Pająk we własnej sieci
Recenzja gry The Amazing Spider-Man 2Spidey tu, Spidey tam

Przyczajony Spidey.
Premiera kolejnej kinowej przygody Spideya już za nami, w rolach głównych takie gwiazdy jak Adnrew Garfield, Emma Stone czy Jaimie Foxx. Nic dziwnego, że temu wydarzeniu towarzyszyło również wydanie gry przez studio Activision. Informowaliśmy już wcześniej w newsach, że wirtualne losy alter ego Petera Parkera nie są wzorowane na tych z najnowszego filmu. Zamiast tego twórcy serwują odrębną fabułę, dzięki której na drodze Spidey'a staje znacznie więcej wrogów znanych z kart komiksu. Takie rozwiązanie powinno dać graczom więcej satysfakcji. Cóż, teoretycznie.
Znów na ekran komputera
Fabularnie faktycznie dzieje się więcej niż w filmie, Spidey śmiga po Manhattanie udaremniając łotrom zniszczenie jego miasta. Na jego drodze staje wielu znanych fanom Marvela bohaterów, nie zabraknie znakomitego łowcy Kravena, władcy przestępczego świata Kingpina, Zielonego Goblina czy protagonisty z filmu - Elektro. Szkoda tylko, że historia wcale nie porywa, kolejne wątki rzucają gracza po Nowym Jorku prawie bez ładu i składu. Fabuła to jedynie pretekst do kolejnych starć. Śmiało można by wyciąć wszystkie przerywniki filmowe, nie byłaby to żadna strata dla tytułu. Czy warto więc było odrzucić fabułę z filmu? Zdecydowanie nie. Może gdyby oparto na niej losy Spider-Mana miałaby jakikolwiek sens.

Klasyczny strój można zamienić na inny praktycznie w każdym momencie.
Poruszanie się dzięki pajęczym sieciom po Manhattanie może sprawiać frajdę, pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że jest to najlepszy element tego tytułu. Lawirując między ogromnymi budynkami czułem się jak bohater z mojego dzieciństwa. Gorzej niestety wypada... reszta. Zadań dodatkowych jest wiele, ale są one bardzo powtarzalne. Ratujemy ofiary z płonących budynków, zabezpieczamy bomby czy zapobiegamy przestępstwom wybijając je z głowy lokalnym bandziorom. Misjami pobocznymi powinniśmy się zajmować, gdyż wpływają one pozytywnie na naszą reputację. Jeśli za nic mamy biednych obywateli, spada ona drastycznie, a wtedy nie uzyskujemy bonusów ułatwiających rozgrywkę. Bardzo szybko się one jednak nudzą - nie miałem ochoty cały czas mierzyć się z tymi samymi przeciwnościami, po raz n-ty powtarzać tych samych czynności, więc pod koniec gry media i policja nie miały o mnie zbyt dobrej opinii.
Batman idolem Spidey'a?
W elementach rozgrywki niefortunnie wypada również pogoń za Batmanem autorstwa Rocksteady. To desperackie dążenie do dorównania tytanowi komiksowych bohaterów na rynku gier sprawia, że Activision jeszcze bardziej zostaje w tyle. Walka z reguły ogranicza się do klepania dwóch klawiszy myszki, lewy to atak, prawy natomiast blok lub kontra. Dodatkowe akcje w postaci doskoków czy strzałów z sieci nie mają niestety większego wpływu na atrakcyjność rozgrywki. Ciekawym, choć niewykorzystanym pomysłem jest skradanie - także wzorowane na Mrocznym Rycerzu. Nie Tryb Detektywa, ale Pajęczy Zmysł miał pozwolić Spideyowi na uzyskanie statusu cichego drapieżnika. Nasz bohater atakuje z zaskoczenia czy ukrywa się na żyrandolach. Mało? Mało.

Trzeba dbać o dobry PR.
Warstwa wizualna pozostawia wiele do życzenia, Spidey walczy z armią klonów w nie najlepiej wykonanych lokacjach. Bardzo sztucznie wypada też początkowo aktor wcielający się w postać protagonisty - trochę zbyt bardzo stara się sprawiać wrażenie wyluzowanego. Czasem jednak brzmi jak półgłówek i to w sytuacji, gdy wymagana jest powaga. Z czasem jest lepiej, albo po prostu zdążyłem się przyzwyczaić, ciężko powiedzieć. Pozostali bohaterowie wcale nie wypadają lepiej. Są tak drętwi, że sam Pinokio mógłby mieć przy nich kompleksy. Poza tym pojawiają się dosłownie „na chwilę”, swoją grą nie wnoszą zbyt wiele. Pojedynki z nimi to też żadne wyzwanie, dzielą się na kilka etapów, w których zawsze postępujemy zgodnie z wytyczonymi przez twórców sposobami. Przetrwałem więc kuriozalny pojedynek z Kravenem (oj, spojler...), który ukrywał się na drzewach w parku, w środku Nowego Jorku (!), zawiodłem się miałkim starciem z Zielonym Goblinem i chętnie nigdy więcej nie stanąłbym w szranki z Kingpinem z obawy o śmierć przez zanudzenie.
A na koniec...

Wypatrujemy wroga...
The Amazing Spider-Man 2 miał dobry wzór. Batman to kopalnia pomysłów, nic dziwnego że wiele z nich jest powielana przez inne studia. Spidey miał przy tym duży potencjał do stania się produkcją ciekawą, dobrze oddającą możliwości bohatera ze stajni Marvela. Niestety, próba wzorowania się na serii z Arkham w tytule okazała się być bardzo nieudolna. Wielka szkoda, bo taki bohater zasługuje na znacznie więcej. Bez większych funduszy, dłuższego czasu poświęconego na dopracowanie i większego zaangażowania nic się nie zmieni. Byle zdążyć przed premierą filmu to kiepska strategia. Zamiast liczyć na łatwą sprzedaż, Activision powinno się do działania przyłożyć. Mimo oczywistych wad The Amazing Spider-Man 2 może dać trochę przyjemności, nie ma to jak zwiedzać miasto bujając się na sieciach. Fani Pajączka mogą się przez chwilę zabawić.



