Wiedźmin na rozstaju dróg
Recenzja gry The WitcherWiedźmin! Trza dziewki pozamykać!
Co do jakości gry można było mieć dobrze uzasadnione obawy, rekomendacją był oczywiście Sapkowski i świetnie opisany przez niego świat, jednak mając w pamięci adaptację filmową, płytką i nieciekawą, nie wszyscy byli do dzieła przekonani. Ja sam jako człowiek, który z historią Geralta miał sporo do czynienia, podchodziłem do niego z pewną obojętnością, nie nastawiając się ani na to, że gra okaże się być hitem, jak i że zostanie, podobnie jak ekranizacja, zmiażdżona przez krytykę. Ciekawość oczywiście po raz kolejny wygrała i postanowiłem zagrać. Początek jednak mnie nie przekonywał. Fabuła musiała się rozkręcić, nabrać tempa by pokazać jak wiele potencjału w niej tkwi. Gra została dopracowana i choć pojawiło się w niej kilka błędów, na które trudno było nie zwrócić uwagi, uważam, że jej zalety z łatwością zrzucają je na dalszy plan.
Jak można być takim głupcem by wynająć przeciwko sobie wiedźmina?
Wspomniałem we wstępie, że początek nie zachwyca. Cóż, manewr z utratą pamięci wykorzystywany był już wielokrotnie i zawsze spotykał się u mnie z niezbyt przychylną reakcją. Z drugiej jednak strony potrafię sobie wytłumaczyć taką decyzję twórców. Wiedźmin wydany został w końcu nie tylko w Polsce, a gracze zagraniczni niezaznajomieni z losami Geralta mogliby się łatwo pogubić i zniechęcić. Dzięki temu zabiegowi razem z Białym Wilkiem mają oni możliwość poznania jego przeszłości i na nowo zaprzyjaźnienia się z takimi postaciami, jak Jaskier czy Zoltan. Przeprowadzono to w taki sposób, że zaskakująco dobrze współgra z ogólną osią fabuły i po pewnym czasie nabiera większego sensu, lecz mimo wszystko przez dłuższy czas pozostaje pewien niesmak po tym niezbyt mrawym początku. Nad Geraltem przejmujemy kontrolę w Kaer Morhem, starej twierdzy wiedźmińskiej, gdzie wraz z pozostałymi towarzyszami odpieramy szturm prowadzony przez nieznanych napastników. Jest to swego rodzaju samouczek, w którym poznajemy kolejno zasady walki, używania eliksirów oraz doboru stylu walki w zależności od wroga, z jakim przyjdzie nam walczyć (o tym później). Już tutaj zauważyć można bardzo ważny punkt gry, mianowicie te fragmenty, w których możemy dokonać wyboru w różny sposób wpływającego na fabułę (wpływ mniejszy lub większy). Rozważamy więc pomoc naszej dobrej znajomej Triss w walce z magiem lub starcie z ogromną przerazą wraz z pozostałymi wiedźminami. Prolog to jednak tylko przedsmak, zabawa zaczyna się dopiero wtedy, gry tropem napastników Geralt wyrusza do Wyzimy. Tam wreszcie mamy okazję zobaczyć jak Biały Wilk żyje na co dzień, przyjmujemy zlecenia na potwory, upijamy się na umór z miejscowymi, przegrywamy oszczędności w kościanego pokera lub bierzemy udział w walkach na pieniądze. Wszelkie spotkania ze znajomymi wypadają przy tym bardzo ciekawie, a już najbardziej przypadła mi do gustu popijawa z Shani, Jaskrem i Zoltanem. Geralt latający po ogóreczka? Czemu nie? Naprawdę jest z czego się pośmiać.

Walki są dynamiczne i widowiskowe.
