MENU

#

Czy Uncharted może istnieć bez Nathana?

Recenzja gry Uncharted: The Lost Legacy
napisał # Krzysiek „Bebop” Kałuziński, 25 października 2017
Czy Naughty Dog zamierza teraz odcinać kupony od serii Uncharted? To pytanie przyszło mi do głowy, kiedy studio zapowiedziało dodatek do czwórki, nomen omen oparty na genialnym silniku z ostatnim przygód Nathana Drake'a. Ponieważ zespół zapewnił już jednak, że Nate nie powróci, lukę trzeba było uzupełnić kimś innym. Padło na Chloe Frazer. Zacząłem się więc zastanawiać, co dalej? Czy tak to teraz będzie wyglądało? Czy mam się zaraz spodziewać Sama Drake'a w roli głównej?

Jestem już jednak po ograniu Zaginionego Dziedzictwa i wiecie co? Wizja serii dodatków nagle wydała mi się niesamowicie atrakcyjna.

Indie wzywają



Chloe Frazer fani pamiętają pewnie z poprzednich odsłon serii. Była dziewczyna Nate'a musiała się pogodzić z jego afektem do Eleny Fisher. W przeciwieństwie do słynnego awanturnika, nie porzuciła jednak życia pełnego przygód. Tym razem jej poszukiwania mają jednak charakter mocno osobisty i zawiodły ją aż do Indii, w których znajdować ma się mityczny Kieł Ganieśi. Symbolem tego bóstwa jest słoń, którego postać także on przyjmuje. Jedne z podań mówią, że Ganieśa stracił kieł w wyniku walki z Paraśuramą, którego nie bez powodu nazywa się Ramą Dzierżącym Topór. Broń tę zresztą wręczyła mu Śiwa, czyli... matka Ganeśi.

Spokojnie, w grze wcale nie brzmi to zbyt skomplikowane i choć koligacje rodzinne bóstw mają pewne znaczenie, nie na nich opiera się cała fabuła. Wędrówka Chloe to tak naprawdę próba spełnienia marzenia jej ojca o znalezieniu kła. Przez lata obsesyjnie badał on ten mit, co w końcu doprowadziło go do śmierci, wcześniej jednak wysłał swoją rodzinę do Australii. Teraz jednak Frazer wraca do domu, by wreszcie zamknąć kwestię artefaktu.



W swoich staraniach kobieta nie jest osamotniona, ale znalazła sobie bardzo nietypowego sprzymierzeńca. Jest nim dawna liderka Shoreline, niejaka Nadine Ross, którą bracia Drake mieli okazję poznać z bardzo agresywnej strony. Teraz jednak działa już wyłącznie na swój rachunek, wcale nie pała przy tym sympatią do Nathana i Sama, który doprowadzili jej karierę do ruiny. Czym jednak byłoby Uncharted bez wyraźnego szwarccharakteru? Tym razem jest nim dowódca rebeliantów sprzeciwiających się rządowi Indii Asav. To żołnierz-intelektualista, rzekomy potomek dawnych królów, który pragnie wykorzystać kieł do własnych celów.

Historia w Zaginionym Dziedzictwie jest mocna - może nie tak rozbudowana i głęboka jak Kres Złodzieja, ale to nadal najwyższa półka. Miło, że twórcy postanowili w dodatku pójść inną drogą i zmienić rozłożenie akcentów. W losach kobiecej pary mniej jest bowiem akcji, a więcej przygody. Nasuwa mi się tu skojarzenie z Indianą Jones albo Kopalniami Króla Salomona. Fabuła jest składna, nie ma słabych momentów i naprawdę zapada w pamięć. Ba! Historia Ganeśi bardzo mnie wciągnęła i chciałem się dowiedzieć, jaki będzie miała finał. Ukłon dla scenarzystów.

Nathan? Jaki Nathan?



Frazer bardzo różni się od Drake'a. Choć jest nie mniej twarda i wyszczekana od niego, do życia podchodzi bardziej idealistycznie. W roli głównej bohaterki wypada bosko. Początkowo wydaje się egoistką - okazuje się jednak, że nie za specjalnie zależy jej na pieniądzach. Powrót do Indii to dla niej duchowa wędrówka śladami ojca, autentycznie wypadająca chęć poznania jego obsesji, zamknięcia tego rozdziału w swoim życiu. A że przy okazji daje to początek wielkiej przyjaźni z Nadine i zatargu z rebeliantami - tym lepiej.



Bo panna Ross partneruje naszej Chloe znakomicie. Najemniczka była w Kresie Złodzieja bardzo wyrazista, jednak dopiero teraz rozwinęła w pełni skrzydła. Twórcy pokazali inne jej oblicze i tej bohaterki ciężko nie polubić. Jest twarda, a jednak Frazer wydobywa z niej ludzkie odruchy. Przy tym duecie nieco odstaje sam Asav. Nie wydaje się przeciwnikiem kalibru obu pań. Mimo to muszę przyznać, że Naughty Dog całkiem nieźle go sobie wykombinowało. Początkowo jawi się nam jako niepozorny intelektualista lubiący dużo gadać, by pod koniec pokazać swoje diabelskie oblicze mordercy, a nawet zbrodniarza wojennego.

