Coraz częściej serie gier są odnawiane i procesu tego nie uniknęło również Lost Planet. Tym razem przyjdzie nam wcielić się w rolę Jima Peytona, człowieka któremu daleko do gwiazd kina akcji. Choć radzi sobie w walce to jednak jego praca wiąże się z obsługą wielkiego mecha. Na skutą lodem planetę E.D.N. III przylatuje ze względu na spore zarobki. Oczywiście bardzo szybko przychodzi mu stanąć w oko w oko z przeróżnymi robalami, a także zwiedzić wiele zapomnianych i tajemniczych placówek.
Walki nie brakuje, podczas wędrówki pieszej do naszej dyspozycji oddanych zostało wiele rodzajów broni, podstawową z których jest pistolet. Potem w nasze łapki wpada także strzelba, karabin czy broń energetyczna. Oczywiście również za sterami mecha akcji jest pod dostatkiem - siedząc w kokpicie zmierzymy się z największymi poczwarami jakie chodzą po E.D.N. III, przyłożymy im hakiem i poprawimy potężnym wiertłem.

Run Peyton, RUN!!!
Klimatem Lost Planet 3 przypomina bardziej Dead Space niż swoje poprzedniczki. Nie brakuje tutaj misji typowych dla survival horrorów i nie ukrywam, że bardzo przypadło mi to do gustu. Gra nie jest już strzelanką z mechami, ale raczej studium człowieka osamotnionego, skupiającego się na swej pracy, próbującego się odnaleźć w nieprzyjaznym świecie. Widać tutaj większy nacisk na warstwę fabularną.
Martwi mnie za to często oglądany ekran ładowania, który drażni tym bardziej, że do wielu poziomów musimy wielokrotnie wracać. Mimo to widać jednak, że restart serii zmierza w dobrym kierunku.
Pierwsze myśli
- nacisk na fabułę
- bohater z krwi i kości
- częsty loading
Przeczytaj także...
-
XCOM: Enemy Within trafi do Polski już 15 listopada
-
Promocja - The Night of the Rabbit za połowę ceny
-
Legends of Aethereus - kooperacyjny cRPG trafi na Steama już 27 września
-
Kompletne przemieszanie w czołówce, GTA V w centrum uwagi - UK Top 20
-
Pierwsze wrażenia: Splinter Cell: Blacklist

