Historia z innego punktu widzenia
Recenzja gry Assassin's Creed IIIStary - nowy Assassin’s Creed
Od kiedy dowiedziałem się, że powstaje nowa część należąca do serii Assassin’s Creed od razu byłem pewien, że będę musiał ją przetestować. Wreszcie się doczekałem - mogłem poznać zupełnie nowych bohaterów i na trochę zapomnieć o występującym wcześniej Włochu (Ezio). Miałem wrażenie, że od tamtej postaci twórcy powoli zaczynali odcinać kupony bazując na sporej popularności i ciepłemu przyjęciu przez graczy. Na szczęście nie muszę się już tym przejmować, bo nowy AS uległ mocnemu odświeżeniu. Na czym dokładnie polegają zmiany i dlaczego wyszły one grze na dobre przeczytacie poniżej.
Życie na ostrzu noża

Rat... Raton... bede ci mowil Connor!
Historia ukazana w całej serii AS jest długa i wielowątkowa. Aby nie zdradzać jednak za wiele i nie zepsuć zabawy z odkrywania fabuły samemu, tylko po krótce ją zarysuję. Głównym bohaterem jest Desmond Miles, potomek najbardziej uzdolnionych skrytobójców (Asasynów). Za pomocą urządzenia zwanego Animusem jest on w stanie poznać wspomnienia krewnych zapisane w jego genach. Na drodze Desmonda stoi Abstergo, tajemnicza organizacja, która chętnie pozyska wszystkie informacje i wykorzysta je do własnych celów, niekoniecznie słusznych. Tyle w temacie fabuły dotyczącej Milesa, przejdźmy do jego krewnych. W AS3 Desmond poznaje wspomnienia kolejnych członków „rodziny”, dając graczom możliwość wcielenia się w zupełnie nowe postacie. Akcja przenosi nas tym razem w czasy Jerzego Waszyngtona i walk o Stany Zjednoczone. W te ważne historyczne wydarzenia wmieszany jest Brytyjczyk Haytham, pierwsza z grywalnych postaci. Zbiera on swoich ludzi i prowadzi wraz z nimi działania wewnątrz angielskiej armii biorąc udział m.in. w zniszczeniu kariery generała Braddocka. W tym czasie poznaje on pewną Indiankę, która spłodzi mu wkrótce syna. Haythamem sterujemy jedynie przez kilka pierwszych rozdziałów. Następnie akcja przenosi się kilka lat później i pozwala przejąć kontrolę nad synem – Ratonhnaketonem. Jego losy poznajemy już od dziecka, gdy jest on świadkiem śmierci matki. Chłopak poprzysięga zemstę i od tej pory zrobi wszystko, by odpowiedzialni za to ludzie otrzymali stosowną karę. Więcej w sprawie fabuły nie zdradzę, ale oczywistym jest, że Metys (znany później jako Connor) zostanie Asasynem i weźmie czynny udział w kształtowaniu historii Stanów Zjednoczonych. Losy potomka Brytyjczyka i Indianki są ciekawe i trzymają wysoki poziom głównie dzięki bardzo mocnemu związaniu z faktami zapisanymi w podręcznikach. Connor pozna nie tylko Waszyngtona. Na graczy czeka wiele autentycznych postaci oraz udział w takich wydarzeniach jak np. Herbatka bostońska. Tak drobiazgowe podejście twórców może być dla fanów historii nie lada gratką, ale nie tylko oni mogą to docenić. Trochę inaczej wygląda sprawa z losami Desmonda, które są nierozłączną częścią serii. Niestety ich poziom jest już niższy, a graczom nie lubiącym science fiction pewnie nie przypadnie do gustu.

Hej tam! Haytham!
Główny wątek to jednak nie wszystko - na graczy czeka bowiem wiele zadań pobocznych. Istotną rolę pełni posiadłość, nad którą Connor sprawuje opiekę. Z czasem może się ona zamienić w wioskę. Wystarczy tylko odrobina dobrej woli, pomoc kilku ludziom w potrzebie (uratować tonącego, obronić przed wojskiem), a wkrótce wśród sąsiadów znajdzie się kowal, krawcowa, stolarz czy właściciel tawerny. Możliwy jest także udział w… bitwach morskich! Ta zupełna nowość w serii okazała się być strzałem w dziesiątkę. Zadania związane z żeglugą są ciekawe, pozwalają zmierzyć się z innymi statkami, dokonać abordażu czy zmagać się ze sztormem. Ważne jest dobre sterowanie, unikanie fal, ustawianie się tak, by wiatr nam sprzyjał. Kierowanie łajbą nie jest trudne i nauka przychodzi bardzo łatwo. Szkoda, że na głębokie wody nie można wypływać w dowolnej chwili, a jedynie w momentach wyznaczonych przez twórców. Z drugiej jednak strony pamiętajmy, że jest to przede wszystkim gra o skrytobójcy. Są tu także zadania Ludzi z Pogranicza, które pozwalają wziąć udział w śledztwach dotyczących niewytłumaczalnych zdarzeń i mrocznych istot. Pojawienie się Wielkiej Stopy czy duchów powinno być intrygujące, niestety takim nie jest. Zadania te nie wymagają zbyt wiele zaangażowania, są zbyt krótkie, a ich spory potencjał nie został wykorzystany. Całe śledztwo zwykle wymaga jedynie odnalezienia zaznaczonego na mapie tropu i zbadania go. Na tym zadanie się kończy. Pozostałe misje poboczne polegają głównie na dostarczaniu przesyłek lub walce o wyzwolenie dzielnic czy przejęcie fortów będących pod wpływem Templariuszy. W wolnej chwili możliwe jest również zabranie się za polowanie. Zależnie od zwierzęcia, na którego skórę jesteśmy łasi, stosujemy różne taktyki. Zakładamy sidła na króliki, skaczemy na grzbiet jelenia z ostrzem lub strzelamy do niego z łuku. W teorii gracz nie powinien się nudzić, ale choć zadań jest sporo to trudno nie zwrócić uwagi na ich schematyczność.
Przeładować, wycelować, strzelić!
Zakres ruchów postaci nie uległ większym zmianom w stosunku do poprzednich części. Bohater wciąż jest niesamowicie zwinny i skoczny. Bez problemu wspina się po budynkach i skałach, z łatwością przemieszcza się między gzymsami czy dachami. Zupełną nowością jest możliwość zwiedzania terenów okolicznych dzięki gałęziom drzew. Connor potrafi bowiem przeskakiwać między nimi, co znacznie ułatwia poruszanie się w dziczy. Szczególnie widać przydatność tej umiejętności podczas zimy (pory roku w AS3 parokrotnie się zmieniają), gdy postać zapada się w śniegu, przez co podróże zajmują znacznie więcej czasu. Innym rozwiązaniem jest dosiadanie konia lub szybka podróż z ekranu mapy między kluczowymi miejscami.