Przyznam, że mnie zauroczyły w grze najbardziej dwie rzeczy: wyraziści bohaterowie oraz właśnie trudne wybory. Genialnie wystylizowany język, znakomite żarty i liczne nawiązania (choćby Geralt, który swoją narrację podsumowuje zdaniem "Prawie robi różnicę", co dla mnie było oczywistym nawiązaniem do pewnej reklamy ;)); poza tym rozmowy są ciekawe, nie ważne czy mamy do czynienia z głupawym chłopkiem czy też szlachconym rycerzem. Co ciekawe świat cały czas tętni życiem i warto czasem zatrzymać się, posłuchać o czym konwersują między sobą ludzie lub jak pod nosem szepczą jakieś lokalne mądrości. Wraz z muzyką i samą otoczką związaną z twórczością Sapkowskiego buduje wyjątkowy klimat. Zastanawiam się przyznam, jak wypada całość w innych językach. Jestem niemal pewien, że dialogi tracą nieco w innych wersjach, bowiem nie wszystko da się w nich oddać z taką dokładnością. Co do wyborów moralnych to przyznam, że stanowią one nie lada wyzwanie. Bo po czyjej stronie powinno się opowiedzieć? Stanąć za elfami, które walczą o lepszy dla siebie świat, o wolność i równość? A może za Zakonem zapewniającym pokój, stabilizację, pomagającym tym najbardziej potrzebującym? Tym ciężej wybrać stronę konfliktu, gdy dowiadujemy się o ich zbrodniach. Na własne oczy oglądamy morderstwa, kradzieże, samosądy i degenerację. Więcej zdradzał nie będę, choć nie mogę się powstrzymać by nie wspomnieć chociaż paroma słowami o tym, iż przyjdzie nam parę razy decydować czy gorszą naturą kierują się potwory czy też ludzie. Warto tutaj wspomnieć, iż Geralt usilnie zaprzecza jakoby posiadany przez niego miecz stalowy miał służyć jako narzędzie do walki z ludźmi, a przecież w walce z potworami jest on dużo mniej skuteczny niż srebrny. Oczywiście można nim ubijać również i zwierzęta, ale nawet wieśniacy wiedzą, jaka jest jego prawdziwa rola.
Warto wspomnieć o powiązanych z fabułą scenkach, które ukazują dzieje oraz konsekwencje działań Geralta. Autorzy zrezygnowali z filmików na rzecz bardzo dobrze wykonanych obrazów. W połączeniu z narracją prowadzoną przez bohatera daje to bardzo klimatyczny rezultat. Same filmiki w grze owszem pojawiają się, jeden jeszcze na początku, drugi tuż po epilogu. Przygotowane zostały perfekcyjnie. Nic zresztą dziwnego, gdyż za ich wykonanie odpowiedzialny był nie kto inny jak sam wielki mistrz Tomasz Bagiński. Ten sam, który w 2002 nominowany był do Oscara za słynną Katedrę. Pierwszy z filmików znany jest już chyba wszystkim. Pojedynek Geralta ze strzygą rzeczywiście wygląda wyjątkowo imponująco i jest dobrą zapowiedzią samej gry. Co się tyczy zaś ostatniego to, by nie zdradzać zbyt wiele, powiem, że warto przejść całość choćby po to, by go obejrzeć. Aby na własne oczy przekonać się, iż na jednej części historia Rzeźnika z Blaviken na pewno się nie skończy.
Na pohybel dysonansom!
Pozwolę sobie zacząć od poruszenia kwestii samego głównego bohatera. W nasze dłonie zostało oddane rozbudowane (może nawet zbytnio) drzewko umiejętności, w którym wraz z kolejnymi poziomami możemy zwiększać takie podstawowe współczynniki bohatera jak siła, zręczność czy inteligencja, ale również zasięg czy natężenie wiedźmińskich znaków oraz wszystkich trzech, styli zarówno dla miecza stalowego, jak i srebrnego. Początkowo zakres ruchów Geralta nie jest zbyt imponujący, jednak już po przeskoczeniu kilku poziomów i odpowiednio zainwestowanym punktom nasz bohater staje się prawdziwą maszyną do zabijania.

