State of Decay - recenzja gry - gry, minigry, opisy gier, darmowe gry, solucje do gier, poradniki do gier
Zacznij pisać nazwę gry / firmy w dowolnym języku, a podpowiemy Ci resztę!


Uwaga! Zombie na podwórku!

Recenzja gry State of Decay
napisał # Krzysztof „Bebop” Kałuziński, 25 listopada 2013
Zombie to temat, który jest na fali - po komiksie, serialu i grach spod znaku The Walking Dead, polskim Dead Island czy premierze filmu World War Z, przyszła pora na State of Decay -zdecydowanego kopciuszka w tym towarzystwie. Z pewnością nie jest to wielka produkcja, ale Undead Lab postarało się oddać w ręce graczy ciekawy sandbox. Już teraz mogę powiedzieć, że choć to gra znacznie mniej rozbudowana niż Dead Island, sprawia wrażenie bardziej realistycznej.

Najlepszą obroną jest atak



Na początku wcielamy się w ciemnoskórego Marcusa i wraz z jego kumplem Edem po raz pierwszy ścieramy się z trupami. Gra szybko się rozkręca i już po chwili dołączamy do garstki ocalałych ukrywających się w kościele. Nie uświadczymy tutaj żadnego wprowadzenia ani przerywników filmowych - twórcy porzucili to na rzecz czystego survivalu. Pomimo, iż gra nie jest zaskryptowana jak Call of Duty, dramatycznych i zaskakujących momentów nie brakuje, a sprawcą ich jest z reguły przypadek. Sam wiele razy doświadczyłem tego typu zdarzeń na własnej skórze. Już na początku pędząc autem z dwójką towarzyszy nie zdołałem przeskoczyć nad brakującym fragmentem mostu i auto wylądowało w rzece. Jakby nie dość było kłopotów, błyskawicznie opanowała nas chmara zombiaków, a używana broń rozleciała się w drzazgi po jednym z uderzeń. Adrenalina podskoczyła, udało się uciec, a moment zapadł w pamięć. Ta cała przypadkowość czyni walkę znacznie mniej przewidywalną, a także wymusza na graczach ostrożność i rozsądne planowanie działań. Zgon postaci jest permanentny, więc każdy błąd może skończyć się utratą postaci, z którą nie tylko zdążyliśmy się zżyć, ale która też zdążyła już rozwinąć pewne umiejętności.

Pojedynczy zombiak to nie problem.


Choć fabuła w State of Decay jest, to ciężko mówić tu o rozbudowanym scenariuszu, w grze głównym zadaniem jest przetrwanie, a wszelkie misje to jedynie dodatek. Pomagamy ocalałym bronić swoich domów przed zombiakami i wspólnie na nie polujemy, oczyszczamy miejsca, gdzie zadomowiła się plaga, wspieramy wojsko. Wszystko opiera się jednak na mordowaniu truposzy, przez co zabawa szybko się nudzi, a gra z czasem staje się monotonna, jak już zresztą pisałem w Pierwszych wrażeniach.

Przygotujmy się na apokalipsę



Każdy z członków naszej społeczności może rozwijać swoje umiejętności, tj. walkę wręcz, strzelanie czy przeszukiwanie – poprzez praktykę. Niczym w Skyrim, im częściej jakąś czynność wykonujemy, tym jesteśmy w niej lepsi. Bohaterowie posiadają też cechy indywidualne. Marcus na przykład jest urodzonym liderem i łatwo zyskuje poklask u pozostałych postaci. Warto często zmieniać kontrolę nad bohaterami, by wszyscy mogli się rozwinąć w podobnym stopniu. Każde wykonane zadanie zwiększa nasze wpływy w grupie - działają one jak waluta, którą płacimy za broń czy wsparcie innych.

Prawie jak GTA.


Równie ważny jest rozwój domostwa - pierwszym lokum jest otoczony murem kościółek, ale z biegiem czasu i wzrostem populacji będziemy musieli poszukać innego miejsca pobytu, bezpieczniejszego, obszerniejszego, z okolicą możliwą do szabrowania. Każda baza potrzebuje wieży strażniczej, dzięki której utrzymany wrogów z dala - niezbędne są też miejsca do spania, bo wypoczęci bohaterowie radzą sobie lepiej. Przydaje się także kuchnia, warsztat czy punkt medyczny. Oczywiście niezbędny jest też ktoś, kto potrafi z takich miejsc korzystać - bez kucharza czy lekarza się nie obejdzie. Istnieje też możliwość tworzenia placówek, w których mamy szybki dostęp do składowanych przedmiotów, a rozłożone wokół pułapki zatrzymują wrogów.

Bez broni palnej ani rusz!


Graficznie State of Decay wygląda jak gra wydana już jakiś czas temu. Brak wysokiej jakości tekstur, a także sam wygląd postaci nie powalają. Z drugiej strony twórcy oddali w nasze ręce spory kawał świata, który dowolnie można eksplorować. W dodatku każdy budynek możemy odwiedzić, a to już ogromny plus. Brak intro, brak zakończenia – na grę składa się tylko to, czego sami dokonamy i co powiedzą postacie.

Śmierć sztywniakom!



Mieszanka GTA i Dead Rising nastawiona na walkę o przetrwanie z rosnącymi hordami zombiaków – tym właśnie jest State of Decay. Gra pod wieloma względami uboga i ograniczona, ale też dająca nam wiele ciekawych możliwości. Nie ma tu rażących prądem maczet jak w Dead Island i ten realizm bardzo mnie ucieszył. State of Decay pokazuje apokalipsę w sposób poważny - trzeba walczyć by żyć, wiedzieć jak reagują różne typy zombiaków oraz wspierać swoją społeczność, by nikt przypadkiem nie zginął, nie odszedł lub nie zechciał rozwiązać kłótni z współlokatorem za pomocą rewolweru. Wiele niedoróbek, m.in. zacinające się momentami postacie, da się znieść, a zabawy i tak jest sporo.
Gra

State of Decay

  • Platformy: PC360
  • Gatunek: Gra akcji» Survival Horror» TPP
  • Producenci:
  • Wydawcy:
  • Tematy Zombie

Wydania gry

już wydane
# 05 czerwca 2013 360
05 listopada 2013 PC

Plusy

  • symulator społeczność i survivalu
  • otwarty świat
  • niełatwa rozgrywka

Minusy

  • grafika
  • niedoróbki
  • powtarzalność zadań
8 Dobra gra