Mad Max - recenzja gry - gry, minigry, opisy gier, darmowe gry, solucje do gier, poradniki do gier
Zacznij pisać nazwę gry / firmy w dowolnym języku, a podpowiemy Ci resztę!

#

Mad Max

PCPS4XO

Szaleństwo na drodze

Recenzja gry Mad Max
napisał # Krzysztof „Bebop” Kałuziński, 06 listopada 2015
Odkąd usłyszałem o grze z Szalonym Maxem nie mogłem doczekać się jej premiery. Początkowy duży entuzjazm z czasem jednak zaczął przygasać, zaczynałem mieć spore wątpliwości. Screeny czy trailery graficznie nie zachwycały, a nie samą walką wręcz człowiek żyje. W dodatku premiera zbiegła się w czasie z niekwestionowanym faworytem - Metal Gear Solid V: Phantom Pain. Nawet odpowiedzialne za grę Avalanche Studios nie działało na korzyść Mad Maxa, bo jeszcze ciekawiej prezentowała się zapowiedziana kontynuacja Just Cause. Ciężka konkurencja.

Cool guys don't look at explosions 2.


Fabuła oraz wygląd gry nawiązują bardziej do najnowszej filmowej odsłony, w której Maksu grany jest przez Toma Hardego – u jego boku wystąpiła Charlize Theron. Zapomnijmy więc niestety o twarzy młodego Mela Gibsona. Główny bohater to były policjant. Po tym, jak utracił rodzinę pozostał mu już tylko ukochany wóz - Interceptor. Jego również zostaje jednak pozbawiony i to już na początku zabawy, gdy wdaje się w walkę z tymi „złymi”, czyli gangiem Scrotusa. Na swoje szczęście spotyka Chumbucketa - niezbyt przystojnego garbusa, wyglądem mocno przypominającego dzwonnika z Notre Damme (Quasimodo). Wyznający nowoczesną motoryzacyjną religię mechanik Maxa traktuje jak dawno wyczekiwanego świętego. Pragnie zbudować dla niego wymarzoną machinę Magnum Opus. Nie mając innych perspektyw bohater przystaje na jego propozycję i wspólnie zaczynają podróżować, zbierając kolejne elementy ulepszające pojazd. Fabuła zmierza do oczywistej konfrontacji z Scrabrousem Scrotusem.

Harpun jest idealny do niszczenia wież.


Mad Max to sandbox pełną gębą. Dostajemy tutaj kawał pustyni, którą eksplorować możemy autem, od biedy także pieszo. Do modelu jazdy na początku trudno było mi się przyzwyczaić. Nie jest arcede’owy, wóz porusza się dość ciężko, a prawie każda w nim zmiana wymaga ponownego wyczucia maszyny. Dostępnych modyfikacji jest bardzo dużo, większość odblokowujemy wraz z postępami w grze. Zależnie od preferencji możemy stworzyć szybkie, ale słabo opancerzone auto lub prawdziwą fortecę na kołach. Każda modyfikacja niesie za sobą konsekwencje. Zwrotna fura kiepsko spisuje się przy taranowaniu, ale pozwala łatwo unikać ataków. Ja jednak zdecydowałem się na ciężkozbrojnego potwora, wzbudzającego strach samym wyglądem. Zaczynamy z silnikiem V6, zmierzając do zrealizowania marzenia Maxa o V8. Zmieniamy rury wydechowe czy koła, a gdy znudzi nam się ogólny design auta możemy postarać się o stworzenie jednego z unikatowych Archaniołów. To specjalne bryki o ciekawym wyglądzie i nowych parametrach. Z kabiny Magnum Opus przeciwników ostrzeliwać możemy z obrzyna, a z czasem zyskujemy tez operowane przez siedzącego z tyłu Chumbucketa wybuchowe pociski czy harpun. Ten ostatni to zresztą bardzo przydatne narzędzie. Niszczymy za jego pomocą wieże snajperskie, wyłamujemy bramy twierdz, wyciągamy Scrotusów z ich aut. Uwierzcie mi, daje to sporo frajdy.

Jedna z zasypanych lokacji.


