Na podbój świata!
Recenzja gry Europa Universalis IVTrudne monarchii początki
Akcja startuje w roku 1404, zaś pierwsze kampania nazwana została Rise of the Ottomans. Twórcy wybrali kilka państw, których prowadzenie uznali za najciekawsze dla tego okresu. Wśród zaszczytnego grona znalazła się Polska, która startuje z dwoma wasalami i solidnym partnerem w postaci Litwy. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie by zignorować sugestie twórców i wybrać dowolny kraj dostępny na tym etapie. Francja jest nudna? Anglia nie odpowiada? Dlaczego więc nie stanąć na czele Azteków i nie poprowadzić ich dumnych wojowników do walki, do stworzenia ogromnego imperium, przed którym drżeć będą największe potęgi Europy. A może kraje azjatyckie? Możliwości jest wiele, choć zadania te przeznaczone są dla doświadczonych graczy.

Granada musiała ulec!
Sam zdecydowałem się pełną kampanię (od 1404 roku do 1800) rozegrać Kastylią. Początki były łatwe, szybko nawiązałem dobre stosunki z Portugalią, a nawet poprzez małżeństwo związałem krwią nasze dynastie. Uczyniłem Nawarrę swoim wasalem, by w przyszłości wcielić ją do Kastylii. Wreszcie przejąłem zamieszkaną przez wyznawców Islamu Granadę, nawróciłem na wiarę chrześcijańską i zająłem się niełatwym utrzymaniem dobrych stosunków z Królestwem Aragońskim, które po wielu latach wreszcie do mnie dołączyło, a Kastylia przeobraziła się w Hiszpanię. A to był dopiero początek! Zaczęły się wyprawy krzyżowe, podbój Nowego Świata, a większa część współczesnych Włoch dołączyła do moich ziem. Tak wiele pracy zostało wykonane, a jeszcze więcej było przede mną.
Nie dziwcie się, że tak ochoczo rozpisuję się na temat mojej przygody z EU IV - gra daje tak ogromne możliwości napisania własnej historii świata, że każda rozegrana partia to zupełnie inna rozgrywka. Władanie własnym państwem daje ogromną satysfakcję, a przyglądanie się jak królestwo zwiększa swą potęgę z każdym rokiem sprawia, że od monitora ciężko się oderwać.
Stabilizacja przede wszystkim
Główną walutą w EU IV nie jest, jak by się mogło wydawać, złoto, bo choć bez niego ani rusz, to jednak „Moce Monarchy” (Monarch Powers) są zdecydowanie najważniejsze. Należą do nich Dyplomacja, Administracja i Wojskowość. Zebrane w nich punkty wydajemy w różnych sytuacjach, przydają się zarówno podczas przeprowadzania reform w państwie, wprowadzania nowych idei narodowych czy dokonywania technologicznych odkryć, lecz również przy zdarzeniach losowych. By załagodzić konflikt ze szlachtą przeznaczamy punkty Dyplomacji, aby z kolei stłumić rebelię w zarodku poświęcamy te zgromadzone w Wojskowości.

Im większa kontrola nad kardynałami tym lepiej.
Z każdym miesiącem otrzymujemy pewną pulę tych punktów, zależnie od naszych obecnych dokonań i sytuacji kraju, a także od panującego. Na to, jakimi cechami będzie się wyróżniał nasz władca oraz jego potomkowie nie mamy wpływu, co często zmusza nas do nagłej zmiany taktyki. Nie jest łatwo, gdy nastawiony na agresywną ekspansję kraj nagle zyskuję przywódcę, który znacznie lepiej czuje się w sprawach administracyjnych, a kwestie militarne są dla niego czarną magią. Na szczęście możemy skorzystać z pomocy trzech doradców, którzy przyrost Monarch Powers znacznie ułatwiają.
Każda decyzja podjęta podczas gry ma zarówno pozytywne, jak i negatywne efekty. Utrzymywanie dobrych stosunków z jednym z państw pozwala na skorzystanie z jego pomocy gdy przystąpimy do wojny, lecz działa to w dwie strony. W moim przypadku Portugalia regularnie wypowiadała wojnę Maroko, a moje biedne wojska raz po raz udawały się na terytorium wroga, by wspierać sojuszniczą armię. Niełatwo ma również kraj ze statusem „Obrońca Wiary”, który nie tylko zwiększa prestiż i umożliwia łatwiejsze przejęcie kontroli nad papieżem dzięki większej ilości głosów możliwych do oddania na kardynałów. Jest również obowiązkiem przyjścia z pomocą każdej chrześcijańskiej prowincji zaatakowanej przez innowierców. Skoro już o tym mowa, kontrolowanie papieża nie jest łatwe, gdyż najpierw musimy mieć po swojej stronie dostateczną liczbę kardynałów, którzy będą wpływać na najważniejszą osobę duchowną. Gra jest jednak warta świeczki, bo potem możemy nie tylko decydować przeciwko komu organizowane będą wyprawy krzyżowe, ale też objąć wrogi kraj ekskomuniką.