To nie jest Kres Złodzieja 1.5



Gameplay nie uległ drastycznej zmianie, nadal mamy tu dość jawny podział na etapy pełne walki i te związane z eksploracją. W tych pierwszych widujemy zresztą tych samych wrogów, w Zaginionym Dziedzictwie nie uświadczymy niestety nowych modeli antagonistów. Mamy więc zwykłe mięso armatnie z krótkimi pistoletami, ale także snajperów czy ciężkozbrojnych żołnierzy. Ci zresztą są bystrzy, zwracają np. uwagę na porzucony przez nas samochód czy wypatrzone ciało kumpla. Jest też obowiązkowa ucieczka przed wozem opancerzonym czy wymiana ognia ze śmigłowcem. Dodatek jednak większy nacisk kładzie na skradanie - wrogów jest sporo i potrafią mocno napsuć krwi, dlatego tak gęsto rozmieszczono w grze zarośla, w których możemy się ukryć. Wóz opancerzony da się posłać do krainy zniszczonych transformerów z ukrycia, a i finał ze śmigłowcem to nie znowu taka powtórka z rozrywki.



Dla mnie to jednak właśnie w eksploracji tkwi siła dodatku. Wspinaczka po starych posągach, bujanie się nad linie w zalanej wodą świątyni, zjazd tyłkiem po błocie czy jazda dżipem w górę rzeki - to wszystko niesamowicie bawi. Do tego dochodzą zagadki, które potrafią być banalnie łatwe, ale także czasami zabić ćwieka. Miałem do nich dużo cierpliwości i dobrze, bo niekiedy musiałem przystanąć i pomyśleć. Ciężko jest bowiem rozwiązać niektóre z nich tylko metodą „może teraz to, a potem tamta dźwignia”. Główkowanie jednak nikomu jeszcze nie zaszkodziło.

Małą nowinką jest możliwość otwierania skrzyń najemników za pomocą wytrychów. Jest to minigierka, w której obracając analogiem znajdujemy najpierw zapadkę, a potem przytrzymujemy chwilę w tym miejscu, żeby ją pokonać. To proste, ale przyjemne urozmaicenie. Podobną funkcję pełni smartfon Chloe, dzięki któremu możemy robić fotki, a następnie je przeglądać. To znakomity pretekst dla kolejnych „znajdziek”, bo w tej roli występują właśnie fotografie, tuż obok klasycznych skarbów.



Choć cała gra toczy się w Indiach, gameplay wcale na tym nie cierpi. Jak dla mnie ten rejon spisuje się na medal i brak ciągłego latania po świecie wyszedł grze na dobre. Dzięki temu twórcy skupili się wyłącznie na kulturze indyjskiej i to z bardzo dobrym skutkiem. Choć większość lokacji jest duża, to są one stosunkowo zamknięte. W czwartym rozdziale możemy pojeździć sobie jednak po sporym terenie. Widoki są w nim świetne, ale ja uznaje go za jeden z gorszych. Nudził mnie momentami, chyba jako jedyny podczas całej przygody.

Graficzny majstersztyk



Rok po premierze Uncharted 4 grafika przygotowana przez zespół Naughty Dog to nadal dzieło z najwyższej półki. Przygoda Chloe i Nadine krzesa z Playstation 4 ile Bozia dała i to widać. Animacje twarzy są bardzo realistyczne, [b]paleta min Frazer robi ogromne wrażenie[/b,] tak jak i spadający na jej czoło kosmyk czarnych włosów czy ogólnie - cała sylwetka bohaterki.



Teraz dodajmy do tego jeszcze poziom detali lokacji. Nieważne, czy akurat skaczemy po dachach ogarniętego wojną domową miasta, rozbijamy się dżipem po dżungli czy bierzemy udział w strzelaninie po środku pradawnej świątyni - wszystko cieszy wzrok. Widać, że Uncharted jako gra wykonało skok tak wysoki, że nawet „zwykły” dodatek prezentuje się znacznie lepiej, niż większość tytułów przeznaczonych na konsolę Sony. To jakość grafiki, scenariuszu czy dubbingu. Anna Grajewska zresztą wcale nie odstaje od Claudii Black, a jej Chloe nie traci nic ze swojego pazura.

Dziedzictwo odnalezione



Dobra, wystarczy już tego piania z zachwytu. Prawda jest taka, że dla fanów serii jest to pozycja obowiązkowa. To ok. 10 godzin świetnej zabawy i jest to czas o jakieś 2 czy 3 razy dłuższy, niż oferuje większość wydawanych obecnie dodatków. Dodatkowo cena wcale nie jest wysoka. Jakieś 120-150 zł to naprawdę niewiele, kiedy większość gier nadal stoi po minimum 200. Choć początkowo bardzo sceptycznie podchodziłem do Zaginionego Dziedzictwa, teraz łaknę kolejnych rozszerzeń uniwersum. Wiem już, że Naughty Dog można zaufać.
Gra

Uncharted: The Lost Legacy

Wydania gry

już wydane
# 22 sierpnia 2017 PS4
# 23 sierpnia 2017 PS4

Wersje językowe

PlatformaPL dubbingPL NapisyAngielska
PS4

Plusy

  • fabuła
  • Chloe i Nadine
  • grafika!
  • cena
  • długość

Minusy

  • sandboksowy etap
  • sporadycznie kiepskie SI towarzyszy
9 Niemal ideał