Drugim podstawowym elementem gry jest walka wręcz wzorowana (jakże by inaczej) na ostatnich Batmanach. Wykonujemy własne kombinacje ciosów, blokujemy i kontrujemy wrogów. Bijatyki są bardzo soczyste, Max nie przebiera w środkach, korzystając z technik rodem z wrestlingu. W razie potrzeby sięgamy po ostrza lub obrzyna. Na strzelankę jednak nie mamy co liczyć, amunicji nigdy nie jest zbyt wiele, a i nosić przy sobie możemy śmieszną jej ilość. O prawdziwej wymianie ognia nie ma więc mowy. Po zamontowaniu karabinu snajperskiego na Magnum Opus też za dużo nie postrzelamy.

Gorzej niestety wypada sztampowa fabuła, związane z nią zadania nie porywają, z wyjątkiem kilku chlubnych misji, możliwych do policzenia na palcach jednej dłoni. Max to gburowaty twardziel o osobowości porównywalnej do kamienia. Także inni bohaterowie nie powalają, ani kobieta Hope, ani lokalni przywódcy, nawet główny zły wypada blado. Samodzielnie sytuację stara się ratować Chumbucket. Niesamowicie ciekawa postać znakomicie odegrana przez Jasona Spisaka. Śmiało mógłby pojawić się w jakiejś kinowej produkcji, nadal słyszę jego „Saint!” i „Praise Be!”. Naprawdę genialny! Miałkie są zadania poboczne, wdzieranie się do baz Scrotusów początkowo bawi, z czasem jednak staje się bardzo schematyczne. Napotkani gdzieś na pustyni ludzie nie mają zupełnie nic ciekawego do powiedzenia... Słabo, słabo.

Burza piaskowa robi wrażenie!


Strona audiowizualna też nie zwala z nóg. Grafika została nieco w tyle, udźwiękowienie w ogóle nie zapadło mi w pamięć - może oprócz utworu „Soul of a Man” Stevena Sterna. Jeśli chodzi o dubbing to wypadł przeciętnie, mnie interesuje tylko Chumbucket. Dalej to już tylko ryk silników spalinowych, wyginającej blachy oraz trzask łamanych szczęk. Absolutnie zakochałem się za to w burzach piaskowych, które dość często napotykałem. W najgorszym ich momencie ekran ciemnieje, szaleje kurzawa i wicher, widoczność jest ograniczona, a podczas walki wrogowie czy nawet sam Max porwani mogą być przez podmuch. Bomba! Większość czasu spędzimy na pustyni lub w twierdzach. Avalanche zaspokoiło jednak świetnie moją potrzebę postapo. Jak? Wrzucając mnie do zasypanej stacji metra pośrodku wielkiego niczego. Zwiedzałem ją w słabym świetle latarki, a do środka musiałem dostać się przez przewrócony wagon. Hitem było ogromne lotnisko zasypane piaskiem. Zwiedzanie go pieszo czy autem kapitalnie buduje klimat. Przez moment czułem moc pierwszego Fallouta. Miłym zaskoczeniem był pasek życia, który nie odnawiał się automatycznie, bardzo przyjemnie.

Max nie ma sobie równych.


Zmierzamy do końca recenzji - sąd nad Mad Maxem czas więczacząć. Muszę przyznać, że Avalanche miało pecha, bo ich tytuł spotkał się lawiną gier, z którymi nie mógł konkurować. Trafił więc do szuflady z dziełami solidnymi, jednak niewybitnymi. Szkoda, że produkcja równała raczej do nowszej filmowej odsłony. Choć tytuł z Hardym został dobrze przyjęty, ja jednak wolałem starego dobrego Mela Gibsona w nieco obciachowej scenerii. Mimo wszelkich wad polecam każdemu fanowi gier akcji, a tym bardziej klimatów postapo. Jestem przekonany, że umili Wam czas do nadejścia Fallouta 4.
Gra

Mad Max

  • Platformy: PCPS4XO
  • Gatunek: Gra akcji» TPP
  • Producenci:
  • Wydawcy:
  • Tematy Post-apokalipyczna
  • Perspektywa: Trzecioosobowa (TPP)
  • Prezentacja: 3D

Wydania gry

już wydane
# 01 września 2015 PCPS4XO
# 01 września 2015 PCPS4XO

Plusy

  • soczysta walka
  • jazda Magnum Opus
  • Chumbucket
  • projekt niektórych lokacji

Minusy

  • fabuła bez polotu
  • nijaki główny bohater
  • bywa monotonna
7 Warta uwagi