Tytuł dla każdego
Recenzja gry The Tiny Bang StoryOstatnio miałem szczęście do gier przygodowych, które trafiały w moje ręce. Od razu zaskarbiały sobie moją sympatię, wciągając mnie na całe godziny. Nie inaczej było z The Tiny Bang Story. Nie minęło kilka chwil zanim zdążyłem polubić specyficzną oprawę graficzną produkcji, w połączeniu z sympatyczną oprawą dźwiękową. W sumie rzecz biorąc przez całą grę słyszeć można podobną muzyczkę – jest ona jednak tak przyjemna, że w ogóle to nie przeszkadza i nawet przez chwilę nie pomyślałem, żeby ją przyciszyć (Ba! Nawet podgłosiłem!).
Fabuła gry przenosi nas na tytułową maciupeńką planetkę, która została zniszczona w wyniku uderzenia asteroidu. Naszym zadaniem jest ją odbudować. Na czym polega rozgrywka w grze? Główną jej częścią jest poszukiwanie puzzli – to właśnie z nich jesteśmy w stanie odtwarzać kolejne części planety. Po każdym z pięciu rozdziałów musimy dopasować zebrane wcześniej puzzle w odpowiedni sposób, co wydaje się proste, a tak naprawdę zajmuje kilka ładnych chwil. Rzeczone puzzle są nie tylko doskonale ukryte w kolejnych poziomach, ale nierzadko wymagają od nas nie lada wysiłku, aby do nich się dostać. Często musimy zbierać części przedziwnych maszyn, kolekcjonować elementy najróżniejszych przedmiotów czy pomagać różnym osobom (głównie grając w minigry), aby przybliżyć się do celu. Brzmi prosto? Tak naprawdę trzeba się nieźle wysilić, aby znaleźć cokolwiek – wszystkie przedmioty są ukryte w bardzo trudny sposób, co sprawia, że spędzić można dziesiątki minut na poszukiwaniu zaledwie jednej części łamigłówki.

W grze rozwiązujemy mnóstwo zagadek
Warto wspomnieć o tym, iż większość łamigłówek typu „znajdź to i tamto” jest wstępem do innej minigry. Tych z kolei jest co nie miara: a to musimy złożyć podarty w kawałki obraz, a to sprawić, by woda mogła przepływać przez rury kanalizacyjne. Wszystko to jest bardzo pomysłowe i przemyślane. Irytujące mogą się jednak okazać minigry zręcznościowe, które są bolączką niemal wszystkich gier przygodowych. Tutaj jest ich kilka: sterujemy samolotem lub statkiem, omijając okoliczne przeszkody i rywali, by w końcu dotrzeć do punktu docelowego. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie rozgrywało się to tak powoli i mozolnie.
Na uwagę z pewnością zasługuje ciekawie rozwiązany system uzyskiwania podpowiedzi. Jeżeli bowiem nie możemy poradzić sobie ze znalezieniem czegoś, możemy skorzystać z pomocy świetlików, które cały czas latają po ekranie. Chcąc dostać pomoc, należy zebrać tyle świetlików, aby wypełnić kulę ze znakiem zapytania. Dopiero wtedy możemy posłać owada, aby wskazał nam drogę czy poszukiwany przedmiot.
Oprawa wizualna – jak już powiedziałem – wykonana jest w charakterystycznym stylu, bardzo przypominającym ten znany z gry Machinarium. Całość ma swój urok i jest bardzo sympatyczna – mimo, iż brak tutaj jest efektów specjalnych rodem z filmów akcji, gra i tak zasługuje na pochwałę.
Podsumowując: gra The Tiny Bang Story to świetna produkcja nie tylko dla młodszych użytkowników komputera. Świetnie nadaje się zarówno dla dzieci, jak i dorosłych, a jej wspaniała oprawa audiowizualna czyni z niej produkt świetny do relaksu i odprężenia się po ciężkim dniu. Jako plus należy zaliczyć również cenę, która jest dość niska. Gra została wydana w polskiej wersji językowej – co prawda nie było nic innego poza menu do tłumaczenia, ale to zawsze jakiś plusik jest. Ze swojej strony serdecznie polecam.

