Historia o tym, jak uratowałem pokój w feudalnej Japonii
Recenzja gry Shadow Tactics: Blades of the ShogunOstrza szoguna

Fabuła przenosi nas w czasy szogunatu, kiedy stojący na jego czele generał zaczyna jednoczyć Japonię w pokoju. Nie każdemu ta wizja przypada do gustu - niektórzy hołubią walce, pragną podbijać. Wybucha rebelia kierowana przez człowieka ukrywającego się pod pseudonimem Kage-sama. Szogun nie traci czasu i zleca zajęcie się sprawą samurajowi Mugenowi. Ten zaś tworzy drużynę, w której skład wchodzą ninja Hayato, złodziejka Yuki, gejsza Aiko oraz strzelec wyborowy Takuma. Tyle w kwestii fabuły. Nie jest to szczerze mówiąc klasa „Siedmiu samurajów Kurosawy”. Akcja toczy się bardzo przewidywalnym torem, choć czasem zdarzy się jakiś jej zwrot. Najważniejsze jednak, że dobrze zarysowane są relacje między bohaterami i to, jak tworzą się między nimi przyjaźnie i waśnie. Pod tym względem gra mocno mnie wciągnęła.
Pięciu wspaniałych
Pięciu bohaterów, tylu według Mimimi Productions wystarczy, aby zawojować Japonię. Ciężko było tutaj całkowicie uniknąć pomysłów wykorzystanych wcześniej. Stąd Mugena od razu skojarzyłem z Zielonym Beretem z Commandos. Jest silny i najbardziej morderczy ze wszystkich bohaterów. Zarazem to postać honorowa - spodziewałem się skorego do bitki osiłka, a dostałem jedną z najlepiej zarysowanych postaci w grze. Moim ulubieńcem został jednak Hayato, czyli odpowiednik Johna Coopera. Szybki, świetnie wyważony ninja mogący... niemal wszystko. Biega po dachach, ma na wyposażeniu linę z hakiem, a na odległość walczy shurikenem. Znakomita postać, z którą można konie kraść. Jak już pisałem w Pierwszych Wrażeniach, przypomina mi on Rikimaru z serii skradanek Tenchu, a to bardzo pozytywne skojarzenie. Dalej mamy połączenie Szpiega oraz Kate O'Hary, czyli Aiko. Zwinna, mordercza, mogąca wtapiać się w otoczenie dzięki przebraniu i odwracać uwagę. Yuki to złodziejka, wabi wrogów grą na flecie prosto w założone przez siebie sidła. Wreszcie Takuma, pogodny staruszek o sokolim wzroku. Drużynowy snajper wykańcza cele z daleka, w bój posyła też oswojonego zwierzaka Kumę - mało który strażnik może oprzeć się jego urokowi.
Muszę przyznać, że twórcy skład dobrali bardzo dobrze. Postacie mają dobry balans i nie posiadają bezużytecznych umiejętności. Piątka absolutnie wystarcza, by sobie ze wszystkim poradzić. Miałem początkowo pewne wątpliwości co do Yuki, które zniknęły, kiedy nauczyłem się w pełni wykorzystywać to, co ma do zaoferowania. Bohaterów musimy dobrze poznać, dopiero wtedy odkryjemy ich potencjał.
Za linią wroga
Jak wskazuje nazwa, gra skupia się na taktyce. Nie jest to tytuł dla każuali, którzy nie są przyzwyczajeni do częstego używania szybkiego zapisu i wczytania. Do każdej misji trzeba się przygotować, wykazać cierpliwością obserwując patrole żołnierzy oraz ich pole widzenia. Często będziemy zmuszeni wykorzystać tylko niektórych bohaterów. Kląłem wtedy pod nosem myśląc, że brakuje mi Mugena czy Hayato. Wszystkie przeciwności da się jednak pokonać.

Pomaga w tym tryb cienia, w którym możemy wydać rozkazy podkomendnym i zlecić wykonanie dopiero, gdy nadarzy się idealna okazja. To bardzo praktyczne i efektowne rozwiązanie. Wyobraźcie sobie tylko, jak dzięki sprawnemu rozplanowaniu grupa bez wszczęcia alarmu likwiduje teoretycznie bardzo groźny oddział.
Twórcy zadbali o różnorodność także w sposobach eliminacji wrogów - w końcu otwarta walka to raczej ostateczność. Kiedy rozejrzymy się po każdej z lokacji znajdziemy mnóstwo możliwości spowodowania nieszczęśliwych wypadków. Zrzucamy przeciwnikom na głowy sople lodu, wielkie głazy, doniczki bądź rozwścieczamy woła, który następnie pociągnie im z laczka.
Twórcy jednak niczego nie narzucają. Podsuwają nam metody, ale zachęcają do grania po swojemu. Bo choć wielkiego lorda możemy otruć lub zastrzelić, są także inne metody. Kawał świetnej roboty.
Niesmak w sake
Pewien niedosyt czuję na myśl o SI przeciwników. Z jednej strony potrafią być czujni, sprawdzają niepokojące hałasy czy idą tropem śladów pozostawionych w śniegu. Z drugiej jednak przymykają szybko oko na wypadki, łatwo nabierają się na nasze sztuczki. Niekiedy nie zwracają uwagi na naszych członków drużyny, którzy nieraz się przez nich przepychają. W grze jest dostępne kolejkowanie działań, które jednak nie działa w trybie cienia - szkoda. Minusem jest także długi (naprawdę dłuuuuugi) ekran ładowania poziomów.
Za szogunem gracze sznurem

Shadow Tactics: Blades of the Shogun bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Mimimi Productions przyłożyło się do pracy i jestem pewien, że na końcowy efekt duży wpływ miał też czuwający nad całością Daedalic. Nie dostaliśmy odgrzewanego kotleta, ale grę, która zapewne dołączy do panteonu najlepszych taktycznych strategii czasu rzeczywistego. Nie odstaje od serii Commandos ani Desperados, jeśli zaś powiela schematy, to tylko te pozytywne.
W dodatku Shadow Tactics za sprawą Techlandu wyszło w Polsce w bardzo ciekawej i taniej edycji. Za około 100 zł dostaniecie m.in. soundtrack, mapę czy artbook. Nie wahajcie się, warto!

