Prawdziwa przygoda!
Recenzja gry Lost HorizonZacznijmy jednak od początku. Gra wprowadza nas w życie pewnego młodego mężczyzny o imieniu Fenton i nazwisku Paddock. Przemiły szatyn, niegdyś brytyjski bohater wojenny, zasłużony w wielu walkach, trudni się teraz dokonywaniem drobnych przemytów w Hong Kongu. Jego życie na ścieżce przesiąkniętej zapachem kryminału przerywa wieść o zaginięciu jego kompana z przeszłości, Richarda. Mężczyzna wyruszył na ekspedycję do Tybetu, ale wieść o nim zaginęła. Kto jak kto, ale Paddock nie jest w stanie zlekceważyć takiej wiadomości – wyrusza na pomoc swemu przyjacielowi. Przemierzając cały świat, od pokrytych śniegiem gór, aż po gorące pustynie Indii stara się odnaleźć swego przyjaciela, przy okazji zadzierając z nazistami. Brzmi ciekawie? Jeżeli dodać do tego odnalezienie mitycznego miasta Shambali, otrzymamy przepis na murowany hit. Czy firma Animation Arts zmarnowałaby tak wielką szansę na sukces? Ja już się przekonałem, że nie.

Spotkanie fanów PacMana nie obyło się bez złożenia ofiary
Opowiedziana historia - musicie przyznać, że niezwykle ciekawa – przeplatana jest licznymi wątkami pobocznymi. Głównej misji szukania zaginionej ekspedycji towarzyszą między innymi poszukiwania starożytnego miasta czy walka z gangsterską rodziną Tongów, za wszelką cenę próbującą dopaść głównego bohatera, a później również i dostać się do mitycznego miasta. Wspaniałą fabułę można odhaczyć. Co, jeżeli chodzi o bohaterów? Tutaj też złego słowa powiedzieć nie można. Każda z postaci występujących w grze jest barwna, posiada własną osobowość. Weźmy pierwszego z brzegu bohatera, załóżmy samego Fentona. Często zarozumiały, przesadnie pewny siebie oprych w głębi serca skrywa swe uczucia do Kim. Przy okazji ubarwia całą produkcję sytuacyjnymi żarcikami i komentarzami w takiej samej atmosferze. Co tu dużo gadać, postaci tworzą klimat tej produkcji. A ten jest naprawdę znakomity.
Kreatywność to coś, na co autorzy tej produkcji zdecydowali się postawić. Już tłumaczę, co to oznacza. Nie wspomniałem jeszcze, że Lost Horizon to klasyczna przygotówka typu point’n’click (naprawiam ten błąd i przepraszam!). Wymaga od nas kreatywności, gdyż większość rzeczy, które tu robimy wiąże się z odpowiednim używaniem przedmiotów – często w sposób bardzo nietypowy, czasem dziwny i nie na miejscu. Podczas przechodzenia gry nieraz zdziwiłem się, jakie rzeczy można ze sobą połączyć. Po chwili zastanowienia zwykle jednak dochodziłem do wniosku, że w sumie to było logiczne (klasyczny komentarz fana przygodówek: „Jak ja mogłem na to nie wpaść!?”). Poważnie jednak mówiąc, takie nietypowe rozwiązania zmuszają do myślenia, ale bywają również frustrujące – spędzając dziesiątki minut nad połączeniem jednego przedmiotu nieraz zdarza się, że klikamy na cokolwiek, by zobaczyć efekt. Czy to pozytywnie wpływa na nasze szare komórki? Tylko nie zrozumcie mnie źle i odhaczcie zagadki na plus tej gry.

Spojrzawszy na opakowanie gry mój kolega powiedział: „To takie coś jeszcze produkują?! 512 MB RAMu? No nie wygłupiajmy się!”. Chodziło mu jednak głównie o grafikę, która z pozoru wygląda na archaiczną. Ale tylko z pozoru, bo tak naprawdę tytuł ten znakomicie łączy w sobie trójwymiarowe postacie z dwuwymiarowymi tłami. Całość ma swój styl i należy to docenić – a wymagania sprzętowe? No chyba nikt nie zaliczy tego, że gra chodzi na słabych komputerach, jako wadę!
Miałem okazję zagrać w polską wersją gry – nie żałuję. Solidna kinowa polonizacja nie pozostawia wiele do życzenia. Oczywiście, zdarzają się pomyłki językowe i drobne błędy – jako całość jest to jednak świetna robota. Aktorzy udzielający głosu postaciom w grze zostali dobrze dobrani, wspaniale grają i potrafią oddać charakter bohaterów. Spędzając godziny przy tej grze natknąłem się jednak na jeden dość irytujący mankament. Chodzi o przewijanie dialogów. Klikając prawym przyciskiem myszy i chcąc przeskoczyć do następnej kwestii, złośliwa gra omijała kilka linii dialogu. Na dłuższą metę okazało się to niezmiernie irytujące. Dodać należy, iż wiele czasu w grze spędzamy na oglądaniu tego, co się dzieje, bez brania aktywnego udziału w wydarzeniach. Przerywniki filmowe są jednak na tyle ciekawe, że można to grze wybaczyć.
Sięgając po Lost Horizon, zachęcony pudełkowym napisem „Klasyczna przygotówka w oszałamiającej kinowej stylistyce”, liczyłem na przynajmniej kilka godzin relaksu. To, co dostałem, przeszło moje oczekiwania. Kilkanaście godzin spędzonych przy tej grze sprawiło, iż poleciłbym ją każdemu. No, chyba, że ten ktoś nie lubi gier przygodowych.

