Batman: Arkham Origins - recenzja gry - gry, minigry, opisy gier, darmowe gry, solucje do gier, poradniki do gier
Zacznij pisać nazwę gry / firmy w dowolnym języku, a podpowiemy Ci resztę!

#

Batman: Arkham Origins

PC360PS3Wii U

Początki Mrocznego Rycerza

Recenzja gry Batman: Arkham Origins
napisał # Krzysztof „Bebop” Kałuziński, 30 stycznia 2014
Trzecia cześć przygód Batmana miała ponoć przyciągnąć graczy przed monitory równie mocno jak dwie pierwsze części. Arkham Asylum postawiło poprzeczkę bardzo wysoko - kontynuacja również była wciągająca, ale też wtórna. Nie wprowadziła zbyt wielu nowości - rozwijała jedynie standardy wytyczone wcześniej. Oczekiwania wobec Arkham Origins były bardzo wysokie, jednak ciężko było ocenić jaki będzie poziom gry, szczególnie, że odpowiedzialne za nowego Batmana studio Rocksteady tym razem musiało ustąpić WB Games Montreal, które zostało rzucone na głęboką wodę.

Stary-nowy Batman



Historia rozgrywa się w Święta Bożego Narodzenia. Młody Bruce Wayne dopiero wyrabia sobie markę, Gordon ma go za groźnego przestępcę, a Black Mask nie tylko rzuca swoich zbirów na dzielnice Gotham City, lecz także nasyła płatnych zabójców, którzy mają zająć się Batmanem i przy okazji poprawić swoją reputacje. Fabularnie gra wypada nieźle - jest mrocznie i ciekawie, poznajemy losy głównego bohatera niemalże od początku, mierzymy się z zupełnie nowymi wrogami pokroju Deadshota, Shivy czy Deathstroke’a, a nawet poznajemy pełną historię Bane’a.

Mieczyk Batmanowi niestraszny.


Główny wątek to jednak nie wszystko - jest także wiele zadań pobocznych, choć tutaj widać już brak innowacji. Zagadek Enigmy jest wiele, całe Gotham jest nimi wręcz naszpikowane, lecz nie są one zbyt ciekawe. Powielają raczej to, co mieliśmy okazję już zobaczyć. Sytuacji niestety nie polepszają błędy. W moim przypadku było to zadanie, w którym Bat wpadł w pułapkę, musiał oderwać kratę od wentylacji i wspiąć się na górę. Proste? Niestety Nietoperek za żadne skarby nie dał się przekonać do podciągnięcia. Pozostałe zadania skupiają się głównie na obijaniu pysków lokalnych rzezimieszków, nieważne czy otrzymamy misje przerwania przestępstw czy niszczenia składów broni. Jest jeszcze tryb detektywa i powiązane z nim śledztwa, dzięki którym możemy odpocząć od prania wrogów. Wzorem Remember Me, mamy możliwość przyglądania się wydarzeniom i przewijania osi czasu aby dowiedzieć się co zaszło czy gdzie znajdują się dowody. Szkoda, że niewiele możemy zrobić poza tym. Żadnych rozmów, własnej inwencji, to nieco uwłacza Batmanowi.

Wizyta w Krainie Czarów.


Batmanowi nie można jednak odmówić klimatu. Mroczna atmosfera towarzyszy nam od początku do końca, potęgowana przez wszechobecny śnieg i nastrój świąt. Od pierwszej części niewiele się zmieniło - zakład psychiatryczny i szalone pomysły Jokera zostały zastąpione przez niemniej ciekawe ulice Gotham, fabuła też potęguje ten efekt. Po dłuższej grze zastanawiałem się jednak jaki ma sens ratowanie miasta, skoro mieszka w nim więcej przestępców niż szlachetnych obywateli. Tych spotykamy na swej drodze niewielu - nie ma też mowy o żadnym ruchu ulicznym. Brak patroli policyjnych, pieszych, drogowych, konnych… nic. Zero życia, tylko kryminaliści. Równie dobrze można by Gotham zrównać z ziemią i byłoby po problemie. Oczekiwałem więcej.

Przyczajony Batman, ukryty Alfred



Przejdźmy teraz do samej rozgrywki, w której również widoczne jest niewiele zmian. Najwyraźniej ciężko jest wprowadzić do bijatyk jakichś nowości. Z drugiej strony system zapoczątkowany w Arkham Asylum wciąż spisuje się świetnie. Walka wygląda dobrze, wyprowadzanie ciosów, unikanie ich czy przeskakiwanie nad nimi to widok przyjemny dla oka. Jako Batman w pełni kontrolujemy pojedynki. Szkoda, że elementy skradankowe nie zostały rozbudowane i jest ich tutaj jak na lekarstwo. Nadal chowamy się w tunelach wentylacyjnych czy na wystających gargulcach, lecz to trochę za mało. Szczególnie, że większość z wrogów nie potrafi nas tam dojrzeć i dopiero w późniejszym etapie pojawiają się tacy, którzy skanują dokładnie teren i często niszczą nasze potencjalne kryjówki. Poziom trudności nie zachwyca, choć sytuację ratują całkiem wymagające pojedynki z bossami, czyli m.in. nasłanymi przez Black Mask płatnymi mordercami. Deathstroke nauczył mnie, że praktycznie każda próba przejęcia inicjatywy spełznie na niczym, pokonałem go, gdy nauczyłem się cierpliwie blokować jego ciosy i czekać na okazję do skontrowania. Przypadła mi do gustu też walka z Banem, wieloetapowa, w której znalazło się miejsce na klasyczne starcie twarzą w twarz, jak i zabawę w niełatwe podchody. Shiva czy Deadshot już tak dobrze nie wypadli, ale i tak plus dla twórców za ten element. Obrali dobry kierunek.