Haytham kolejkę nalej, Haytham kielichy wznieśmy!
Podstawową bronią Connora jest charakterystyczne dla Asasynów ukryte ostrze. Oprócz niego bohater może także używać noży, mieczy, pistoletów skałkowych, muszkietów, łuku i broni typowej dla Indian – Tomahawka. Walka wygląda soczyście i krwawo, animacje są imponująco płynne, szczególnie, gdy kontrujemy. Connor unika ciosu po czym błyskawicznie wyprowadza własny, od razu pozbawiając życia przeciwnika. Możliwe jest również skontrowanie dwóch wrogów (gdy atakują nas w tym samym momencie), co prowadzi do cieszącej oko animacji ukazującej mistrzostwo w walce Connora. Ciekawą taktyką jest także zasłanianie się wrogiem. Gdy tylko ktoś wymierzy w nas muszkiet, możemy chwycić pobliskiego przeciwnika i wykorzystać go jako żywą tarczę. Ogromnym minusem walki jest jednak ograniczona kontrola nad ruchami bohatera (widoczna zresztą również w jego akrobacjach). Wszystko zdaje się tutaj dziać samo, przy niewielkiej jedynie pomocy gracza. Większość akcji można wykonać za pośrednictwem dwóch przycisków. To spore ułatwienie nie każdemu może się podobać, tym bardziej, że sterowanie nie jest proste, ale wręcz prostackie. Pojedynki i akrobacje nie stanowią żadnego wyzwania, co sprawia, że z czasem stają się coraz nudniejsze i przestają cieszyć. Sytuację nieco ratują pojedynki ze zwierzętami, podczas których przyjdzie nam zmierzyć się z QTE. Spotkanie z niedźwiedziem czy watahą wilków nie należy do najprzyjemniejszych, a sekwencja klawiszy, które należy kliknąć w odpowiednim czasie niekiedy sprawia problemy. Pozostając wciąż przy walce, gra nie premiuje cichych zabójstw (jak to było np. w Hitmanie) - gracz nie jest zachęcany do planowania zamachów ani finezyjnego podejścia. Sprawia to, że Connorowi bliżej jest do maszynki do zabijania niż subtelnego zabójcy. Wydaje się być to zaprzeczeniem idei bycia Asasynem.
Piękna okolica, prawda Waszyngtonie?

Tomahawk - dla ciebie, dla rodziny!
Grafika prezentuje się wyśmienicie, widać to podczas zwiedzania Bostonu i Nowego Jorku, żeglugi, a przede wszystkim wędrowania po Pograniczu pośród zaśnieżonych drzew i małych miejscowości. Świetnie wykonana została woda, morskie fale obijające się o burty statku wyglądają realistycznie. Do tego należy dodać jeszcze zachmurzone niebo i błyskawice pojawiające się w czasie sztormu. Zdarzają się jednak wpadki przy animacjach, czasem blokują się postacie, a nawet konie, przez co momentami jedynym wyjściem jest wczytanie poprzedniego stanu zapisu. Wysoki poziom prezentuje również udźwiękowienie - wszelkie odgłosy przyrody i miejskiego życia, a do tego znakomicie oddane głosy postaci. Wciąż jestem pod wrażeniem Haythama Kenweya, który zresztą wydawał mi się postacią bardziej wyrazistą od Connora. Muzyka lecąca w tle nadaje charakter opowieści.
Ostatnia strzała w kołczanie
Assassin’s Creed 3 jest grą pod wieloma względami udaną. Nowy bohater i czasy Waszyngtona pozwoliły odświeżyć serię, bardzo dobra linia fabularna zaskakuje złożonością. Nawet jeśli Desmond nie przypadł graczom do gustu too Haytham i Connor są na tyle ciekawi, że warto dać im szansę. Historia wciąga, a jej kolejnym plusem jest brak wyraźnego podziału na dobrych i złych. Zdecydowałem się jednak ocenę zaniżyć - powodem tego jest powielanie przez twórców własnych błędów oraz zbyt duże uproszczenie rozgrywki. Wiele ciekawych pomysłów nie zostało odpowiednio zrealizowanych. Po dłuższym obcowaniu z AS3 ujawnia się także monotonia, schematyczność wielu elementów: misji, walki, podróży. Grając bawiłem się dobrze, ale to nie zmienia faktu, że sporo rozwiązań mnie zawiodło. Być może w kolejnej części twórcy więcej czasu poświęcą na naprawienie tego co szwankuje niemal w każdej części.


