Willllsssoooooon!
Recenzja gry Stranded Sails: Explorers of the Cursed Islands
W grze wcielamy się w postać syna (lub córki) kapitana - jako że po katastrofie ten został poważnie ranny, musimy przejąć jego rolę w zarządzaniu załogą. Ale najpierw… musimy ją odszukać. Potem zajmujemy się już rozbudową własnej osady, wyżywieniem ludzi, tworzeniem ekwipunku i pichceniem potraw. Zupełnie przy okazji eksplorujemy obszerną mapę w poszukiwaniu surowców do craftingu. Wszystko to jest niesamowicie relaksujące, choć podciągając to pod logikę, wykonywane tu czynności powinny nudzić - w końcu są powtarzalne. Tak naprawdę jednak to się nie dzieje, a odprężający aspekt tytułu towarzyszy nam od rozpoczęcia rozgrywki, aż po jej koniec. Gra nie zarzuca nas tabunami tekstu - fabuła jest zresztą na tyle prosta do zrozumienia, że średnio rozgarnięty szympans by ją ogarnął. Serio.

Motorem napędowym rozgrywki są bardzo proste misje, zazwyczaj polegające na znalezieniu i przyniesieniu czegoś lub też wykorzystaniu systemu craftingu. Zintegrowano również z nimi samouczek, co jest rozwiązaniem praktycznym i intuicyjnym. Realizując zadania nie tylko zdobywamy nagrody, ale też eksplorujemy archipelag, co jest bardzo ciekawe. Otwarty świat gry jest bowiem na tyle różnorodny, że stale napotykamy na coś nowego. Jest jednak pewien haczyk - wytrzymałość. To rozwiązanie bardzo mi się spodobało, gdyż nadaje tej jakże fikcyjnej produkcji nutki realizmu. Wyruszając na podróż musimy być wypoczęci oraz przygotowani pod kątem ekwipunku, a zwłaszcza jedzenia. Każdy krok bowiem redukuje nam pasek wytrzymałości, a niektóre czynności mogą go wręcz „połykać całymi garściami”. Dajmy na to wiosłowanie - płynąc z nurtem nie męczymy się, ale wpływając na falę możemy szybko stracić energię. Powinniśmy też ograniczyć bieganie. To wszystko musimy mieć na uwadze znajdując się z dala od domu.
Nie oznacza to jednak, że nowo poznanych miejsc nie możemy w pełni zwiedzić, bo musimy wracać do domu, by odpocząć. Spanie w łóżku to tylko jedna z opcji - jest też jedzenie. W miarę postępów, uczymy się nowych przepisów i odkrywamy nowe potrawy. Jest to zrealizowane w bardzo przyjemny i nagradzający sposób - doświadczony kucharz ugotuje bardziej pożywne jedzenie, które pozwoli mu przeżyć w dziczy jeszcze dłużej.

Stranded Sails zostało zaserwowane w przyjemnej dla oka estetyce, a rozgrywce przygrywa wesoła melodia, która sprawia, że gra jest jeszcze bardziej przystępna. Jest też system dnia i nocy, który ma jednak niemal wyłącznie wizualne znaczenie. Nie licząc faktu, że część NPC-ów dostępna jest wyłącznie za dnia. Uwagę trzeba zwrócić na pojawiające się gdzieniegdzie bugi (błędy), które jednak są na tyle marginalne, że nie psują ogólnego wrażenia, jakie pozostawia po sobie gra. A to jest bardzo pozytywne - choć w porównaniu do takiego Stardew Valley czy Harvest Moona, które gra teoretycznie bardzo przypomina, jest to tytuł bardzo krótki (jakieś 15-16 godzin), w żadnym momencie nie sprawia wrażenia jakkolwiek przytłaczającego. Za każdym z kilku długich podejść siadałem do zabawy pełen optymizmu, a kończyłem nie wtedy, gdy mi się już nie chciało, a w momencie, w którym niestosownym było nie spać. Niech to będzie doskonałym wyznacznikiem całej produkcji.

