Postapo nigdy mało!
Recenzja gry Krater
Post-apokaliptycznym kacem produkcja wita nas po uruchomieniu.
Jak się później okazuje, nie dla wszystkich – bohaterowie, których prezentuje nam gra, spowodowali nie lada rozgardiasz w miejscu akcji, którym, nawiasem mówiąc, jest małe miasto w post-apokaliptycznej Szwecji. Miasto, a właściwie tytułowy krater, jednak mniejsza o to. Wracając do bohaterów: po swoich wyczynach muszą odzyskać zaufanie otaczających ich ludzi. Oczywiście my im w tym towarzyszymy – i jest to podróż dość ciekawa, choć miejscami irytująca i frustrująca.

Interfejs w grze jest prosty i intuicyjny.
Krater został przez autorów nazwany dynamicznym hack’n’slashem. O ile co do dynamizmu nie trzeba mieć większych obiekcji, o tyle ten hack’n’slash nieco mnie zastanawia. Po tym gatunku oczekiwałbym mnóstwa klikania, prostej, ale jednocześnie rozbudowanej walki oraz nacisku właśnie na pojedynki. Tymczasem toczenie walk tutaj jest o wiele prostsze – czasem rzeczywiście wymagane jest od nas szybkie podejmowanie decyzji, ale tak naprawdę nie nazwałbym tego czymś „dynamicznie zaskakującym”. Żadnych zastrzeżeń natomiast nie można mieć do nazwania walk „taktycznymi” – to prawda, że wymagają od nas podejmowania jakichś strategicznych decyzji i ponoszenia konsekwencji każdej z nich. Nie uznałem jednak samego systemu walki za bardzo absorbujący, a zaledwie kilka umiejętności oferowanych przez członków drużyny nieco mnie rozczarowało. Niejednokrotnie zdarzyło się, że członkowie mojej drużyny zachowywali się w sposób co najmniej nienaturalny, gdy na przykład medyk pchał się na sam przód, będąc najsłabszym i stając się przysmakiem dla niedźwiedzi. Po raz pierwszy, a zapewne nie ostatni muszę powiedzieć, iż widzę tu potencjał, który nie został do końca wykorzystany.

Walka z misiem w początkowych etapach nie jest wymagająca.
Rozgrywka w grze nie sprowadza się jednak jedynie do walki, choć rzeczywiście to od niej zacząłem swój wywód. Główną częścią produkcji jest wykonywanie różnego rodzaju misji. Jak obiecują autorzy, jest ich przeszło dwieście – nie liczyłem, ale mogę na to przystać. Co do tego, iż są one oryginalne i niesztampowe znalazłoby się jednak kilka obiekcji. Po pierwsze, większość z nich oparta jest na schemacie „idź w miejsce X i zabij ileśtam potworów Y”. Autorzy starają się to urozmaicić każąc nam „wyczyścić” dany obszar z potworów czy eskortować kogoś – po kilku godzinach gry mimo wszystko rozgrywka staje się powtarzalna, w niektórych momentach irytująca. Szczególnie denerwującym okazał się fakt, iż w pierwszych etapach produkcja jest mało wymagająca. Słabi przeciwnicy, raczej nieciekawe, a na pewno niewymagające zadania. Ratować się tutaj trzeba szczątkami fabuły, która i tak nie stoi na najwyższym poziomie. Wyzwanie gra może stanowić dopiero po kilku godzinach rozgrywki. Nawet wtedy jednak misje są do bólu szablonowe, choć nieco trudniejsze, a przy tym również i bardziej angażujące.[strona]Gra nie jest jedynie hack’n’slashem, ale również pretenduje do miana RPG-a. Wprowadzony tutaj system rozwoju postaci, należy powiedzieć, jest czynnikiem wyróżniającym Krater na tle innych produkcji. Postać rozwijamy nie tylko poprzez zwiększanie poziomów jej umiejętności (poprzez tak zwane dopalacze), ale także ekwipując ją w specjalne implanty. Ich system zachęca do improwizacji i testowania rozmaitych rozwiązań – poszczególne implanty w różnych konfiguracjach sprawdzają się inaczej, a autorzy oddali nam wolną do bawienia się rękę. Bomba!

Efekty zaklęć robią wrażenie, przynajmniej przez pierwszą godzinę.
Zdecydowaną zaletą gry jest świat, który przychodzi nam w niej zwiedzić. Pomimo, że nie jestem największym fanem Szwecji (a może właśnie dlatego?), cały konspekt krateru bardzo mi się spodobał. Nie jest tu smutno, ubogo. Postaci nie są załamane, a po apokalipsie starają się odbudować swój świat – i to się ceni. Dodatkowo należy zwrócić uwagę na mnogość różnego rodzaju nawiązań do świata popkultury. Postaci niezależne często strzelają wiązankami z popularnych filmów, a niektóre nazwy zadań czy miejsc przywodzą jednoznaczne skojarzenia. Wszystko to zostało zrobione z głową i smakiem – aż przyjemnie wyłapuje się tego typu drobnostki.
Na plus wychodzi grze wsparcie ze strony dewelopera – widać, iż zamiarem Fatsharka było stworzenie uniwersum kompletnego, rozległego i bardzo ciekawego. Co prawda fakt, że dostarczane to jest w porcjach, czyli paczkach możliwych do ściągnięcia może się okazać dla niektórych czymś nie do zaakceptowania, ja traktuję to jako plus. Gra udostępniana jest w tak przystępnej cenie, że można jej dużo wybaczyć. Nawet to, iż po jej instalacji w wersji pudełkowej musiałem dościągać przeszło gigabajt treści. A to naprawdę sporo.

Nie jest zaskoczeniem, że szczury również przetrwały apokalipsę.
Jeżeli chodzi o oprawę audiowizualną to stoi ona – rozpatrując ją naturalnie w niskobudżetowej kategorii – na bardzo wysokim poziomie. Szczególnie jednak zaimponowała mi warstwa dźwiękowa, budująca atmosferę w taki sposób, że aż ciarki przechodzą. I mówię to z pełnym przekonaniem i doświadczeniem ich.
Krater to zdecydowanie gra z potencjałem, dużym i bogatym światem oraz ciekawymi bohaterami. Nie daje nam ona co prawda tyle swobody, co Diablo III, ani też takich wrażeń artystycznych, jak drugi Torchlight, jednak jest dla nich ciekawą alternatywą. Pomyślmy sobie, co udałoby się osiągnąć autorom gdyby dysponowali budżetem wspomnianych przeze mnie produkcji…