W trybie detektywa wykrywanie wrogów to nie problem.


Gadżety, którymi dysponuje się w czasie rozgrywki niewiele się zmieniły - doszedł klej, który umożliwia chwilowe wyłączenie z gry przeciwników czy tworzenie tratw na wodzie. Chybionym pomysłem moim zdaniem okazały się elektryczne rękawice rażące prądem przy uderzeniu, które z czasem staną się stałym elementem ekwipunku Mrocznego Rycerza. Naładowanie ich umożliwia pokonanie w bezpośrednim pojedynku każdego, nawet mocno opancerzonego wroga. Spłyca to jednak rozgrywkę, zbytnio ją ułatwia, a szczerze mówiąc, pod koniec gry chciałbym raczej by poziom trudności był coraz wyższy. Sami wrogowie mogliby też być bardziej wymagający - nie pogardziłbym większą liczbą przeciwników uzbrojonych w ciężkie karabiny, a przy tym byłbym jeszcze szczęśliwszy gdyby ta broń miała większą siłę rażenia.

Gotham stoi otworem



Miasto jest duże - w stosunku do Arkham City teren działania został powiększony. Szybkie podróżowanie między częściami Gotham umożliwia nam Batwing. Poza animacją niestety nic więcej nie uświadczymy. Dziwię się, że twórcy nie wpadli na pomysł, by pozwolić graczom usiąść za jego sterami. Gdyby ruch uliczny faktycznie istniał, moglibyśmy prowadzić pościg za pomocą Batwinga, skorzystać z nowych gadżetów będących na wyposażeniu maszyny. Dla mnie ta wizja jest zachwycająca. Szkoda więc niewykorzystanego potencjału.

Bane to jeden z bardziej wymagających wrogów.


Szybowanie nad ulicami sprawia wiele frajdy. Nawet jeśli samemu Gotham brakuje lokacji, które zapadałyby w pamięć. Ile razy grając w GTA zatrzymywałem się lub zbaczałem z drogi tylko po to by odwiedzić jakieś miejsce, które wpadło mi w oko. W Arkham Origins takie sytuacje to rzadkość. Nienagannie zostało za to wykonane udźwiękowienie - muzyka jest kapitalna i niczym nie ustępuje swoim poprzedniczkom. Atmosfera jest gęsta, klimat mroczny, a każde dźwięki obecne w grze dodają do tego nie tylko swoją cegiełkę, ale wręcz tworzą sporą podstawę dla muru. Zdziwiła mnie jednak zmiana roli - tym razem Jokerem (nie myśleliście chyba, że zabraknie go w prequelu przygód o Batmanie, prawda?) został Troy Baker. Zastąpił on fenomenalnego Marka Hamilla, który znany jest głównie z roli Luke’a Skywalkera. Z drugiej strony następca dobrze się przygotował, a większość z graczy zapewne nie odczuje różnicy. Nowością jest też multi, które jednak wymaga jeszcze wiele dopracowania, bo na razie nie daje zbyt wiele satysfakcji.

Oj Batman Batman



Mało nowości, sporo bugów utrudniających grę, błędy w tłumaczeniu (liczne…) – Arkham Origins ma na sumieniu wiele grzechów. Z jednej strony WB Games Montreal zachowało to co najlepsze w Batmanie, z drugiej zaś - nie podjęło ryzyka. Nie spróbowało nawet odświeżyć rozgrywki, wprowadzić nowych rozwiązań. Arkham Origins się broni - jest to jednak rezultat świetnego modelu rozgrywki zapoczątkowanego przez studio Rocksteady, który choć niezmieny, wciąż może bawić. Oczekuję jednak więcej i jeśli kolejne części będą wciąż tak samo wtórne, to lepiej będzie sięgać po pierwszą z produkcji. Na rewolucję musimy jednak poczekać. Miejmy nadzieję, że studio Rocksteady wróci do gry i tchnie w Batmana nowe życie. Będę czekał.
Gra

Batman: Arkham Origins

Wydania gry

już wydane
# 25 października 2013 PC360PS3Wii U
# 25 października 2013 PC360PS3Wii U

Plusy

  • fabuła
  • dźwięk
  • klimat
  • szybowanie wciąż cieszy

Minusy

  • bugi!
  • mało innowacji
  • słaby tryb detektywa
8 Dobra gra