Stay Sharp
Recenzja gry Warp
Czyż on nie jest uroczy?
Akcja opisywanej produkcji rozgrywa się w rozpościerającym się pod wodą laboratorium. Trafił do niego uroczy pomarańczowy kosmita, Zero. Jak można się domyślić, odbyło się to wbrew jego woli, podobnie zresztą, jak wszelkie badania, które nastąpiły po złapaniu. Na szczęście dla niego jedno z nich nie poszło do końca po myśli okrutnych ludzi – i tutaj pojawia się szansa na ucieczkę. Zero nie może sobie pozwolić na jej zmarnowanie. Tutaj wkraczamy my – korzystając z niesamowitej zdolności naszego bohatera, który potrafi teleportować się na bardzo krótki dystans, pomagamy mu w wydostaniu się z tego okropnego miejsca. Nie obędzie się naturalnie bez rozlewu krwi, miotania się po pomieszczeniach w poszukiwaniu windy zbliżającej nas do powierzchni i bez… humoru, choć przedstawionego w nieco karykaturalnej formie.
Skupmy się nieco na głównej umiejętności naszego bohatera, jaką jest wspomniane wcześniej teleportowanie. Dzięki niemu uroczy kosmita może w mgnieniu oka przebrnąć przez niezbyt grubą ścianę, a nawet trafić do wnętrza niektórych przedmiotów – beczek, kanistrów i innych. Jest to jednak również doskonała broń – Zero nie widzi problemu w teleportowaniu się do wnętrza strażników czy naukowców i rozsadzenia ich od środka. Jak odbywa się ten proces? Może nie będę opisywał biologicznych jego etapów, acz wspomnę o konieczności oszalałego walenia w klawisze kierunkowe do momentu, w którym nastąpi wybuch. Niszczyć można nie tylko ludzi, ukazując tym samym zawartość ich wcześniej zjedzonego obiadu, ale również wszelkie obiekty, w których będziemy przebywać. Warto wspomnieć, iż grać w Warpa można na kilka różnych sposobów – nie tylko rozwalając wszystkich strażników, jakich napotkamy, ale także przemykając obok nich i chowając się w okolicznych obiektach. Niezaprzeczalnie pierwszy sposób ma swój urok, jednak znudzeni rozpruwaniem flaków (tak, to może się znudzić), możemy ostatecznie spróbować również tej drugiej metody. W każdym razie będzie to konieczne, by nie umrzeć z nudów po raz milionowy rozwalając tak samo wyglądającego i zachowującego się strażnika.
W czasie trwania całej dość długiej gry natkniemy się na zaledwie kilka ich rodzajów – początkowo będą to zwykłe pionki uzbrojone w karabiny i niezbyt duże pokłady zbyt sztucznej inteligencji. Później pojawią się cwaniacy z tarczami wodnymi (woda to żywioł, którego obawia się nasz bohater). To by było na tyle. Do przeszkód stojących na drodze kosmity doliczyć należy wszelkiego rodzaju lasery, karabiny, działka laserowe i wszelkie inne świecące cuda. Wielką frajdę sprawia omijanie wszystkich przeszkód, gdy te występują w większej ilości. Wtedy trzeba bardzo szybko działać i korzystać z umiejętności teleportu w odpowiedni sposób. To właśnie te momenty dynamicznej przeprawy przez pięcioosobowe „legiony” wrogów, którzy nie zawahają się zabić nawet swoich kompanów, gdy przyuważą nas czyhających w ich wnętrzu, prezentują się tutaj najlepiej.
Smutna wiadomość dla członków Klubu Wyzwolenia Kosmitów i innych osób lubiących przybyszów z innej planety. Naukowcy w Warp okazali się bardziej brutalni, niż ustawa przewiduje i złapali kilka innych istot pozaziemskich. Znajdując ich w miejscach przeznaczonych do torturowania jesteśmy w stanie zaabsorbować ich umiejętności – po co ich ratować, skoro można zrobić użytek z ich zdolności? Tak oto wraz z postępami w grze będziemy w stanie wytworzyć hologram własnego „ja”, by zmylić przeciwników i zwieść w pole samonaprowadzające działka. Przyda się również zamiana miejsc z hologramem, dostępna jeszcze później, lub też stworzenie kopii któregoś z wrogów. Brzmi nieźle, prawda?
Nie poddając tego pod dyskusję dodam, że rozgrywka w opisywanej właśnie przeze mnie produkcji w głównej mierze polega na zwiedzaniu uroczej podwodnej placówki badawczej i poszukiwaniu wyjścia z niej. Czasem zawodzi kamera, częściej sterowanie ludzikiem, ale ogólnie zwiedzanie jest równie przyjemne, co sama rozgrywka. Niejednokrotnie na swojej drodze przyjdzie nam napotkać na różnego rodzaju zagadki logiczne – głównie związane z uruchomieniem jakiegoś mechanizmu, często z dotarciem w określone miejsce bliżej nieokreśloną drogą. Dodatkowo występujące gdzieniegdzie minigry, w których liczy się czas wykonania, czynią grę jeszcze ciekawszą i odrywają nas nieco od desperackiego poszukiwania wyjścia.
Do modelu rozgrywki dopiszmy jeszcze odnajdywanie i zjadanie „znajdziek”, które w tej produkcji występują w postaci larw. A jak wiadomo, każdy Marsjanin kocha larwy. Poukrywane w najmniej odpowiednich miejscach, służą nie tylko do zwiększenia swojego prestiżu, ale również pełnią rolę swoistej waluty. Przy każdej specjalnej maszynie możemy wymienić ich określoną ilość na zwiększenie zdolności naszego bohatera. Jesteśmy w stanie na przykład zwiększyć jego szybkość poruszania się czy nadać jego hologramowi wybuchowej osobowości (dosłownie, nie w przenośni). Cała produkcja została ubarwiona przesympatyczną oprawą graficzną, której sympatyczności nie psuje nawet wszechobecna krew. Podczas zabawy Zero wydaje urocze odgłosy i chciałoby się posmerać go po brzuszku. Dotykając monitora okazuje się jednak, że to tylko gra, a pieszczenie bohatera nie zostało wzięte pod uwagę przy jej projektowaniu. Może pojawi się kiedyś, w DLC…
W sumie rzecz ujmując Warp to gra, przy której można w bardzo przyjemny sposób spędzić wolny czas. Złośliwi przyczepią się do zawodzącego sterowania (gra jest portem z Xboxa – nie ma tu liczyć na opis czy zmianę sterowania „klawiaturowego”), podli do pracy kamery. Są to jednak drobnostki, nad którymi przeciętny gracz (jakim i ja jestem) długo się nie zastanawia. Prawdą jest, iż jest to jedna z lepszych Steamowskich produkcji. Niezaprzeczalnie warto dołączyć ją do swojej kolekcji. Polecam.