Kontrolowanie papieża daje wiele korzyści.
Dyplomacja daje wiele możliwości - dzięki niej nie tylko polepszamy stosunki z wybranymi krajami poprzez wysyłanie dyplomatów, udzielanie wsparcia pieniężnego i militarnego czy wspomniane wcześniej królewskie zaślubiny. Dostępne również są znacznie mniej szlachetne środki, w tym wysyłanie szpiegów czy podżeganie do buntu. Trzeba się jednak liczyć z tym, że nasi sąsiedzi również mogą wykorzystywać tego typu sztuczki przeciwko nam, a potrafią to robić z zaskakującą skutecznością. Nie zachwyca natomiast handel, gdyż oprócz wysyłania kupców do najlepiej prosperujących miast i ochraniania za pomocą statków szlaków handlowych nie wiele możemy zrobić.
Sami decydujemy w jakim kierunku zmierza nasz kraj, wybieramy postępy, które chcielibyśmy osiągnąć. Od nas należy czy zdecydujemy się na umocnienie wiary chrześcijańskiej, dzięki któremu zyskamy między innymi o jednego misjonarza więcej czy też samo nawracanie niewiernych będzie łatwiejsze. Dla mnie ważniejsza okazała się możliwość kolonizacji. Początkowo odległe prowincje nie przynoszą ogromnych zysków, a rdzenni mieszkańcy dają się we znaki, ale z czasem jest lepiej. Rosną zyski, szczególnie gdy budujemy kolejne budynki takie jak świątynia czy doki.
Kraj mlekiem i miodem płynący
O ile muzyka mile łechce uszy i świetnie komponuje się z realiami, o tyle już warstwa wizualna… cóż, niewiele można na jej temat powiedzieć. Większość czasu spędzamy w końcu przeglądając różnego rodzaju tabelki, zalewają nas kolejne istotne informacje, z którymi musimy się zmierzyć. Przyglądamy się mapie, spacerującym po niej wojskom. Widzimy tylko dwóch walczących żołnierzy, natomiast rezultat zawsze opisywany jest przez liczby. Jeżeli ktoś oczekiwał po dziele Paradoxu graficznych fajerwerków to zdecydowanie będzie zaskoczony. Z drugiej strony EU IV wcale ich nie potrzebuje - reprezentuje typ strategii, który broni się sam bez dodatkowych upiększeń czy filmowych przerywników.

Polska startuje z dwoma wasalami - Mołdawią i Podolią.
Przyczepić muszę się jednak do zdecydowanie słabo wykonanego samouczka. Owszem przedstawia on pewne podstawy, lecz w żaden sposób nie przygotowuje do tego, co następuje po przystąpieniu do gry. Na szczęście już po kilku godzinach wszystkie opcje znamy na wylot - nie zmienia to jednak faktu, że przez metodę prób i błędów początkowo przyszło mi podjąć wiele złych decyzji, z których konsekwencjami musiałem się zmagać jeszcze przez wiele następnych wirtualnych lat.
Koniec rządów
Europa Universalis IV to bez dwóch zdań gra skomplikowana, wymagająca od gracza wiele skupienia i prawdziwego strategicznego myślenia. Niełatwo jest przewidzieć ruchy naszych sąsiadów, zarówno tych nastawionych przyjaźnie, jak i wrogo. Sama gra też zadania nie ułatwia, rzucając nam kłody pod nogi i uniemożliwiając szybki rozwój naszego imperium. Bywają momenty, w których irytuje, wręcz zniechęca do dalszej rozgrywki, jednak wysoki poziom trudności stawiający przed nami nie lada wyzwanie to także element, który przykuwa do ekranu. Denerwowałem się długim okresem oczekiwania na wiele możliwości, lata w grze mijały, a ja czekałem niecierpliwie na możliwość wprowadzenia zmian. Kiedy wreszcie udawało mi się dotrwać do tego momentu, przychodziły nowe misje i cele do zrealizowania, do których ambitnie chciałem dążyć. Możliwość symulowanego wpłynięcia na losy znanej nam historii, a także poprowadzenia jednego z 250 krajów w dowolnym momencie to gratka dla miłośników dawnych dziejów i fanów strategii. Niełatwo jest rządzić, niełatwo jest dzielić, niełatwo jest się oderwać. Zdecydowanie polecam.

