Ze śmiercią mu do twarzy
Recenzja gry Hitman: AbsolutionThis is Diana, from Agency
Z serią gier przedstawiających losy 47 związany jestem niemalże od jej początku i choć spędziłem wiele godzin przy Silent Assasin i Contracts, to do fanatyków nie należę. Ot, dobra seria, przy której można się dobrze bawić. Dlatego też nie miałem motywacji, by sięgać po Blood Money i pewnie nie rzuciłbym się też na Absolution, gdyby nie Square Enix. Coraz bardziej lubię tych panów, bo jeśli maczają w czymś palce, z reguły jest to coś świetnego. Recenzowane ostatnio Sleeping Dogs czy legendarne (i genialne!) Final Fantasy VII mówią same za siebie. Nowy Hitman zmienił się. Wciąż mamy tu sporo planowania, obserwowania ścieżek jakimi podążają strażnicy czy czytania briefingów, ale więcej jest też akcji i widowiskowych rozwiązań. Sam 47 też został odświeżony, momentami miałem zresztą wrażenie, że wcale nie gram w Hitmana, ale jakąś przeróbkę Splinter Cella z ogolonym Samem Fisherem, który… od czasu do czasu lubi się za kogoś przebrać ;) Skojarzenie jest jak najbardziej usprawiedliwione, bowiem 47 sporo trików podpatrzył u agenta Echelonu, a kilka nawet usprawnił.
Names are for friends, so I don't need one!

Nie brak tu nawiązań do innych tytułów.
Historia 47 jest długa I zawiła, ale najważniejsze, co trzeba wiedzieć o nim wiedzieć jest to, że jest dobry w tym co robi, a to, co robi nie jest miłe. Jest legendarnym zabójcą, na którego nikt nie chciałby natrafić - najlepszym człowiekiem pracującym w Agencji. Tym razem otrzymuje on rozkaz zlikwidowania Diany, byłej współpracowniczki. Hitman oczywiście wykonuej swoje zadanie, ale po rozmowie kobietą nie jest już tak oddany pracodawcom. Odchodzi z przytupem, przy okazji zabierając pod swoje skrzydła dziewczynę ukrywaną przez Dianę. Dodam, że dla Agencji jest ona szalenie ważna i od tej pory 47 stara się dowiedzieć, kim jest. Coraz więcej osób interesuje się jednak jej i jego losem, a życie staje się wyjątkowo trudne. Fabuła nowego Hitmana pozostawia dobre wrażenie i choć nietrudno odgadnąć, dokąd prowadzą sznureczki oraz jak to wszystko się zakończy, to jednak przyjemnie bierze się w tym udział. Kino akcji z wyrafinowanym, zimnym zabójcą w roli głównej.
The name "Agent 47" is just a whisper on the lips of the dead... because if he comes calling for you... you will never even know... until it's too late.

Nikt nie zwróci uwagi na glinę przy paczkach.
Umiejętności 47 jest teraz znacznie więcej. Przede wszystkim zyskał on Instynkt, dzięki któremu może oddawać mierzone strzały w kilku wrogów w zwolnionym tempie (po uprzednim ich zaznaczeniu). Ewidentnie wzorowane jest to na ostatniej części Splinter Cella. Instynkt jest jednak wielofunkcyjny, pozwala odpalić coś a’la tryb detektywistyczny z Batman: Arkham Asylum, który ukazuje nam przydatne przedmioty, trasy przeciwników oraz podświetla na czerwono cele misji. Przydaje się również, gdy musimy uniknąć przejrzenia naszego przebrania - 47 sprytnie chowa wtedy twarz. Od teraz może też chować się w tłumie, a posiadając odpowiednie przebranie korzystać z przedmiotów przypisanych do profesji, co pozwala uniknąć wykrycia. Przykładowo, jako dozorca mamy możliwość wykorzystania mopa i odegrania scenki ze sprzątaniem. W końcu co w tym podejrzanego? Podobnie ma się sprawa z gliną stojącym przy pączkach czy facetem przeglądającym ulotki. Zbliżył się także zakres ruchów Hitmana, co jeszcze bardziej zbliżyło go do Sama Fishera. Przyklejanie się do osłon, wspinanie się, chodzenie po gzymsach, wchodzenie przez okna, korzystanie z tuneli wentylacyjnych. Ciekawa jest również opcja udawanego poddawania się, pozwalająca w ostatniej chwili chwycić wroga i wykorzystać go jako żywą tarczę. Jak widać umiejętności 47 uległy sporemu rozszerzeniu, zarówno te akrobatyczne, jak i bojowe. Świetnie teraz daje sobie radę w walce wręcz (odpala się wtedy sekwencja QTE), znakomicie rzuca nożami (cichy sposób na eliminację), odwraca uwagę wrogów ciskając przedmiotami.
Sama formuła gry nie została przy tym zachwiana. Wciąż jest to ten sam Hitman z różnymi drogami dotarcia do celu. Charakterystycznych zabójstw ze sprytnymi rozwiązaniami jest tu bez liku. Najlepiej będzie pokazać to na przykładzie, więc uwaga! SPOILER! Jedno z zadań rozgrywało się na targu pełnym straganów z jedzeniem i tłumem ludzi, przez który trzeba było się przeciskać. Gdzieś tam kręcił się cel misji w otoczeniu glin. Oczywiście można by wszystkich wybić, ale to zbyt nudne i nisko punktowane wyjście. Dlatego należy dobrze przyjrzeć się lokacji, wycisnąć z niej wszystko, co się da. Chodzi i to, by upozorować wypadek lub przynajmniej subtelniej rozwiązać sprawę. Mi udało się podsłuchać rozmowę celu z dilerem o zakupie sporej działki. Pokręciłem się trochę przy straganach i znalazłem trującą rybę - wystarczyło tylko użyć tego smakołyku na narkotykach i czekać na rezultat. Cel w końcu musiał przetestować towar! Nie wzbudzając niczyich podejrzeń opuściłem lokację. Inna opcja: pomajstrowałem przy bezpiecznikach by odwrócić uwagę policjanta, wkradłem się do pokoju dilera, a tam czekała na mnie snajperka. Wystarczyło tylko wymierzyć i… spylać po wszystkim! Tego typu rozwiązania są wysoko punktowane i odblokowują ulepszenia bohatera. Wyżej wymieniłem jedynie dwie metody, ale zapewniam, że jest ich więcej. Absolution oferuje ogromną dowolność.

