Amerykański reżyser został zresztą nakłoniony przez twórców do wzięcia udziału w procesie tworzenia gry. Wraz z nim do obsady dołączyli Tom Savin (efekty specjalne), Kane Hodder (kaskader i odtwórca roli Jasona) oraz Harry Manfredini (soundtrack). Sama produkcja została częściowo ufundowana dzięki udanej zbiórce w serwisie crowdfundingowych Kickstarter. Twórcy zebrali 823 704 dolarów z wymaganych 700 tysięcy, do czego przyczyniło się ponad 12 tysięcy użytkowników.
Mechanika rozgrywki
Friday the 13th: The Game to trzecioosobowa pozycja, w której główną rolę odgrywa sieciowy multiplayer. W grze udział bierze maksymalnie ósemka graczy, a jeden z nich wciela się w postać seryjnego mordercy - Jasona Voorhesa, pozostali zostają zaś jego ofiarami, których jedynym zadaniem jest przetrwać. Rozgrywka diametralnie różni się w zależności, od jaką tego przyjmiemy postać.
Stając się młodym turystą nie mamy szans w bezpośrednim starciu z Jasonem, dlatego przede wszystkim szukamy sposobu na wyprowadzaniu go w pole, stale się przed nim ukrywamy i wciągamy go w przygotowane wcześniej pułapki. W tej postaci jesteśmy znacznie mobilniejsi niż nasz oprawca, poruszamy się szybciej, możemy także dostawać się do budynków przez okna. Kolekcjonujemy broń, by w razie czego nie walczyć z Jasonem gołymi rękoma. Naszym głównym zadaniem jest ucieczka, jednak istnieje również możliwość zwyciężenia poprzez uśmiercenie przeciwnika. To już jednak bardzo trudne zadanie i wymaga zgranego zespołu. Szczególnie, że każdy z obozowiczów ma nieco inną charakterystykę, w tym konkretne mocne i słabe strony.
Jason z kolei porusza się wolno, a do budynków dostaje się głównie przez drzwi. Te jednak często jest w stanie niszczyć kilkoma ciosami, przez co nie są one w stanie na długo go powstrzymać. Jako oprawca skupiamy się wyłącznie na naszych celach. Dzięki specjalnemu zmysłowi jesteśmy w stanie zlokalizować przerażone ofiary, a nawet błyskawicznie przenieść się w ich pobliże. Twórcy przygotowali szereg specjalnych, brutalnych finisherów, jakie wykonać możemy, gdy jeden z turystów trafi już w nasze ręce.



