Zacznij pisać nazwę gry / firmy w dowolnym języku, a podpowiemy Ci resztę!

#

GRIP: Combat Racing

PCPS4XOSwitch

Jest się do czego przyczepić!

Recenzja gry GRIP: Combat Racing
napisał # Paweł „bold” Ryszka, 13 lutego 2019
Jaki tytuł przyszedłby na myśl przeciętnemu Kowalskiemu po usłyszeniu gatunku „wyścigi”? Obstawiam, że większość wskazałaby na kultowego Need for Speeda, część wydukałaby jakiegoś „Kolina”, a Ci bardziej rozeznani w temacie wskazaliby czy to Forzę, czy też Gran Turismo. Prawdą jest, że to wszystkie z tych serii, które zostały wskazane wiodą tutaj prym, a GRIP od studia Caged Element stara się wejść gdzieś pomiędzy. W sumie zresztą całkiem nieźle mu to wychodzi.

Wyścigi - bez owijania w bawełnę!



Czym tak właściwie jest GRIP? Otóż ja lubię go określać „WipEoutem na kołach” - są to bowiem futurystyczne wyścigi nastawione na osiąganie gigantycznych prędkości. Koło realizmu to to nawet nie leżało!

W GRIPie sterujemy pojazdami, dla których pojęcie „do góry nogami” nie istnieje. Są niebywale przyczepne (stąd też tytuł gry, jak mniemam), a gdy zdarzą im się piruety w powietrzu, zawsze wylądują „na cztery koła”, zdolne do kontynuowania wyścigu. Sprawia to, że tak naprawdę tylko ekstremalne wypadnięcie z toru skutkuje przeniesieniem z powrotem na trasę i stratę cennych sekund. Brzmi znajomo? Bingo! To przecież ten sam format, co ten zastosowany w znanym Rollcage. I bardzo dobrze!

Czy jadąc samochodem można podstawić komuś nogę? Oczywiście, jeśli tylko skorzystamy z power-upów. Te zostały wprowadzone do gry w dokładnie taki sam sposób, jak w typowych arcade’owych przedstawicielkach gatunku (w tym słynnym Mario Kart). Zdobywając ulepszenie możemy zyskać chwilowe przyspieszenie, tarczę, albo też zachętę do niecnych uczynków – rakiety czy też minigun. Stanowczo wzmaga to rywalizację, a panika na twarzy właśnie ostrzeliwanego przez nas oponenta jest nie do zapomnienia.

Jak wyglądają wyścigi w GRIPie? Jeżeli byłoby coś takiego, jak przesadzona dynamika, tutaj zdecydowanie mielibyśmy z nią do czynienia. Dla kogoś, kto tyle co odpalił grę to wszystko może się okazać nieco przytłaczające. Na ekranie dzieje się dużo, jedziemy bardzo szybko, a nasz pojazd jest lekki, jak piórko i wydawałoby się, że podatny na to samo, co ono. Na każdy powiew wiatru. Może to wytworzyć aurę nieprzystępności, bo przez pierwszy wyścig tak naprawdę nie miałem pojęcia, co się działo z moim pojazdem.



Im dalej w grę, tym bardziej byłem co do niej przekonany. Zwłaszcza, gdy spróbowałem innych trybów, niż wyścig. Szczególnie przemówiła do mnie walka na arenie – wtedy liczy się to, kto przetrwa, bądź też ten, kto zdobędzie określoną ilość zniszczeń (bo przecież nie zabójstw, nie?) wrogich pojazdów. Wszystko da się w tym przypadku ustawić, co jeszcze bardziej urozmaica nasze doznania. Samych trybów jest zresztą sporo, a wyścig nie musi się sprowadzać do zajęcia pierwszego miejsca, ale na przykład do zadania jak największej ilości obrażeń, czy też uciekania przed ostatnim miejscem (swoista eliminacja – co kilkadziesiąt sekund osoba na ostatniej pozycji jest niszczona). Czuć adrenalinę!

Jedną z wad, za które miejscami nie cierpiałem GRIPa są projekty niektórych poziomów (których, swoją drogą, jest całkiem sporo). Często zdarzało mi się wypadać kompletnie poza tor, a równie trudne okazywało się znalezienie strony, w którą powinienem jechać po powrocie na niego. Przy tym wszystkim kamera piekielnie świrowała, co również nie pomogło w pozbyciu się frustracji. A dodajmy do tego, że oponenci zazwyczaj nie mają tego problemu (tak, tak – to zawsze ja jestem tym „zabugowanym”), a można się lekko zaczerwienić.

Kompan mile widziany





Jeżeli ktoś zmusiłby mnie do wskazania głównej wady współczesnych ścigałek, zdecydowanie wskazałbym lokalny multiplayer. Tak właściwie chodzi mi o jego… brak. Smutną prawdą jest, że większość obecnie utrzymujących się na topie wyścigów nie umożliwia zabawy kanapowej z kumplami, dziewczyną czy mądrzejszym czworonogiem. To nie tylko okazuje się bardzo dużym decydentem, jeżeli chodzi o zakup gry, ale też po prostu czymś dziwnym – przynajmniej dla mnie. I tutaj z lekkiego osłabienia konkurencji korzysta GRIP, dając możliwość zabawy nawet czterem osobom jednocześnie. To więcej osób, niż znam osobiście!

Widać, że to właśnie multiplayer – czy to na podzielonym ekranie, czy też w sieci – był oczkiem w głowie autorów. Choć „singiel” oczywiście istnieje, tak naprawdę stanowi on wprowadzenie do trybów i długi samouczek. Bo jakkolwiek chaotyczna nie byłaby ta gra, da się w tym siebie odnaleźć. Tylko trzeba dać sobie na to trochę czasu.

To meta? A może nie?



GRIP jest dobrym przykładem na to, jak powinien wyglądać proces wychodzenia gry z fazy Wczesnego Dostępu oraz tego, jakiego produktu oczekują gracze. Pozbawionego płatnych DLC, mikrotransakcji i dojenia pieniędzy na każdym kroku. Są to też po prostu godne uwagi wyścigi, które warto mieć na półce. Chociażby na tę okazję, gdy przyjdzie do nas znajomy – nawet ten bez prawa jazdy. Pssst! Tu nie jest ono wymagane!
Gra

GRIP: Combat Racing

  • Platformy: PCPS4XOSwitch
  • Gatunek: Wyścigi» Zręcznościowa
  • Producenci: Caged Element (główny)
  • Wydawcy: Wired Productions
  • Tematy Futurystyczna, Science fiction
  • Perspektywa: Trzecioosobowa (TPP)
  • Prezentacja: 3D

Wydania gry

już wydane
# 06 listopada 2018 PC
# 06 listopada 2018 PS4XOSwitch

Plusy

  • split-screen!
  • szalona, ale satysfakcjonująca rozgrywka
  • na każdy portfel

Minusy

  • wymaga sporo czasu, żeby się przyzwyczaić
  • potrafi być frustrująca
  • dla pojedynczego gracza - nieco mniej atrakcyjna
7 Warta uwagi