Ta pani zdecydowanie lepiej prezentuje się w pełnej krasie.
Ważny jest oczywiście odpowiedni dobór stylu walki do naszego przeciwnika. Twórcy stworzyli trzy jego odmiany: silny, szybki i grupowy. Pierwszy z nich sprawia, że Geralt wymierza mocarne ciosy zadając duże obrażenia, dzięki czemu skutecznie sprawdza się przeciwko mocno opancerzonym przeciwnikom. Kiedy jednak przyjdzie nam stanąć w szranki ze zwinnymi szermierzami zdolnymi do parowania naszych ataków, przechodzimy do drugiego ze styli, który pozwala z łatwością opanować sytuację. Na koniec pozostaje ostatni, moim zdaniem najciekawszy, choć Biały Wilk używając go zadaje najmniejsze obrażenia. Styl grupowy, jak sama nazwa wskazuje, idealnie sprawdza się podczas starć z większą liczbą wrogów. Otoczony Geralt rozdaje razy na prawo i lewo, efektownymi młynkami tnie wrogów i powala ich na ziemię. Kluczem od wygrania walki nie jest tutaj bezmyślne klikanie, lecz naciskanie przycisku myszy w odpowiednim momencie. W ten sposób tworzymy segmenty, które łączą się ze sobą w kombinacje i nie wyrywają Białego Wilka z rytmu walki. Niekiedy możemy również wykonać jeden z ciosów kończących. Wystarczy, że ogłuszymy obitego przeciwnika chociażby znakiem Aard. Szkoda, że z czasem walka staje się troszkę zbyt prosta i monotonna.
Skoro już mowa o znakach to są one bardzo ważnym elementem potyczek, ale nie tylko. Wyróżniamy pięć ich rodzajów. Jest więc wspomniany już Aard, stanowiący swego rodzaju telepatyczne pchnięcie, wykorzystywane zarówno w walce, jak i podczas niszczenia mniej wytrzymałych barykad i ścian. Igni pozwala podpalić naszych wrogów, Axii wpłynąć na ich umysły tak. by je ogłupić lub nawet na moment przejąć nad nimi kontrolę. Poznajemy również Yrdenn będący swego rodzaju pułapką, a także Quen, czyli tarczę chroniącą naszego bohatera.

Co to za RPG bez zadań na cmentarzu.
Czym jednak byłby wiedźmin bez swojej alchemii? To właśnie ta zdolność pozwala mu produkować i spożywać takie eliksiry. jak Jaskółka (zwiększająca regenerację) czy Kot (pozwala widzieć w ciemnościach). Receptur jest oczywiście o wiele więcej. Małą ich część znamy już od początku, pozostałe zdobywamy w walce lub kupując w sklepie w dalszej części gry. Do stworzenia każdego z tych napoi potrzebujemy alkoholu oraz składników (zwykle zawartych w roślinach). Niekiedy będziemy mieli również możliwość wytworzenia mutagenu, który na stałe zwiększy pewne cechy lub zapewni Geraltowi nowy, przydatny atrybut. Należy jednak pamiętać, że eliksiry są trujące i przedawkowanie ich może mieć fatalny rezultat. dlatego też pilnujemy naszego poziomu toksyczności i rozsądnie dobieramy mikstury. Alchemia służy również do wytwarzania petard dających przewagę podczas walki, jak i smarowideł czasowo zwiększających siłę naszych mieczy.
Jeszcze tylko parę słów o dostępnych broniach i zakończymy temat związany z walką. Standardowo Geralt dźwiga przy sobie dwa wcześniej wspomniane rodzaje mieczy. Może jednak wybrać jeszcze bronie dodatkowe, takie jak pochodnia, siekiera czy sztylet. Szybko okazuje się jednak, iż korzystanie z nich nie jest zbyt dobrym pomysłem, bowiem nie są one wykorzystywane wraz z wiedźmińskimi stylami walki. Są wobec tego dalece mniej skuteczne i raczej mało potrzebne.