Przyklejanie się do osłon ułatwia pozostanie niezauważonym.
Przyznam jednak, że niektóre rozwiązania mnie zadziwiły. Mówię tu o wszechobecnych skrzyniach, w których ukrywać można ciała. Są niesamowicie pomocne, ale znajdują się w miejscach, do których nie zawsze pasują. Trochę mało to realistyczne. Dobrym rozwiązaniem jest za to stworzenie przez twórców licznych okazji do rozpraszania wrogów. Wspomniałem już o rzucaniu przedmiotami i grzebaniu przy bezpiecznikach. Możemy również włączyć radio, uruchomić alarm samochodowy czy wypuścić parę, która oślepi wrogów i ułatwi nam przemieszczanie się. Dobre wykorzystanie tych elementów może nam bardzo ułatwić grę.
W Absolution 47 zyskał możliwość rozwijania się. Wykorzystywanie zdolności i wysoka punktacja wiąże się z nagrodami usprawniającymi naszego zabójcę. Należą one do różnych kategorii i mają za zadanie ułatwiać grę. Dzięki nim Hitman może szybciej pozbawić przytomności, lepiej strzelać, itp.
Please don't judge him for what he might have to do. Some day, you will understand.
Udźwiękowienie stoi na wysokim poziomie. Muzyka w Hitmanie zawsze prezentowała się znakomicie i Absolution nie odbiega od tej normy, nawet pomimo tego, że nie odpowiadał za niego już Jesper Kyd. Miałem przyjemność testować grę w pełnej polskiej lokalizacji, do której nie byłem przekonany. Od czasu Mass Effect jak ognia unikam polskiego dubbingu, szczególnie, że w oryginalnym wydaniu aktorzy są z reguły dobrze dobrani i dają radę. Wiem, że lokalizacja nie wszystkim przypadła do gustu, ale moim zdaniem nie wypadła wcale tak źle. Owszem, nie jest to jeszcze klasa światowa, ale wiele z gier kończy znacznie gorzej, w tym wypadku nie ma co narzekać. Chętnie za to pochwalę stronę wizualną, w szczególności modele postaci, które przekonały mnie do siebie. Ich wygląd, mimika i ruchy oddane zostały realistycznie. Grafika prezentuje wysoki poziom.
There's a bullet for everyone. And a time. And a place.

Spowodowanie bójki w barze to jedno z ciekawszych rozwiązań.
Hitmana nie wyczekiwałem i raczej sądziłem, że sprawdzić go wypada, niż że naprawdę warto. Tytuły, takie jak Far Cry 3 czy nowy Splinter Cell dużo bardziej skupiały moją uwagę, a jednak gdybym przeszedł obok kolejnej odsłony losów 47 obojętnie, wiele bym stracił. Głównie dlatego, że Absolution to świetna gra, zarówno pod względem grafiki, jak i fabuły oraz wdrożonych zmian. Hitman zyskał na modernizacji, czerpanie z gotowych rozwiązań wyszło tytułowi na dobre. Nieco zaskakująca jest dla mnie ta tendencja do wzorowania się na innych produkcjach, lecz tak długo jak działa to na korzyść, nawet wierni gracze nie powinni mieć nic przeciwko. Pozostaje już tylko czekać na kolejną część lub dodatki, bo Absolution kończy się w sposób, który jasno pokazuje, że to jeszcze nie koniec.



