazd, wspomogą w walce, a nawet zbombardują wskazane miejsca.

Strzał w dziesiątkę



Tom Clancy's Ghost Recon: Wildlands to porządnie wykonany tytuł, w dodatku pozbawiony większych błędów. W tych czasach to ogromny plus. Ma solidny gameplay, dużą mapę oraz wciągający tryb kooperacji, który powinien wydłużyć jego żywotność. W singlu jest już gorzej. Samotne rozbijanie kartelu Santa Blanca z czasem niestety nudzi. Mimo to jest to jeden z ciekawszych tytułów, jakie przyniósł rok 2017.
Gra

Tom Clancy's Ghost Recon: Wildlands

Wydania gry

już wydane
# 07 marca 2017 PCPS4XO
# 07 marca 2017 PCPS4XO

Wersje językowe

PlatformaPL dubbingPL NapisyAngielska
PC
XO
PS4

Plusy

  • tryb kooperacji
  • otwarty świat
  • realizm

Minusy

  • fabuła
  • SI towarzyszy
  • monotonność singla
8 Dobra gra