Wypadałoby chyba wspomnieć również o licznych romansach Geralta, które charakterystyczne są dla tego bohatera. W grze często mamy okazje do zaciągnięcia kolejnych kobiet do łóżka, zaś nasze osiągnięcia nagradzane są kartami. Przedstawiają one obrazy naszych zdobyczy, często więcej odsłaniając niżby ukrywając.
Jeśli chodzi o grafikę to została wykonana zaskakująco dobrze. Uwagę zwracają szczególnie świetne animacje walki, ale również do plenerów nie można mieć większych zarzutów. Lokacje zostały ładnie wykonane, nie kłują w oczy, a nawet wprost przeciwnie – przyciągają spojrzenie. Nie najnowszy już silnik gry (Aurora) został przez twórców chyba maksymalnie wykorzystany. O muzyce wspominałem jeszcze na początku, ale powtórzę się. Dobrana została bardzo dobrze, wpada w ucho i naprawdę przyjemnie się jej słucha nawet po opuszczeniu świata Geralta i jego problemów. Idealnie komponuje się z tym co ma miejsce na ekranie.
Wypijmy za błędy
Nawet jednak tak dobre dzieło nie ustrzegło się mankamentów. Uwagę można zwrócić przede wszystkim na animacje postaci podczas rozmów. Są one nieco sztywne i nie przekonują do siebie, co jest nieco dziwne zważywszy na to, iż wszystkie inne zostały tak dobrze wykonane. Drażniła mnie również drastycznie mała liczba modeli postaci. Wielokrotnie natrafiałem na tych samych przeciwników i przechodniów, przez co miałem wrażenie, iż biorę udział w kolejnej bitwie klonów. Sam George Lucas byłby z tego dumny. Z żalem przyznaję, że ten element został przez twórców zlekceważony. Zdarzały się również momenty, w których pojawiały się problemy z wykryciem kolizji. Przypadki te były co prawda rzadkie, lecz przedziurawiony przez miecz lub rękę wroga (!) Geralt pozostawiał na kilka minut spory niesmak.

Sojuszników warto szukać wszędzie.
Do siebie nie przekonał mnie również ekwipunek. Ikonki przedmiotów są wyjątkowo małe, co utrudnia ich rozpoznanie, a także wprowadza chaos. Przyznam, że ograniczałem grzebanie tam do minimum, od czasu do czasu wymieniając uzbrojenie, sprawdzając ilość posiadanych mikstur lub przedmioty fabularne. Ostatnim słabo wykonanym projektem okazała się mapa, która tak naprawdę w niewielki sposób ułatwia nam zadanie. Jest mała i korzystanie z niej jest uciążliwe. Teoretycznie powinna wskazywać cel, lecz niekiedy potrafi być myląca.
– Zoltan możesz mi wyjaśnić, czemu pijemy z kubków. Głowę daje, że widziałem tu gdzieś kieliszki...
– Poważne problemy, należy rozwiązywać konkretnymi metodami. Półśrodki nie dają rady.
Wreszcie czas na podsumowanie. Moim zdaniem Wiedźmin to jedna z nielicznych polskich gier, która wykonana została nie w standardzie krajowym, ale światowym. Zadanie nie było łatwe biorąc pod uwagę specyficzny klimat świata wykreowanego przez Sapkowskiego, ale również i z innych powodów. Twórcy musieli stworzyć grafikę, która przyciągałaby oko i to im się udało. Całokształt prezentuje się naprawdę wyśmienicie. Wystarczy dodać do tego jeszcze świetną fabułę, a także liczne smaczki oraz nawiązania i dostajemy produkt warty kilku nieprzespanych nocy. Nawet kilka zauważalnych błędów nie popsuło końcowego efektu, który zdołał zresztą na dłużej odwrócić mogą uwagę od tych niedogodności.

Wiedźmin
