Podróż godna zapamiętania
Recenzja gry Memoria
W grze jesteśmy w stanie poznać wiele interesujących postaci.
Memoria to produkcja kontynuująca fabularnie wątek rozpoczęty w wydanym dwa lata temu Chains of Satinav - po raz kolejny zatem powitać mi przyszło Gerona, który za cel stawia sobie odwrócenie losu przemienionej w kruka ukochanej Nuri. Jedynym sposobem na odczynienie rzuconego na nią uroku okazuje się sięgnięcie po pomoc tutejszego kupca - ten jednak za skontaktowanie goz potężnym magiem żąda przysługi. Pragnie rozwikłać spowitą tajemnicą historię księżniczki Sadji, która pewnego razu wyruszyła na wojnę, jednak tuż po tym słuch o niej zaginął. Fabuła zatem rozwidla się i symultanicznie pokazuje nam losy mężczyzny goniącego za szczęściem ukochanej oraz księżniczki, która za wszelką cenę chce zapisać się na kartach historii, a której losy musimy odkryć.
W grę grałem dość dawno, a pisząc powyższy akapit po moim ciele autentycznie przeszły ciarki! Świadczy to o jednym - ta historia zapada w pamięć i budzi wielkie emocje, nawet gdy już się ją do końca poznało i połączyło wszystkie elementy dość skomplikowanej układanki. Brnąć w kolejne części fabuły utwierdza się w przekonaniu, iż całość jest piekielnie wciągająca - cieszy też fakt, iż historia nie jest czymś przeznaczonym dla dzieci, a dziełem bardzo dojrzałym i dającym wiele do myślenia. Jest to jedna z niewielu gier, o których można śnić po nocach. Postaci są tak prawdziwe, iż martwimy się o nie i cieszymy się ich sukcesami. Miejsca zostały przedstawione w sposób bardzo mroczny i klimatyczny, a każdy element został połączony w taki sposób, by tworzył specyficzną atmosferę. Taką, której nie sposób zapomnieć.

Każda z lokacji tętni tutaj życiem.
Zarówno Sadją, jak i Geronem kierujemy w bardzo klasyczny sposób - posłusznie podążają oni za rozkazami kursora myszy, podnosząc wskazywane przedmioty i wchodząc w interakcję z wybranymi przez nas postaciami. Co tu jednak dużo mówić, jeżeli w przeciągu kilkunastu lat zdarzyło nam się grać w jakąkolwiek przygodówkę, tutaj powinniśmy się poczuć jak ryba w wodzie.
Nie niewielką cegiełkę, a prawdziwie olbrzymią cegłę do klimatu gry dołożyli aktorzy wcielający się w widoczne na ekranie postaci. Ich głosy brzmią bardzo naturalnie - widać, że przeżywają losy postaci tak samo, jak to mi się zdarzyło. Cieszy zróżnicowanie - nawet jeśli jeden aktor prężył swoje struny głosowe dla kilku postaci z gry, nie było to zauważalne. Cała reszta oprawy dźwiękowej stoi zresztą na wysokim poziomie - w trakcie zabawy przygrywają nam nuty równie dojrzałe, co cała historia. Memoria niczym nie odstaje od najlepszych przedstawicielek gatunku również oprawą graficzną - ta została wykonana odręcznie, co widać już na pierwszy rzut oka. Graficy przyłożyli się do swojej pracy. Raduje fakt, iż od razu jesteśmy przenoszeni do iście baśniowych, spektakularnych lokacji i nie musimy na nie czekać długo, jak to w poprzedniej odsłonie cyklu było.

Tych panów zamurowało z wrażenia po zagraniu w grę.
Memoria to gra bezsprzecznie magiczna - oferuje nie tylko satysfakcjonujący i nagradzający gracza za jego trudy model rozgrywki, ale też wgniatającą w fotel warstwę fabularną, którą śledzi się z wypiekami na twarzy od początku, aż do samego końca. Osoby wrażliwe grając w grę mogą się popłakać, twardziele - wzruszyć. Nikt jednak nie pozostanie obojętny na to, co dzieje się na ekranie. Jeżeli zatem nie przeszkadza nam powolny (w porównaniu do zaprezentowanego w grach akcji) model zabawy, o którym na tle innych elementów po prostu się zapomina, w tę grę po prostu musimy zagrać. Chociażby dla tych wszystkich wzburzających krew w żyłach emocji.


