Dead Synchronicity: Tomorrow comes Today - recenzja gry - gry, minigry, opisy gier, darmowe gry, solucje do gier, poradniki do gier
Zacznij pisać nazwę gry / firmy w dowolnym języku, a podpowiemy Ci resztę!


Zachować człowieczeństwo

Recenzja gry Dead Synchronicity: Tomorrow comes Today
napisał # Krzysztof „Bebop” Kałuziński, 10 maja 2015
Obóz dla uchodźców mówili, okres przejściowy mówili, odbudowa mówili... Zwykłe chrzanienie! A te brudne szczury ukrywają jeszcze chorych! Naśle na nich świnie, popamiętają mnie. W kółko tylko: kret to, kret tamto. Zazdroszczą szczury, zazdroszczą! Nie obchodzi mnie to, są słabi, ja wiem jak sobie radzić. Rób to co musisz, prosta zasada. Może kiedyś te ohydne, brudne szczury to zrozumieją.

Pozwoliłem sobie na taki wstęp, bo całkiem nieźle oddaje charakter Dead Synchronicity. Zawsze podkreślam, że przygodówki to nie moja działka. Ktoś jednak rzucił apokalipsa, ktoś pandemia i trafiło mnie. Choć gra została stworzona przez Fictioramę, sygnowana jest logiem Daedalica, co dobrze o niej świadczy. Przynajmniej wstępnie.

Jeden z licznych przebłysków Michaela.


Fabułą koncentruje się wokół postaci Michaela, człowieka który musi odnaleźć się w obcym dla siebie świecie. Dość standardowo jest to bohater dotknięty amnezją, który w dodatku przez jakiś czas pozostawał w śpiączce. Zapomniał o Wielkiej Fali (ang. Great Wave), katastrofie naturalnej, która przeszła przez świat obracając go w gruzy, utrudniając dostęp do prądu i zasobów wody. Na domiar złego pojawiła się tutaj także choroba dziesiątkująca ludzkość. Dotknięci nią ludzie (tzw. dissolved) miewają dziwne objawy, utrzymują, że rozmawiali ze zmarłymi, wiedząc o rzeczach, o których nie powinni mieć pojęcia. Nikt nie wie jak wyleczyć ten stan, nieznany jest też sposób rozprzestrzeniania się tego choróbska, zresztą wojsko szybko zabiera chorych od ich rodzin i słuch po nich ginie. Miejsce, w którym rozpoczyna się rozgrywka przypomina obóz koncentracyjny. Jego mieszkańcy otoczeni są przez wieże wartownicze i uzbrojonych żołnierzy. Traktowani są jak obywatele drugiej kategorii, nazywani szczurami. Określeń jest zresztą więcej, obozowi szpicle to krety, a żołnierze określani są mianem świń.

Wstrząsających scen nie brakuje.


Choć zagrywka z amnezją to trik stary jak świat i mocno już wyświechtany to Fictoramie jestem skłonny to wybaczyć. Stworzony przez nich Michael to postać bardzo realistyczna, której moralność wyróżnia się na tle nowych realiów. Skrywa w dodatku tajemnicę, którą wraz z nim musimy odkryć. Jego charakter wielokrotnie zostanie poddany próbie - Michael broni się przez wyznawaną tutaj jedyną prawdziwą zasadą przetrwania: rób to, co musisz. Im bardziej jednak przed nią ucieka, tym mocniej się do niej zbliża. W całej grze nie brak gorzkich, smutnych i przerażających scen. Mamy tutaj dzieciaki czekające na rozstrzelanie, kobietę przymuszaną do prostytucji, nawet sami potwornie deformujemy twarz pewnego nieboszczyka za pomocą kwasu i kawałka szkła. Tego typu sceny w filmach czy innych grach często wykorzystywane są jako tanie sensacje, które mają przykuwać do ekranu swoim szokującym charakterem, nic więcej. W Dead Synchronicity jest na szczęście inaczej - twórcy z Fictioramy odrobili pracę domową i wyszli z tego z twarzą. Każda taka scena ma solidne uzasadnienie, jest ważnym dopełnieniem historii, ma nam coś uświadomić. Czy to konsekwencje naszych działań, czy też ludzką brutalność. Twórcy podkreślają, że tworząc grę wzorowali się m.in. na książkach Josepha Conrada czy Phillipa K. Dicka, ja dorzuciłbym tutaj jeszcze Orwella czy Strugacckich. Szczerze mówiąc, historia Michaela to świetny materiał na książkę.

Suicide Park, jedna z najlepszych lokacji w grze.


Aurę gry dopełnia przejmująca, szara, rysunkowa grafika. Świetnie wypadają lokacje, iście falloutowe krajobrazy. Piaszczyste tereny, ruiny miasta, wszędzie wraki, złom – jako fan postapo doceniam takie szczegóły. Absolutnym majstersztykiem jest Southside Park, po Wielkiej Fali przemianowany na Suicide Park (ang. Park Samobójców). Miejsce o tragicznej historii, z którą warto się zapoznać. Brawa też za dobrze dobrane udźwiękowienie oraz rozpisanie kwestii, posłuchajcie sobie jakim kwiecistym językiem mówi Misha – żona kreta z obozu. Co ciekawe, za audio nie odpowiada żadna firma zewnętrzna. Dead Synchronicity zawdzięcza soundtrack stworzonemu w roku 2007 zespołowi Kovalski, którego członkowie należą do ekipy Fictioramy. Wzorem był orkiestrowy rok lat 70. oraz włoskie Giallo.


Okno ekwipunku jest standardowe.


Długo się zastanawiałem jaką ocenę wystawić Dead Synchronicity. Stawiałem na 8, ale dzieło Fictioramy zrobiło na mnie tak duże wrażenie, że ostatecznie dałem punkt wyżej. Wcielenie się w Michaela było czystą przyjemnością, szkoda tylko, że gra tak szybko się zakończyła. Raptem cztery akty, zabawa na jeden wieczór. W dodatku gra urywa się w takim momencie, że na kolejne części będę czekał bardzo niecierpliwie. Twórcy potwierdzili już, że planują z Dead Synchronicity zrobić sagę. Oby tylko poziom pozostał ten sam lub wyższy. Jak widać klasyczne przygodówki jeszcze nie do końca umarły, lepiej się tu bawiłem niż przy drugim epizodzie The Walking Dead od Telltale.
Gra

Dead Synchronicity: Tomorrow comes Today

  • Platformy: MacPCiOSSwitch
  • Gatunek: Przygodowa» Point & Click» Przygodowa
  • Producenci: Fictiorama Studios
  • Wydawcy: # Fictiorama Studios
  • Tematy Alternatywna historia, Post-apokalipyczna
  • Perspektywa: Z boku
  • Prezentacja: 2D

Wydania gry

już wydane
10 kwietnia 2015 MacPC
# 20 sierpnia 2015 PC
21 listopada 2017 Switch

Plusy

  • fabuła
  • klimat
  • warstwa audiowizualna

Minusy

  • mogłaby być dłuższa
9 Niemal ideał