Trza być w butach na weselu
Recenzja gry The Witcher 3: Hearts of Stone
Szykowny Geralt z Ryvii.
Zaczyna się jak zawsze - od zlecenia na potwora. Geralt odwiedza niejakiego Olgierda von Evereca i przyjmuje zadanie ubicia bestii z kanałów oxenfurckich. Jak zawsze jednak w przypadku REDów, nic nie jest takie, jak początkowo wygląda. Nawet ropuszek, z którym się spotkamy jest kimś znacznie ważniejszym niż przeciętny bies i w wyniku jego zaszlachtowania wiedźmin ląduje zakuty na statku, płynący do dalekiego Ofiru. Z pomocą przychodzi mu Gaunter o'Dim, oczywiście nic nie jest za darmo, a umowa między bohaterami nie stanowi wyjątku. W zamian za ratunek Geralt musi wypełnić trzy zadania dla Olgierda, którego również wiąże pakt. Oczywiście von Everec nie będzie starał się tego ułatwić, wybierając wręcz niesamowite życzenia.

Klucznik we wlasnej osobie.
Fabularnie jest wyśmienita, a nowa zawartość trzyma w napięciu nawet bardziej niż podstawka, przez co nawet o czwartej w nocy ciężko było mi odejść od komputera. Zadania są bardzo różnorodne, wymagają nie tylko machania mieczem, ale i główkowania. Pojedynek z ropuszką to nie lada wyzwanie. Zamiast potrząsać szabelką, uciekałem przed atakami, ucząc się boleśnie na własnej skórze strategii mojego przeciwnika. Było ciężko - gdyby nie ochrona znaku Quen czy unieruchomienie Yrden byłoby jeszcze gorzej. Im dalej w las, tym mocniejsze doznania. Walczący łopatą przerażający Klucznik też ostro zalazł mi za skórę. Poziom trudności jest wysoki, jest to przyjemnie wymagająca gra, która jest przy tym niefrustrująca. Miło było wrócić do trybu wiedźmińskich zmysłów czy rozwiązywania zagadek. Sam klimat opowieści mocno nawiązuje do klasyki polskiej twórczości. Mamy tutaj wesele jak u Wyspiańskiego, kompania Olgierda przypomina zgraję Kmicica z Potopu, sam zaś ataman, jego pakt z Panem Lusterko i trzy życzenia są jak żywcem wyrwane z historii o panu Twardowskim. Współczuję zagranicznym graczom, którzy w większości jednak nie zaznajomieni z tymi nawiązaniami, nie będą potrafili ich zrozumieć. To jednak z pewnością nie przeszkodzi im w świetnej zabawie.

Cool guys don't look at explosions.
Imponuje niesamowita galeria postaci. Miło było znów zobaczyć Shani i z medyczką poromansować. Chylę jednak czoła przed Panem Lusterko i Olgierdem. Postacie te przygotowane zostały w sposób perfekcyjny. Już podczas pierwszego spotkania z Gaunterem o'Dimem na początku oryginału czułem, że bohater ten ma potencjał. Obaj panowie stanowią o sile Serc z Kamienia i idealnie wpisują się w tytuł dodatku.
Wizualnie wiele się nie zmieniło, choć na wyróżnienie zasługują nowe lokacje. Ponura rezydencja Olgierda straszy nawet zanim zrobi się w niej niebezpiecznie, lecz dopiero gdy poznamy jej alternatywny wygląd, niczym wyrwany z malarskiego płótna, doceniamy całe piękno. Dźwiękowo jest świetnie, tak jak poprzednio. Głosy zostały idealnie dobrane, zapadają w pamięć. Novum wprowadzonym w dodatku jest za to postać zaklinacza. To zupełnie nowy rzemieślnik, który jest w stanie pod wieloma względami zwiększyć możliwości broni oraz elementów pancerza. Nadajemy mu w ten sposób specjalne, magiczne zdolności, np. leczące. Daje to wiele możliwych kombinacji i z pewnością niejeden gracz posiedzi w tabelkach, szukając dla siebie odpowiedniej opcji. Oczywiście nie zabraknie nowego rynsztunku w postaci zbroi cechu Żmii (wreszcie!), a także tych pochodzących z Ofiru, zamorskiego państwa, którego mieszkańców cechuje bardzo arabski wygląd.

Beckham jak malowany!
Co tu dużo mówić, Serce z Kamienia to dodatek lepszy od oryginału. To zrozumiałe, stworzyć produkt krótszy, bazujący na ukończonym, sprawdzonym projekcie jest znacznie prościej niż cały tytuł. To jednak dodatkowi w żaden sposób nie umniejsza. Szlachecka historia urzekła mnie i przeciwieństwie do oryginału nawet na moment mnie od siebie nie odrzuciła. Był czas na śmiech, zadumę i smutek. Żal było tylko podchodzić do finałowego zadania wiedząc, że wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć. W tym momencie CD Project RED ustawiło sobie bardzo wysoką poprzeczkę. Przeskoczyć ją może tylko kolejny dodatek Krew i Wino, który pozwoli nam przenieść się do Touissant. Czy jednak da radę? Życzę tego sobie i wszystkim fanom Wieśka.

Wiedźmin 3: Serca z Kamienia
