Karaluchy pod poduchy
Recenzja gry Journey of a RoachW „Przygodzie Karalucha” poznajemy historię dwójki karaluchów, Jima i Buda, którzy mieszkają w schronie przeciwatomowym – nad nimi znajduje się świat dawno temu zniszczony przez katastrofę nuklearną. Gdy Jim wyrusza na powierzchnię, zauważa przepiękny kwiatek – po chwili jednak z powrotem wpada do schronu, jednocześnie zamykając sobie drogę powrotną. Bud zachęca go do poszukania innego wyjścia – kierując jego poczynaniami będziemy musieli pomóc mu w realizacji tego celu.
Eksploracja to motor napędowy rozgrywki w grze. Ta w zaledwie kilku elementach przypomina klasyczne przygodówki typu point & click. To właśnie model poruszania się po świecie urzekł mnie najbardziej: głównym bohaterem kierujemy za pomocą klawiszy kierunkowych, a klikania używamy jedynie do zbierania przedmiotów. Nie to jednak jest główną atrakcją produkcji – nią wydaje się być jej wielowymiarowość. O co chodzi? Otóż sterowanie karaluchem niesie ze sobą kilka udogodnień, z których zdolność przetrwania wybuchu atomowego wcale nie jest najprzydatniejszym. Otóż możemy chodzić po ścianach i sufitach – jest to niesamowicie przydatne, zwłaszcza, że na karaluchy czeka mnóstwo niebezpieczeństw. Czasem pojawia się problem z dezorientacją, zazwyczaj gdy przechodzimy ze ściany na sufit, jednak przez większość gry nie odczuwa się wielkiego dyskomfortu z tego powodu. Częściej napotyka się za to na elementy, na które nie można wejść, a z którymi normalny karaluch bez problemu by sobie poradził. Z tego co Wikipedia mówi…

Nie denerwuj się tak, bo ci dymek pęknie!
W grze nie ma dialogów, co dla fanów przygodowek może okazać się szokujące. Czy odczuwa się ich brak? Otóż nie! Nadrabiany jest on faktem, iż główni bohaterowie są bardzo ekspresyjni w swoich gestach i czynach. Łatwo jest ich zrozumieć nie tylko przez wymowne dźwięki, które wydają, ale też przez sugestywne dymki komiksowe przedstawiające opisywany przez nich ich karaluszym językiem stan rzeczy. Brak większych dialogów nie przeszkadza postaciom być naprawdę barwnymi i różnorodnymi – cechy charakteru zarówno głównych, jak i pobocznych postaci możemy łatwo określić właśnie poprzez obserwację ich zachowania i tego, jak wyrażają swoje emocje.
Gra nie jest trudna – wszystko zostało opracowane w taki sposób, że odnajdą się w niej zarówno najmłodsi, jak i ci nieco starsi. Co ciekawe, każdy z nich będzie miał ogromną frajdę z zabawy. Ta jednak nie trwa zbyt długo – nie znając rozwiązań zagadek można ją przejść nawet w trzy godziny. Przechodząc grę drugi raz to już kwestia kilkudziesięciu minut. Ba, jest nawet osiągnięcie Steamowskie do zdobycia przy przejściu gry w kilkanaście minut. Mimo tego wszystkiego każda minuta spędzona na kierowaniu przesympatycznymi karaluchami nie okaże się minutą straconą – i choć często ma się wrażenie, że ma się do czynienia zaledwie z wersją demonstracyjną, to cała historia jest kompletna i nie pozostawia niedomówień. Choć oczywiście żałuje się, że nie jest nieco dłuższa.

Generał jest zniesmaczony jakością przerywników filmowych...
Zmagania na ekranie dość często są przerywane przez krótkie streszczające fabułę przerywniki filmowe – wykonane, podobnie jak sama gra, w bardzo kreskówkowym stylu. Ich jakość pozostawia jednak wiele do życzenia i znacząco odstaje od oprawy w samej grze. Ku mojemu zdziwieniu, scenki te albo nieco się przycinały, albo animacje postaci nie zostały ze sobą odpowiednio „połączone” – w związku z tym nawet jeśli spełniały swoją główną funkcję, okazały się być dość nieprzyjemne do oglądania. Ten drobny szkopuł jednak nie ujmuje grze uroczego klimatu, a sama oprawa zyskuje na kolorycie w samej grze. Bardzo ładnie wyglądające animacje pokazujące zastosowania danych przedmiotów są tego doskonałym przykładem.
The Journey of a Roach to produkcja dobra, choć nie bezbłędna. Wiele zastosowanych w niej pomysłów może się podobać, ale z drugiej strony długość może okazać się wyjątkowo mało satysfakcjonująca. Znajduje się w niej również kilka elementów, które niektórzy mogą uznać za irytujące. Minusem okazuje się być także cena, wyjątkowo nieadekwatna do długości całej zabawy. Jeżeli jednak nie stanowi ona dla nas problemu, a krótka, acz intensywna w przeżycia przygoda nam wystarcza, powinniśmy grę kupić. Zwłaszcza, że jest ona dobrym wprowadzeniem do gatunku, wspaniale omijającym trudy związane z poszukiwaniem kolejnych przedmiotów i często frustrującymi zajęciami, jakie serwują nam większe i klasyczne jego przedstawicielki.

