Do boju roboty!
Recenzja gry SteamWorld Heist
Studio Image & Form po raz trzeci stworzyło grę opartą o uniwersum SteamWorld. Mamy tutaj do czynienia z dość pesymistyczną wizją, wedle której nasza kochana Ziemia przestała istnieć. Głównymi bohaterami gry są steamboty, które przemierzają przestrzeń kosmiczną napędzanymi wodą statkami. Jedną z nich jest nieustraszona kapitan Piper Faraday, odważna pani dowódca pirackiej załogi. Niedane jej jest niestety spokojne rabowanie, bo na horyzoncie pojawia się tajemnicza grupa szalonych robotów stanowiących zagrożenie dla lokalnej społeczności. Piper nie zamierza jednak pozwolić, by obcy rządzili się na jej podwórku. W ten sposób zadrze nie tylko z szaleńcami, lecz także armią Rojalistów i prastarą rasą.
Fabuła SteamWorld Heist jest lekka, prosta i przyjemna, okraszona sporą dawką naprawdę dobrego humoru. Jest do bólu liniowa, ale to akurat wcale nie przeszkadza. Świetnie stworzone zostały postacie - trudno nie polubić Faraday, Sea Brassa, Wonky’ego czy Fina (dostępnego w DLC The Outsider). Podziwiam także unikatowy klimat. Steampunk łączy się tutaj bardzo naturalnie z space westernem. SteamWorld Heist pozwolił mi także odkryć także ciekawy zespół muzyczny - Steam Powered Giraffe znakomicie odnaleźli się w klimacie, a każda nuta pasuje tu idealnie i wcale się nie nudzi.
Gameplay zaczerpnięty został z serii strategicznej XCOM. Poza misjami stacjonujemy na naszym statku kosmicznym, a dzięki prostej mapie podróżujemy między różnymi lokacjami. W barach zwykle popychamy fabułę, czasem też dokonujemy zakupów. Arsenał jest spory. Dą tutaj bronie krótko i długodystansowe, granatniki, wyrzutnie rakiet i czego tylko dusza zapragnie. Do tego sprzęty dodatkowe - pozwalające dalej się przemieszczać buty, pancerze raniące atakujących nas w wręcz wrogów czy klasyczne granaty. Potem pozostaje już tylko dobrać skład i do boju!

Każda misja skupia się na abordażu wrogiego statku. Zadania mają różny przebieg - niekiedy biegamy swobodnie po pokładzie zbierając loot, póki nie natrafimy na wrogów. Innym razem desperacko się bronimy, walczymy z bossami czy uciekamy z pokładu, któremu grozi autodestrukcja. Poziomy są tworzone proceduralnie, jednak ilość scenariuszy nie jest zbyt duża. Sprawia to, że z czasem zabawa staje się niestety monotonna i nużąca. Można się zniechęcić.
Walki rozgrywane tura po turze w dwuwymiarowej grze to ciekawy pomysł. Znów, tak jak w XCOM, wykonywać możemy po dwa ruchy. Podejść i strzelić lub poświęcić oba segmenty na dłuższy bieg. Atak też niemal zawsze skutkuje zamknięciem tury. Dobrze jest oczywiście ukrywać się za osłonami, bo każdy z bohaterów ma ograniczony pasek zdrowia, a wróg często korzysta z techniki zachodzenia od flanki. Ponieważ podobnie jak w Hard West pociski mogą rykoszetować, jednym headshotem możemy pokonać nawet świetnie ukrytego wroga. Szczególnie jeśli mamy laserowy wskaźnik, który dokładnie ilustruje tor lotu pocisku. Zdecydowanie to najciekawszy element SteamWorld Heist.

Jest to tytuł udany, który śmiało można zamienić w serię. Nie brak tutaj nietypowych rozwiązań, które sprawiają, że gra na długo pozostanie mi w pamięci. Niezła fabuła i humor także pozostawiają miłe wrażenie. To, czego potrzebuje SteamWorld Heist to nieco walki z monotonią. Misje należałoby rozbudować, uczynić bardziej nieprzewidywalnymi. Wtedy pewnie będzie dziewiątka - już teraz jednak polecam.

